Przenosiny do miasta

Przenosiny do miasta

Sto lat temu w miastach żyło zaledwie 10 procent mieszkańców świata. Obecnie mieszka połowa, a w 2050 roku będą to już trzy czwarte populacji. Szacuje się, że w ciągu każdego tygodnia z prowincji do miast przenosi się milion ludzi. W zależności od regionu świata powody tych migracji są różne. Ludzie szukają pracy i lepszego życia, uciekają z regionów objętych konfliktami zbrojnymi i etnicznymi oraz niszczonych przez klęski żywiołowe. Łączy ich determinacja i wiara w to, że zmiana wyjdzie im na dobre. Wielu z nich spełnia swe marzenia, inni lądują w dzielnicach nędzy albo wracają w rodzinne strony. O tym, jak różne mogą być ich losy opowiada pokazywany na antenie DOMO+ film dokumentalny Przenosiny do miasta, który pokazujemy w ramach Światowego Dnia Ludności, obchodzonego corocznie 11 lipca.

Chińczyk Dong Bing ma dwadzieścia lat i pochodzi z prowincji Henan. Jego ojciec liczył na to, że syn przejmie po nim rodzinny interes, ale Dong Bing miał inne plany. Założył sklep odzieżowy i nieźle sobie radził, lecz padł ofiarą oszusta i stracił wszystkie pieniądze. Postanowił zacząć wszystko od nowa i poszukać swojej szansy w Szanghaju, największym mieście w Chinach. Nigdy wcześniej tu nie był, ale widział miasto w telewizji i spodobało mu się. Na żywo Szanghaj okazał się dość przytłaczający. Mieszka tu blisko 20 milionów ludzi, z czego kilka milionów to wędrowni pracownicy sezonowi. Drapacze chmur i betonowe blokowiska sąsiadują ze starą, tradycyjną zabudową. Do nadbrzeża stale przybijają statki - Szanghaj jest trzecim co do wielkości portem morskim na świecie. Panuje tu ciągły ruch, przez całą dobę ludzie dokądś się śpieszą. Dong Bing stara się odnaleźć w tym zgiełku. Odwiedza szkolnego kolegę, który wynajmuje skromniutkie lokum, i rusza na poszukiwanie pracy. To nie jest najlepszy moment, bo bezrobocie wzrosło na skutek światowego kryzysu. Poza tym Dong Bing jest dość wybredny. Nie chce harować od świtu do nocy za nędzne grosze. Chciałby pracować w usługach albo w handlu, tak jak jego kolega, który jest sprzedawcą w salonie telefonów komórkowych i zarabia 200 euro miesięcznie. Za tyle można się w Szanghaju utrzymać na znośnym poziomie i wynająć małe lokum. Ale chętnych do takiej pracy jest wielu. Chiny przeżywają największą w historii falę migracji. W ciągu ostatnich dziesięciu lat do miast przeniosło się około dwustu milionów osób. Szanghaj jest jednym z najatrakcyjniejszych miejsc w oczach przybyszów z prowincji. W ostatnim czasie wielu z nich straciło pracę i nie mogąc znaleźć następnej, musiało wrócić w rodzinne strony. Od początku światowego kryzysu chińskie metropolie opuściło dwadzieścia milionów ludzi. Dla wielu z nich powrót do domu jest trudny. Przywykli do życia w wielkomiejskiej dżungli, na wsi nie mogą już znaleźć sobie miejsca. Pozostaje im czekać na poprawę koniunktury i kolejną szansę.

Podczas gdy jedni przyjeżdżają do miasta za chlebem, innych zmuszają do tego konflikty zbrojne. Miasto daje schronienie przed bojówkami, które terroryzują mieszkańców prowincji. Dlatego fala przyjezdnych zalewa nawet okrytą złą sławą stolicę Kolumbii. Bogota ma ok. 8 milionów mieszkańców i uchodzi za jedno z najniebezpieczniejszych miast świata. Statystycznie zdarzają się tu cztery morderstwa dziennie. Mimo to, uciekinierom z miejsc ogarniętych wojną między partyzantami a armią rządową Bogota jawi się jako oaza spokoju. Bratobójcze walki w Kolumbii trwają już kilkadziesiąt lat i pochłonęły kilkaset tysięcy ofiar. Mimo wielu prób mediacji, również międzynarodowej, nie widać końca tego konfliktu. Obecnie na terenie Kolumbii działa kilka organizacji partyzanckich, m.in. FARC i ELN. Strzelaniny, zamachy terrorystyczne, morderstwa cywili i porwania dla okupu są na porządku dziennym. W 2008 roku świat usłyszał o brawurowej akcji uwolnienia z rąk FARC Ingrid Betancourt, kandydatki na prezydenta Kolumbii w 2002 roku. Jednak większość ofiar kidnapingu ginie z rąk porywaczy albo umiera z wycieńczenia w dżungli. W wyniku wojny swoje domy opuściło już trzy miliony Kolumbijczyków, co stawia Kolumbię na niechlubnym drugim miejscu na świecie, zaraz po Sudanie. Poza partyzantką, śmiertelnym zagrożeniem dla Kolumbijczyków są kartele narkotykowe z Medellin i Cali, które również walczą z rządem i armią. Wielu zdesperowanych uciekinierów za cel wędrówki wybiera Bogotę, tak jak Maria, która wraz z dwojgiem dzieci uciekła z rodzinnej wioski. Bała się partyzantów, którzy opanowali okolicę. Jej ojciec przez 20 lat się ukrywał, matka i siostry uciekły do Medellin. Maria wybrała Bogotę. Podróż do stolicy trwała 20 godzin. Maria nie ma w Bogocie rodziny ani znajomych. Na początek może się zatrzymać w ośrodku Czerwonego Krzyża. Zapewniają wyżywienie i miejsce do spania, można się umyć i zrobić pranie. Maria stara się o status uchodźcy, który zapewnia pomoc finansową rządu. Niestety, nie dostaje go, podobnie jak 85% wnioskujących. Po dwóch tygodniach musi opuścić azyl Czerwonego Krzyża. Jest zdana tylko na siebie. Musi zapewnić dzieciom jedzenie i dach nad głową. Szuka pracy, ale nikt nie chce zatrudnić samotnej matki dwojga dzieci, bez wykształcenia i kwalifikacji. Czy Maria poradzi sobie w miejskiej dżungli? O tym opowiada dokument Przenosiny do miasta.

UDOSTĘPNIJ: