Drapacze atakują, czyli wszystko o polskich wieżowcach

Drapacze atakują, czyli wszystko o polskich wieżowcach

Od tysięcy lat ludzie wznoszą potężne, wysokie budowle – na chwałę własną lub bogów. Nad starożytną Mezopotamią górowały zigguraty, nad Egiptem i Mezoameryką - piramidy. W średniowiecznych miastach najwyższe były katedry. Wszystkie te imponujące gmachy powstawały przez długie lata, nakładem ogromnych sił i środków. Dziś proces budowy trwa znacznie krócej, bo konstruktorzy mają do swej dyspozycji zaawansowane technologie i ciężki sprzęt. Jedno się nie zmieniło - wysoki budynek jest oznaką zamożności i dodaje prestiżu. Moda na wieżowce dotarła również do Polski. Z jakim skutkiem? Nad tym zastanawia się Jakub Szczęsny w nowej serii DOMO+ Drapacze atakują!.

Współczesna rywalizacja o to, kto zbuduje najwyższy budynek, na dobre rozpoczęła się pod koniec XIX wieku w Chicago i w Nowym Jorku. Stopniowo do wyścigu włączały się kolejne miasta, m.in. Szanghaj i Hongkong, Buenos Aires, Sao Paulo i Meksyk, Sydney i Melbourne. Od początku XXI wieku liderem są kraje azjatyckie, szczególnie Zjednoczone Emiraty Arabskie z Dubajem i Abu Zabi na czele. Ogólnoświatowy kryzys gospodarczy wyhamował tempo inwestycji, ale i tak na świecie powstaje coraz więcej wysokościowców. Drapacze chmur są symbolem nowoczesności i świadczą o dobrej kondycji finansowej inwestorów, ale za ich budową przemawiają też bardziej prozaiczne względy. W wielkich miastach Azji, takich jak wielomilionowe aglomeracje chińskie oraz Singapur czy Hongkong jest bardzo mało niezabudowanej przestrzeni, a ceny działek przyprawiają o zawrót głowy. Coraz częściej wyburza się starsze wysokościowce, by w ich miejscu postawić nowe, jeszcze wyższe. Parcele, na których powstają nowe wieżowce, często są otoczone zwartym pierścieniem zabudowy, co nastręcza budowniczym dodatkowych trudności. Potrafią sobie z nimi radzić, podobnie jak z tworzeniem stabilnych, bezpiecznych konstrukcji na terenach aktywnych sejsmicznie.

Nieco łatwiej buduje się w miastach europejskich, gdzie zabudowa nie jest tak gęsta jak w Azji. Jednak i na Starym Kontynencie na konstruktorów czekają rozliczne wyzwania. Od wieżowców oczekuje się tu, że będą nie tylko wysokie, ale i oryginalne. Banalny prostopadłościan nie zyska uznania, dlatego architekci decydują się np. na obłe kształty – takie ma choćby londyński Korniszon (czyli 30 Street Mary Axe) czy barcelońska Torre Agbar. Za nowoczesne uważa się te wieżowce, które są energooszczędne, przyjazne dla użytkowników, dobrze współgrają z otoczeniem i nie mają negatywnego wpływu na sąsiednie budynki (np. nie ograniczają im dostępu do dziennego światła). A jak to wygląda w Polsce?

Tytuł najwyższego gmachu w kraju nadal należy do leciwego Pałacu Kultury, którego budowę ukończono w 1955 roku. Wraz z iglicą mierzy on 230 m. Pałac od lat budzi sprzeczne emocje. Ma swoich sympatyków, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia nieobciążonego doświadczeniami komunizmu, ale i zagorzałych przeciwników. Co jakiś czas powtarzają się głosy, że należy go zburzyć jako symbol radzieckiej dominacji i najczarniejszych lat stalinizmu, albo zasłonić innymi budynkami. Pozostaje faktem, że Pałac zdominował centrum naszej stolicy i utrudnił rozwój komunikacji, zajmując znaczny obszar w samym sercu miasta. Aby go zbudować zniszczono kilkanaście kwartałów przedwojennej zabudowy, którą można było przywrócić do życia. Czy nam się to podoba czy nie, jest najbardziej rozpoznawalnym budynkiem Warszawy. I choć dla miasta projektują już światowej sławy architekci, żaden z nowych budynków nie jest tak kojarzony z Warszawą jak Pałac. Czy wynika to zachowawczości inwestorów i stołecznych decydentów, czy ze słabości zgłaszanych projektów? Czy któraś z powstających obecnie inwestycji - jak sąsiadujący z Pałacem wieżowiec Złota 44 projektu Daniela Libeskinda - ma szansę go zdominować? Czy wznoszenie drapaczy chmur w polskich miastach jest uzasadnione z ekonomicznego, urbanistycznego i estetycznego punktu widzenia? Jak się pracuje i mieszka w wieżowcach? Czy są funkcjonalne, przyjazne dla użytkowników i bezpieczne? Ile zużywają energii? Jaki mają wpływ na otoczenie? Odpowiedzi na te i inne pytania Jakub Szczęsny będzie szukał w kolejnych odcinkach serii „Drapacze atakują!”, rozmawiając z architektami, urbanistami, inwestorami i użytkownikami wieżowców. Jakub wjedzie na najwyższe piętra polskich drapaczy, by podziwiać zapierające dech widoki, i zejdzie do najgłębiej położonych podziemnych kondygnacji, by przyjrzeć się „wnętrznościom” drapaczy.

UDOSTĘPNIJ: