Forum

Forum » Mój ogród

Aby wypowiedzieć się na Forum, . Jeśli nie masz konta, zarejestruj się.

 Pięknie rozpoczęta jesień

Edycja wpisu

zawijanie tekstu

iwonka / postów: 17

02.01.2010 13:55

Witam Wszytskich :) chcialabym wam zlozyc troche moze juz opoznione zyczenia noworoczne Kochani zycze wam duzo zdrowka bo to najwazniejsze ,ciepla i spokoju , optymistycznego myslenia i kazdego dnia usmiechu w codziennych obowiazkach, i dobrych ludzi obok siebie.
zyczy Iwonka

piterek_rek / postów: 128

12.12.2009 10:34

U mnie też wszystko w porządku. Wreszcie dziś jest dzień, w którym mogę odetchnąć. Od początku miesiąca jestem w ciągłym biegu. Nie mam czasu na przyjemności. Zamierzam się wybrać do kina na jakiś film. Muszę przejrzeć repertuar, poczytać recenzje. Ponoć wczoraj była noc kina.
Co do pogody. To rozpieszcza nas niesamowicie. Kiedyś o tej porze roku leżał już śnieg. Wczoraj popołudniu trochę padał, lecz szybko się topił, bo wraz z nim z nieba spadały krople deszczu. Na ulicy mimo tego ślizgo. Kilka razy przy hamowaniu samochodem wpadłem w lekki poślizg. Na szczęście nic groźnego. Nie straciłem panowania nad kierownicą. Trzeba poprostu wolniej jeździć. Dziś rano nawet na chwilę wyłoniło się zza chmur słońce. Już myślałem, że szykuje się przyjemny dzień a tu nic z tego. Słońce jak szybko wyszło tak szybko się schowało. Jeżeli chodzi o święta to pewnie kolejne bez śniegu. :( Trzeba się do tego przyzwyczaić.
Pozdrawiam Was wszystkich. ;)

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

06.12.2009 16:16

Dziękuję, Mileno, u mnie wszystko w porządku, ale strasznie zapracowana byłam ostatnio, bo mamy zakończenie pewnego okresu w pracy firmy. Na szczęście wszystko zamknęliśmy pozytywnie i dla odpoczynku wyjechałam na trochę, by nabrać nowych sił i zdystansować się nieco.
Warzywnik z roślinami jednorocznymi już uprzątnięty i przeorany. Ostatnie kalafiory i brokuły zebrane. Brat trochę zaeksperymentował i przesadził dwa karczochy w nowe miejsca. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Wina wstawiłam do piwnicy, przelałam też nalewkę z głogu. Zapomniałam jednak wziąć cukier muscovado i będę ją kończyć w Święta.
Zaplanowałyśmy z Mamą wypieki na Święta. Mamy wszyscy długą przerwę, więc trzeba tych ciast sporo, a potem powtórka na Nowy Rok.
W weekend przypadkowo wpadła mi w ręce jakaś gazeta z artykułem o. Grande nt odżywiania się w okresie wielu zachorowań. Jest zwolennikiem żywienia znanego w Polsce przed laty - jaja, mleko, sery, serwatki, maślanki, masło, kapusta i kiszona, i biała, ogórki kiszone, buraki. Poleca zjadanie fasoli najpierw sparzonej wrzątkiem, a potem moczonej przez ok. 2 godz. w zimnej wodzie z kminkiem, by następnie ugotować ją w tej wodzie. Nie wiedziałam o zalewaniu wrzątkiem. Podobno te zabiegi mają przeciwdziałać ubocznym skutkom spożywania fasoli. Z przyjemnością przeczytałam, że kapusta została mylnie okrzyknięta warzywem powodującym wzdęcia i zaparcia. Zdaniem o. Grande jest dokładnie odwrotnie - wystarczy tylko ją poszatkować, posypać solą i wymieszać mocno ściskając, by słychać było jej chrzęszczenie między palcami.

Mileno, jeśli nie czytałaś, to polecam "Francuskiego ogrodnika" Santa Montefiore. Czytając czułam zapach tuberoz, pomarańczy, bazylii i lawendy. Niesamowite! Historia też niczego sobie, choć opisy przyrody i ogrodu dla mnie okazały się największą wartością tej książki. 500 stron to niewiele w porównaniu z Millennium ;-)

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

04.12.2009 11:25

Mam nadzieję, że u wszystkich wszystko w porządku a w szczególności zdrowie nie szwankuje. Pogoda nas rozpieszcza i trawa ciągle świeżo zielona. Klimaty często prawie wiosenne.
Z przyjemnością oglądam galerię chociaż fotografowanie nie jest moją pasją. Odnalazłam nawet kilkanaście rolek filmów do wywołania ze starego aparatu i cyfrowy wykorzystywany ze dwa razy w czasie rodzinnych sesji. Może zajmę się tym kiedy minie okres "rywalizowania" bo nie biorę udziału w żadnych wyścigach. Kiedyś
chciano mnie relegować ze szkoły za systematyczną odmowę udziału w konkursach recytatorskich i tak mi zostało.
Szczególnie ciepłe pozdrowienia dla Ani.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

24.11.2009 23:21

Na polskiej prowincji na szczęście dzwoneczki jeszcze nie dzwonią. Nasza tradycja świąteczna jest bardzo piękna i miejmy nadzieję, że mimo tego całego komercyjnego szaleństwa rodzinne, domowe spotkania przy choince i tradycyjnym jedzeniu będą jeszcze długo dla nas ważne.
Myślę, że każdy z nas na czasami wrażenie, że świat oszalał ale najważniejsze żebyśmy my nie poddawali się beznadziejnym trendom i spędom bo i tak żyjemy ciągle pod dyktando nakazów i zakazów a każdy czasami marzy żeby rzec "ja już nic nie muszę" .
Na pogodę można narzekać bez końca a pewnie istnieją miejsca gdzie jest ona prawie idealna np. w okolicach Los Angeles przez cały rok temperatura oscyluje w okolicach 24 stopni i dużo słońca. Grywam w beznadziejne gry losowe żeby przez chwilę pomarzyć o zamieszkaniu w takim miejscu ale zdecydowanie nie byłaby to Kalifornia.
W listopadzie chyba nigdy nie było u nas słońca więc biorąc pod uwagę dość wysoką temperaturę uznaję ten miesiąc za niezły. I chociaż nie ciepię zimy w okolicach świąt życzyłabym sobie trochę śniegu i trochę mrozu ale bez przesady.
Myślę Aniu, że wsiadając na początkowej stacji masz szanse dojechać z całymi żebrami, wiem coś na ten temat ale i tak ten rodzaj przemieszczania się jest zdecydowanie bardziej komfortowy niż poruszanie się samochodem w korkach co może doprowadzić do perfekcji niedopuszczalne publicznie słownictwo.
Poza tym przerabiam kolejną dynię a znalazłam 150 przepisów albo coś koło tej liczby na pewnym blogu kulinarnym - to efekt pracy wielu miłośników tego warzywa. I wiecie co nie było tam żadnego przepisu na dynię marynowaną najpopularniejszą kiedyś.
Konsumowałam po raz pierwszy koperek mrożony w maleńkich słoiczkach. Jest świetny, konsystencją i smakiem prawie nie różni się od sezonowego.
Iwonko mam nadzieję, że masz już bilety. Relacje ze świątecznych podróży z Wysp czasami przypominają horrory.
Piterku nie lekceważ wirusów bo witamina C szczególnie ta sztuczna jest tu bezużyteczna. Dużo warzyw i ruchu nie zaszkodzi a najlepiej unikać kaszlących i prychających i myć ręce. Nie neguję sensu szczepienia ale też nie korzystam.

iwonka / postów: 17

23.11.2009 00:13

Co do Swiat Bozego Narodzenia to i tak w Polsce czuje sie klimat wyczekiwanych swiat jest bardziej rodzinnie mialam okazje spedzania swiat we Francji jak i w Anglii i klimat jest ten sam czyli zaden jednym slowem oprocz przepieknie przystrojonych sklepow, centrow handlowych i ulic ale to wszytsko sprowadza sie do jednego komsunkcji i jak najwiekszej ilosci prezentow az do znudzenia i obrzydzenia jednym slowem swieta spedza sie po to aby dostac wypasiony prezent z jak najwyzeszej polki i to nie jeden tylko przynajmniej z 5 lub wiecej a pozniej pojscia do knajpy aby cos zjesc i po swietach, wiec przygladajac sie jak spedza sie swieta w roznych panstwach my mamy swoja tradycje i jej pilnujemy z roku na rok aby nie umarla smiercia naturalna dlatego w tym roku jedziemy do Polski na Swieta juz nie moge sie doczekac wypiekow ciastkowych, 12 dan wigilijnych, rodziny przy stole, pierwszej gwiazdki no i pasterki ma sie rozumiec :)pozdrawiam

piterek_rek / postów: 128

22.11.2009 16:13

Mam wrażenie, że z roku na rok coraz to wcześniej zaczynamy słyszeć i widzieć święta. W TV, na ulicy, w internecie, gazetach. Wiadomo, pieniądz. Jeszcze trochę a świąteczna reklama Coca-coli pojawi się przed zaduszkami.
Co do pogody to ostatnie trzy dni były bardzo piękne. Bez kurtki poruszałem się po dworzu. Słonecznie i w miarę ciepło jak na drugą połowę listopada. Dziś niestety już troche gorzej. Szaro, ponuro, mgła.
Dookoła mnie wszyscy chorują a ja zdrów jak ryba mimo tego, że bardzo cienko ubrany wychodzę na powietrze. Codziennie zarzywam tylko witaminę C i nic więcej, nawet się nie szczepiłem. Może dlatego, że panująca grypa jest mi zupełnie obojętna.
Co do zakorkowanych ulic to ja podobnie jak Ania dojeżdżam wszędzie(do pracy, sklepów, znajomych itd.) komunikacją miejską. Ostatnio wiele słyszy się o palących autobusach ZTM w Warszawie. Nikt z tym nic nie robi. W Polsce żeby czymś się zająć muszą najpierw pojawić się ofiary. Mam nadzieję, że tu tego unikniemy.
Cieszę się, że na stronie Domo ruszyła zapowiadana galeria. Urozmaica czas spędzany na tej stronie. ;)

Post edytowany 1 raz, ostatnio 22.11.2009 16:14

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

22.11.2009 10:18

Iwonko, rzeczywistość w Polsce, a przynajmniej w Warszawie wygląda podobnie. Ja na szczęście poruszam się metrem, bo akurat pracę i mieszkanie mam na linii. Przyznaję jednak, że wychodzę 20 minut wcześniej niż powinnam, bo wtedy jest mniejszy tłok. Koledzy z pracy postępują podobnie jak Ty - wyjeżdżają 1-2 godziny wcześniej, bo zawsze biorą poprawkę na korki. Poza tym, gdy dotrą wcześniej, jest szansa na miejsce na parkingu, w przeciwnym razie trzeba szukać miejsca płatnego jakieś 1-2 kilometry dalej.
Aura świąteczna, szczególnie w sklepach, jest teraz nie do wytrzymania. Dopiero co mieliśmy zaduszki, a już rozbrzmiewa muzyka z dzwoneczkami. Szok! Czego się nie robi dla kasy?! Dodatkowo w reklamach radiowych zaczęła się kampania walentynkowa. Totalny odlot, mówiąc kolokwialnie.
Pogoda w Polsce nie rozpieszcza. Cieszyliśmy się ładną aurą w piątek i wczoraj rano. Potem padało i wiało. Dziś od rana mgła, która niestety idzie do góry, czyli dzionek raczej do ładnych należał nie będzie :( Ale nie pada i tej myśli się trzymamy :)
Pozdrawiam

iwonka / postów: 17

21.11.2009 23:21

WITAM Dlugo mnie nie bylo na forum ale ostatnio ten czas tak szybko mi lecial ze nawet nie mialam za wiele co napisac ostatnio praca jak i obowiazki domowe no i nadchodzace swieta ktore tutaj juz widac moze mniej czuc daja sie we znaki szczegolnie masakryczne korki wszedzie odnosze wrazenie ze polowe zycia spedzam na czekaniu w masakrycznych korkach aby dojechac do pracy musisz wstac przynajmniej 2 godziny wczesniej aby jeszcze nie zalapac sie na korki na dzien dobry.To tyle z rzeczywistosci Angielskiej .Pogoda tez nie dopisuje pada, wieje , ale za to nie tak zimno jak w Polsce odsunelam rower ale pomyslalam sobie o yoge w sumie troche jej kiedys uprawialam ale przerwalam. Pozdrawiam i do uslyszenia :)

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

21.11.2009 08:32

Miałam być dziś u Rodziców, ale w rozmowie uznałyśmy z Mamą, że teraz lepiej nie wybierać się w długą podróż, bo łatwo o przeziębienie i powikłania z nim związane. Dmucham na zimne, a że coś mnie łamie, to wolę nie ryzykować.
Zatem sprawdzę te zawiązki kwiatowe u dereni w okolicach mikołajek. To jak o nich napisałaś zabrzmiało bardzo intrygująco.
Nie mam niestety żadnego sposobu na chwasty przy drzewach i krzewach. Usuwam je systematycznie ręcznie, licząc na to, że korzeniom krzewów nic się nie stanie. Na razie (odpukać w niemalowane) nie miałam przykrych skutków. Włókniny używam tylko do osłaniania rododendronów na zimę, więc nie umiem Ci poradzić, czy to się sprawdzi.
Wczorajsza pogoda była naprawdę piękna i pomimo zmęczenia i wielkiej chęci na sen, skusiłam się na spacer. Nie żałuję (zwłaszcza, że po powrocie zasnęłam jak małe dziecko na kilka godzin). Mam nadzieję na dzisiejszą powtórkę. Na razie niebo wygląda ładnie, więc może może... Prognoz na dziś nie słuchałam, więc nie mam pojęcia, co wróżą.
Wczoraj Koleżanka pożyczyła mi swojego Larssona, więc robię przerywnik od Komara. Rzeczywiście jest to książka do delektowania się. Ja za czystymi kryminałami nie przepadam, więc raczej nie sięgnę po autorów, o których wspomniałaś, choć dla Larssona zrobiłam wyjątek, to może i inni mnie skuszą ;-) Z tego rodzaju literatury mogę Ci polecić książki Michaela Bocklera (przez "o" umlaut). Jego kryminały przeczytałam jednym tchem, bo autor zna się na winach, o których sporo pisze w swoich książkach. Przyznaję, ze dla mnie to książki o winach i jedzeniu z kryminalnym wątkiem w tle.

A co do literówek, to możesz je skorygować po zapisaniu postu. Przy swoich postach masz ikonkę do edycji. Wystarczy na nią kliknąć i wyświetli Ci się tekst postu, który możesz zmienić i potwierdzić zmiany. Po zapisaniu zmienionego postu pojawi się pod nim informacja, ze post był edytowany 1 raz oraz czas tej edycji.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

20.11.2009 23:38

Pospieszyłam się i wpisało się twozacych zamiast tworzących. Bardzo wielkie przepraszam.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

20.11.2009 23:35

Było dzisiaj naprawdę cudnie i większość czasu spędziłam porządkując rabaty i grządki. Jeszcze ze dwa tygodnie i będzie prawie uporządkowane. Popołudniowy spacer był czysta przyjemnością.
Oprócz buraków liściowych i brukselki dobrze trzyma się również rucola. Mogę ciągle dodawać jej listki do surówek. Żałuję, że za późno posiałam sałatę i ma zaledwie kilkucentymetrowe listki ale zawsze coś zielonego.
Wspominałam już kiedyś o zawiązkach kwiatów na dereniu ale teraz kiedy nie ma liści widać jak obsypane są oba krzewy i trzeci najmłodszy też ma trochę malutkich kuleczek. Widocznie tak jak na leszczynie zalążki kwiatów pojawiają się już jesienią i kwitną bardzo wcześnie wiosną. Tylko te dereniowe zawiązki tak śmiesznie sterczą na krótkich nóżkach. Sadząc przed laty te derenie nie wiedziałam, że osiągają takie rozmiary i zaczynają trochę zachodzić na siebie ale o przesadzaniu przy tej wielkości nie ma mowy. Przytnę je trochę wczesną wiosną.
Zastanawiam się jak radzić sobie z chwastami wokół krzewów i drzew, to syzyfowa praca i zawsze istnieje ryzyko uszkodzenia korzeni, czy znasz jakieś sposoby ułatwienia sobie tego zadania? Może używać czarnej włókniny?
Przekartkowałam Komara, to raczej literatura do delektowania się a więc na długie zimowe wieczory. Przerywnikiem do Larssona jest A.Rottenberg, zupełnie inna ale jakże fascynująca lektura. Swoją drogą intrygującym zjawiskiem jest kilku twozących świetne kryminały Szwedów o czym piszą w piątkowym dodatku Kultura do Dziennika Gazety Prawnej (Mankell i Lapidus). Nie czytałam kryminałów od wielu lat i mam ochotę na taką odskocznię a szczególnie na Lapidusa, o którym bardzo dobrze piszą.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

17.11.2009 20:32

Mi takich świeżych warzyw jak Twoje buraki w tej chwili bardzo brakuje. Od kilku lat nie uprawiam buraków liściowych, ale dawniej robiłam właśnie łodygi tak jak szparagi (liście wyrzucałam). Pamiętam, że trzeba było bardzo uważać, bo bardzo łatwo można je było rozgotować.
Za brukselką nie przepadam, ale potrafię wyobrazić sobie, jaki masz teraz widok.
Ja kiedyś w podobny sposób przekonałam się, że patisony łatwiej i dłużej się przechowuje.
U mnie Larsson czeka. Dziś Koleżanka opowiadała, jak to wczoraj Larssona zaczęła i nie może się oderwać. Podobno czyta się w mgnieniu oka. Komara czyta się też dobrze, choć nie można powiedzieć, że w mgnieniu oka;-) Uwielbiam takie zabawy słowem i psychiką ludzi. To jedna z tych książek, które żal kończyć.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

17.11.2009 10:02

Dzięki za informacje dot. kapusty toskańskiej, jest trochę podobna do jarmużu. A jeśli chodzi o liściowe rośliny to do tej pory (czyli niewielkie mrozy mu niestraszne) rośnie sobie zielony burak liściowy. Liście jego traktuję jak sałatę a podobno, bo ja tego nie robiłam, twardy środek liścia można przyrządzać jak szparagi. Wysiewałam te liście chyba późnym latem - tak mi się wydaje. Jest jeszcze czerwona wersja tych liściowych buraków. Do tej pory wysiewałam je wiosną i często nie zdążyłam wykorzystać bo wyrastały w sezonie bogatym w inne pyszne zielenie. Teraz kiedy w gruncie nie ma innych liściowych są bardzo cenne.
Obcięłam liście wyrastające z brukselki bo zobaczyłam je w takim stanie na jakiejś plantacji. Przy każdej roślinie wsadziłam kijek bo ciężar główek rośliny powodował ich przechylanie do ziemi. Wyglądają teraz pięknie - kosmicznie. Sa bardzo wysokie i oblepione zielonymi kulkami. Gotuję je z dodatkiem mleka, soli, cukru i przyprawami. Podaję zwykle z usmażonymi kawałeczkami boczku, cebuli i czosnkiem.
Zapodział się gdzieś wśród pudeł w schowku zielony patison średniej wielkości, musiał leżeć ponad dwa miesiące w średniej temperaturze. Był twardy i bez żadnym plam czy uszkodzeń. Po przekrojeniu stwierdziłam, że środek jest w równie znakomitym stanie. Okazuje się, że patisony przechowują sie znacznie lepiej niż cukinie. Cukinia w tych warunkach i po takim czasie (też taka nieduża) byłaby kapciem. Wykorzystuję go podobnie jak cukinię.
Ja również bardzo żałuję, że nie ma oferują więcej odmian tymianku. Widziałam kiedyś w jakimś dokumencie odmianę z dość dużymi, jak na tymianek, listkami i wiotkimi łodygami.
Komar czeka w kolejce bo każdy Larsson to ponad 600 stron.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

12.11.2009 18:43

Cieszę się, że wino smakuje normalnie, bo to oznacza, że może spokojnie dojrzewać, a i moje przypuszczenia się sprawdziły :-)
Kapustę toskańską Włosi dodają do zup - najpierw gotowanych, a potem zapiekanych w piecu z czerstwym pieczywem na wierzchu. Można ją też grubo posiekać i podsmażyć z solą i pieprzem na dobrej oliwie.
Dzięki za info o ilości nasion w opakowaniach i tym mixie bazylii. Też zwróciłam uwagę na okrągłą cukinię - od razu mi się z Tobą skojarzyła. Też chyba się skuszę na lawendę, bo wydaje mi się, że mam inną - kłosy nie są tak długie jak na zdjęciu opakowania.
Przyznam Ci się, że oczekiwałam po tej firmie większej ilości odmian tymianku i trochę się rozczarowałam, widząc, że jest tylko właściwy.
Mam wrażenie, że Włosi wykorzystują też San Marzano do suszenia na słońcu. Ale być może mylę je z inną podłużną odmianą pomidorów.
Ty się zagłębiłaś w Larssonie, a ja dziś odebrałam z księgarni "Wtajemniczenia" M. Komara. Ciekawa jestem tej książki. Poza tym czekają 3 kolejne tomiki kronik braciszka Cadfaela.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

12.11.2009 11:30

Myślę, że temperatura w miejscu, gdzie stoją balony ( daleko od źródeł ciepła) i na podłodze - jest właśnie taka jaką podajesz więc na razie zostawiam balony i czekam. Smak na razie bez zarzutu jak na takiego wcześniaka.
Cieszę się, że udało się z tymi nasionami i nikomu nie podpadłam. Nasion w opakowaniach jest dość dużo a w niektórych bardzo dużo np. fasole pakowane są w tekturowych, prostokątnych pudełeczkach. Dzikie brokuły wyglądają pięknie, z opakowania wynika, że to wczesna odmiana, a mix bazylii to 12 rodzajów tej rośliny. Zwróć też uwagę na okrągłą cukinię. Czy domyślasz się jak przyrządzać kapustę toskańską? Zamówiłam nawet lawendę i wydaje mi się, że kwiaty na zdjęciu opakowania wyglądają inaczej, niż mojej lawendy.
Z angielskiej wersji charakterystyki na opakowaniu wynika, że pomidory San Marzano uznawane są w swej ojczyźnie za jedne z najlepszych do przerabiania (gotowanie, sosy).
Pogoda jest nieznośna i nie nadaje się do prac ogrodowych co ma oczywiście swoje plusy i minusy. To ostatnie z powodu zarośniętych chwastami grządek warzywnych, zaschniętych bylin do wycięcia i nieusuniętej folii z tuneli (ciągle mokra) a plusem jest to, że mogę zatopić się w Larssonie, od którego trudno się oderwać.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

10.11.2009 18:22

Mileno, to już wiem, która to firma. Możemy zatem dać spokój Adminowi. Naprowadziłaś mnie tą bazylią o liściach sałaty i okrągłą papryczką, a wcześniej fioletowym karczochem. Mi jeszcze w oko wpadły dzikie brokuły i kapusta toskańska oraz oczywiście fasola Borlotti. Bogactwo sałat jest rzeczywiście niesamowite.
Cyklameny zawsze zdumiewają mnie swoim pokrojem. Te wystające nad liście kwiaty o zdecydowanych barwach wyglądają cudownie. U mnie niestety już nie ma na nie miejsca :-(
Twoje wina mają, jak widzę, warunki typowe dla fermentacji burzliwej. Przenieś je w chłodniejsze miejsce (15-20 stopni), bo druga fermentacja powinna przebiegać spokojniej, by mogły powstać estry odpowiedzialne za nuty zapachowe.
Pogoda nie daje za wygraną. W W-wie codziennie mży i trzeba bardzo uważać, by nie poślizgnąć się na mokrych liściach.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

09.11.2009 21:36

Dzięki za winne informacje. Fermentacja cały czas trwa co widać w rurkach fermentacyjnych, które są oczywiście zainstalowane. Piana jest biaława lekko zabarwiona kolorem ciemnych winogron a więc lekkim różem. Balony są 25-30 litrowe i stają w kuchni a więc ciepłym miejscu. Są prawie pełne. Mam nadzieję, że Twoje przypuszczenia się potwierdzą a jutro pobiorę próbki. Czy powinnam przestawić balony w chłodniejsze miejsce, czy też poczekać na zakończenie fermentacji?
Grudniki rzeczywiście przestają kwitnąć w grudniu więc wtedy kupuję cyklameny, które są wtedy w dużym wyborze i przepięknie kwitną. Rośliny kwitnące późną jesienią i zimą na naszych parapetach bardzo ożywiają widoki za oknem i wnętrza. Bardzo je lubię.
W kuchni parapety zajmują różne zieleniny do bieżącego ozdabiania potraw i dodawania świeżych witamin tj. szczypiorek, cebule,seler i natka a w chłodnym schowku zioła wykopane jesienią.
Jeśli chodzi o nasiona to mam wątpliwości bo to jednak dystrybutor funkcjonujący poza rynkiem i nie chcę być posądzona o reklamę. Jeżeli Admin nie zaakceptuje zastanowimy się nad innym sposobem może zechce przekazać przesłaną na Jego skrzynkę informację do Twojej poczty.
Nasiona są różne najbardziej cieszą mnie: bazylia o liściach sałaty, fasola szparagowa pnąca czarna (nasiona są czarne a strąki jedne żółte drugie zielone), kapusta liściowa chińska, ogórek melonowy, przepiękne, oryginalne dynie m.in. słodka konfiturowa, papryka mała okrągła, słodka cherry, dzikie brokuły, oberżyna Czarna piękność" no i świetne, podłużne, mięsiste pomidory o różnych nazwach. Zamówiłam też trochę sałat i cykorii itd. Oferta jest różnorodna i jest w czym wybierać.
Próbuję porządkować w dalszym ciągu teren ale ciągle jest strasznie mokro i mało sympatycznie. Nawet grabienie liści staje się problemem.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

08.11.2009 11:02

To od dziś będę się nazywała karczochową szczęściarą, bo naprawdę nie miałam problemów z kiełkowaniem tych nasion. Kłopot pojawiał się później, gdy trzeba było zorganizować więcej miejsca na wysadzenie siewek, bo oczywiście żal mi było wyrzucać, a wokół nikt nie chciał takiego cudacznego ostu ;-)
W tej chwili też nie kojarzę wyglądu tych nasion. Wydaje mi się, że są podłużne i obłe, w ciemnym (grafitowym bądź czarnym) kolorze.
Z nasionami cukinii, dyń, arbuzów, melonów i patisonów też mam problem. Moczę przez kilka godzin, a potem wsadzam i mocno ubijam wokół nich ziemię, ale o tym już pisałam.
Nie wiem, czy admin nie będzie miał nic przeciwko zamieszczeniu adresu wspomnianego dystrybutora. Zaczekajmy do jutra, może admin podpowie, czy można. Ciekawa jestem tych roślin. Możesz napisać, co zamówiłaś?
To ciekawe - wchodząc dziś na stronę forum, miałam zamiar napisać o moich grudniach (w mojej okolicy tak się je nazywa i oczywiście nikt nie zna właściwej nazwy). Bardzo lubię te kwiaty. Przynoszę do domu różne odmiany i w tym tygodniu na parapetach pewnie zagoszczą wszelkie odcienie różów i bieli. Wyglądają pięknie i bardzo cieszą oczy o tej porze roku. Co zabawne, w grudniu nie kwitnie już żaden z nich, ale nowe pąki pojawiają się w styczniu-lutym i na nowo mam szał kolorów. W tym roku dodatkowo nieprzerwanie kwitnie mi różowy fiołek afrykański i biała orchidea z różowym środkiem. Zatem nawet, gdy jestem daleko od swojego ogródka, parapetowe kwiaty dają jego namiastkę.
Mileno, czy ta biała piana z bąbelkami przypomina tę, którą obserwujesz podczas burzliwej fermentacji win? Rozumiem, że wina masz nastawione w balonach przynajmniej 15-litrowych. Dolanie syropu spowodowało obudzenie drożdży, które znów zaczęły pracować, bo pewnie balony trzymasz nadal w stosunkowo ciepłym pomieszczeniu. Uznałabym to zatem za coś normalnego. Ale na wszelki wypadek spróbowałabym tego wina. Jeśli ma w miarę normalny smak, jak na młodziutkie wino, to w porządku i niech dalej pracuje. Gorzej, jeśli pachnie bądź smakuje lekko pleśnią lub zgnilizną (choć w przypadku tego ostatniego piana byłaby żółtawo-brązowa). Wtedy można jeszcze ratować ponownym przelewaniem i dodaniem do wina roztworu pirosiarczynu potasu, który może jeszcze zabić drożdże odpowiedzialne za gnicie lub pleśnienie wina. W każdym razie ja tak bym zrobiła.
I jeszcze kilka pytań:
1. czy balony masz nadal zamknięte korkami z rurkami?
2. czy balony są prawie pełne (do wypełnienia brakuje ok.1-2 cm poziomu cieczy)?

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

08.11.2009 08:39

Ta kiepska siła kiełkowania nasion karczocha to opinia tego Pana, który uprawia karczochy na dużą skalę od 10 lat. U mnie zresztą też wzeszła tylko część ale nie potrafię określić jaka.. Z forów ogrodniczych wynika, że raczej kiepsko kiełkują tak, że miałaś dużo szczęścia i bardzo dobre nasiona. Wydaje mi się, że również w przypadku dyni i cukinii tylko z części nasion wyrastają rośliny dlatego wysiewam zawsze większą ilość a wcześniej moczę je w niewielkiej ilości wody. W wyniku tego moczenia często wypuszczają kiełki i wtedy wsadzam je do ziemi. Nie pamiętam w tej chwili wyglądu nasion karczocha ale chyba są znacznie mniejsze.
Zakwitły na parapetach tzw. grudniki - nie pamiętam w tej chwili właściwej nazwy. Jedne kwiaty są w odcieniu takiej czerwieni jaką mają kwiaty pigwowców tylko trochę jaśniejsze a drugie bardzo blado różowe. Kwiatów jest ich mnóstwo i pięknie wyglądają na tle szarości za oknem.
Dostałam zamówione nasiona i przyglądam im się z przyjemnością, cieszą oko na razie tylko wizerunkiem zdjęciowym ale już widzę te sałaty, dynie, zioła i inne w realu. Nasiona są włoskie ale mają podane terminy siania itd. w różnych regionach Europy. Czy myślisz, że mogę podać adres internetowy firmy, która je rozprowadza w Polsce?
Mam pytanie dot. wina domowego. W ubiegłych latach pierwsze przelewanie wina robiłam później niż w tym roku, po całkowitym ustaniu bulgotania w rurce i od razu wynosiłam do piwnicy a wiec nie obserwowałam co się dzieje później w balonach. Po tegorocznym przelaniu i uzupełnieniu trochę syropem bo były super wytrawne, wina w dalszym ciągu "pracują" a na wierzchu płynu utworzyła się niewielka warstwa jakby białej piany z bąbelkami. Czy to coś normalnego?

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

06.11.2009 18:14

Nie wiedziałam, Mileno, o tej plantacji karczochów w Polsce. Dzięki. Nie do końca zgadzam się z tym, że nasiona karczochów tak kiepsko wschodzą. W przypadku tych nieklasycznych roślin, których nasiona przed sianiem mogę zliczyć, zapisuję sobie, ile ich posiałam, a potem ile z nich wyrosło. W ubiegłym roku nie wyrosła mi tylko jedna roślinka. Wcześniej było podobnie.
Na begoniach nie bardzo się znam, ale ma je Mama. Od dawna doniczki z nimi wniosła do domu - stoją na parapecie pomieszczenia z rzadka ogrzewanego, ale w miarę ciepłego. Podlewane są od czasu do czasu. Zimą begonie Mamy mają znacznie słabszy rozrost, ale wiosną mocno ruszają. Nie wiem, jak Mama je rozmnaża, nigdy Jej nie podpatrzyłam.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

05.11.2009 08:58

Iwonko ten nowy tytuł Kalicińskiej to "Fikołki na trzepaku. Wspominki z podwórka i nie tylko".
Myślę, że sery typu czedar są różne w zależności od producenta, ja go bardzo lubię szczególnie starty do zapiekanek. Ma zdecydowany smak.
Bardzo podoba mi się, że wędrujesz lub jeździsz po okolicy niezależnie od pogody.
Piterku, myślę że ponieważ chodzi o przeżycie tej pięknej rośliny powinieneś zwrócić się do specjalisty tj. ogrodnika lub zapytać w kwiaciarni. Wg. mojej wiedzy żadna begonia nie przetrwa w naszych warunkach zimy na zewnątrz nawet opatulona. Ja sadzę begonie o drobnych kwiatach kwitnące cały sezon a po pierwszych przymrozkach nadają się tylko na kompost i begonie bulwiaste, w pojemnikach, których bulwy wykopuje się przed przymrozkami i przechowuje w chłodnym, suchym miejscu w torfie. Myślę, że Twoją begonię można przechować w doniczce na parapecie a wiosną rozmnożyć ze zdrewniałej łodygi ale tę informację trzeba sprawdzić, może Ania będzie wiedziała coś na ten temat.
Aniu czy wiesz, że w Polsce są plantacje karczochów - m.in. koło Krakowa. Uprawiane sa jako rośliny jednoroczne a z jednej rośliny uzyskuje się do 15 sztuk. Zbiory zaczynają się od końca czerwca. Karczoch lubi podobno niezbyt wysoką temperaturę i dużo wilgoci. Nasiona mają bardzo słabą siłę kiełkowania (ok.50%) a więc trzeba wysiewac po kilka nasion do pojemników.

iwonka / postów: 17

04.11.2009 22:52

Witam co do sera czedar to mi osobiscie nie smakuje jest troche gorzkawy a jezeli chodzi o ten drugi to nie mialam z nim stycznosci ale jak bede miala okazje napewno go sprobuje. Dzisiaj wybralam sie na rowerze do rezerwatu i z lekka zmarzlam pomimo ze slonce swiecilo to jednak bylo chlodno ale i tak warto bylo troche ruchu na powietrzu nie zaszkodzi.Mileno ma do ciebie prosbe wspomnialas o nowej ksiazce Malgorzaty Kalicinskiej moglabys mi podac tytul tej ksiazki z gory dziekuje. Pozdrawiam. A co do grypy to nie mozna wpadac w panike bo sytuacja mi sie przypomina jaka nastapila w Meksyku podobna wersja.

piterek_rek / postów: 128

04.11.2009 12:47

milena napisała 04.11.2009 12:02

Piterku chowaj swą piękną begonię przed mrozem, jest bardzo wrażliwa.

To znaczy, co wystarczy zrobić ? Przykryć ją ? Dzięki.
Jeżeli chodzi o grypę A/H1N to rzeczywiście wieści ze Wschodu nie są zbyt dobre, lecz moim zdaniem to nie powinniśmy panikować. Paniką spowodujemy, że będzie jeszcze gorzej. Na ulicach widzę coraz to więcej ludzi z maskami na twarzy. Ponoć działają tylko przez 20 minut. Ja nie dam się zwariować i żyję normalnie.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

04.11.2009 12:02

Ciekawa jestem czy moje karczochy przetrwają zimę. Jeśli nie, przygotuję dla nich inne miejsce i taki rodzaj inspektu, w którym łatwiej będzie stosować zabezpieczenia mrozowe. Niestety prognozy długoterminowe zapowiadają dość mroźną zimę z niewielkimi opadami śniegu co niestety dla roślin nie jest dobre.
Od paru dni przerabiam tę wielką podłużną dynię a właściwie jej pierwszą połowę (bałam się, że przemarznie w garażu a była zbyt ciężka nawet na dwie osoby do przeniesienia. Jej zaletą jest gruby smaczny miąższ ale nie lubię przerabiania w krótkim czasie tak dużych ilości surowca. Są ciasta, zupy, kompoty i dżemy. Mam problem z osiągnięciem zadowalającego smaku dżemów/konfitur, pierwsze dwie partie nie powalają, teraz czeka na przerobienie kolejna partia na razie w soku cytrynowym i cukrze. Będę doskonalić. Smakuje mi natomiast kompot w wersji z renetę, sokiem cytrynowym i goździkami (mało wody dużo reszty).
Do szczepień mam stosunek obojętny, na grypę nigdy się nie szczepiłam i nie pamiętam kiedy chorowałam, może w młodości. Okazuje się zresztą, że zdecydowana większość lekarzy się nie szczepi ( niedawna wypowiedź jakiegoś pana profesora). Pamiętam wywiad z naukowcem zajmującym się tym tematem w Instytucie Pani Prof. na B. - od lat wielkiej propagatorki tych szczepień, który zdecydowanie zaprzeczył ich celowości. Ja nie wiem jaka jest skuteczność tych szczepionek bo opinie są sprzeczne ale mam w rodzinie osoby szczepiące się regularnie i chorujące równie regularnie na grypę. Jedno jest pewne jeśli zachorujemy trzeba bezwzględnie wyleżeć, wygrzać chorobę, nie wolno jej lekceważyć. Myślę, że trzeba przede wszystkim wzmacniać odporność (odżywianie, dużo ruchu i mało stresu) i w miarę możliwości unikać dużych skupisk ludzkich w okresie zwiększonego zagrożenia a ma ono nastąpić podobno na początku przyszłego roku.
W Rzepie przeczytałam bardzo krytyczną recenzję książki Marleny de B. (znowu całe nazwisko podkreśla system i boję się, że nie będzie chciał przepuścić wpisu w tym stanie) "Tysiąc dni w Wenecji " , która brzmi zachęcająco bo kobieta dokonuje rewolucyjnych zmian w swym życiu, jest miłość, Wenecja i dużo dobrego jedzenia. W kolejnej książce autorka przeniesie bohaterkę do Toskanii. Autor porównuje książkę go tego co pisał Peter.M. i pani M. (nie wiem dlaczego ale nazwisko autora i nawet pierwszą literę imienia Pani M. system podkreśla) i dlatego o niej wspominam i mam ochotę do niej sięgnąć. Zresztą książka jest na liście bestselerów książkowych w tejże gazecie.
W ostatnim "Moim pięknym ogrodzie" sporo informacji o passiflorze.
Piterku chowaj swą piękną begonię przed mrozem, jest bardzo wrażliwa.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

03.11.2009 19:01

Mileno, bardzo ci dziękuję za info o karczochach. Właśnie o takie rozmnażanie mi chodziło. Dzięki Tobie wiem, że trzeba to robić wiosną. Super! Bo wtedy mam więcej czasu i częściej jeżdżę do Rodziców. W tym roku doświadczyłam dwukrotnego zbioru karczochów - drugi jesienny był z młodych pędów, które wyrosły od korzeni starych macierzystych. O niejadalności starych kwiatów wiem - to wynika z ilości włókienek w środku i faktu, że płatki kwiatu można tylko pożuć, bo ugryźć się nie da. Wiem, że Włosi odrywają takie płatki i żują wysysając słodką sok, a potem płatki wypluwają.
Ciekawa jestem, jak moja odmiana przetrwa zimę. Mam nadzieję, że będzie tak, jak dawniej (a nie jak podają na opakowaniu), czyli będę się cieszyć nimi przez 2 lata (przynajmniej). W tym roku kupiłam rośliny o zdecydowanie większych kwiatach niż w latach poprzednich. Nie są jednak tak duże jak odmiana hiszpańska, a może to też kwestia naszego klimatu. Rośliny wyrosły na ok. metr wysokości, czyli niżej w opisie w cytowanej przez Ciebie książce i niżej niż te odmiany, które miałam wcześniej. Widziałam kiedyś odmianę o pięknych i wielkich kwiatach, choć same rośliny wyrastały człowiekowi do kolan i przypominały trochę rośliny płożące się. Rosły na dość wietrznym terenie.
A propos chorób, to wieści ze Wschodu są dość przerażające. Ja chyba zignoruję moją niechęć do masła i ciepłego mleka i zacznę systematycznie wypijać mleko z miodem i masłem. Moja firma jesienią zakupuje nam i szczepi przeciw grypie. Nigdy z tego nie korzystałam i zaczynam żałować, że jednak w tym roku się nie skusiłam. Oczywiście szczepionka jest tylko na określony typ grypy, ale podobno (podkreślam podobno, bo z moich obserwacji wynika co innego) zaszczepione osoby łagodniej przechodzą zakażenia innymi odmianami. Zobaczymy... Trochę mnie zszokowała wypowiedź jakiejś medialnej osoby (włączyłam radio już po jej przedstawieniu, więc nie wiem, jak nazywa się ta kobieta), która stwierdziła, że czekamy na zbadanie, czy szczepionka na ostatni typ jest bezpieczna, a tymczasem nie wiadomo, czy tego doczekamy. Jakieś czarne wizje, które niezbyt nastrajają na początek nowego dnia.

piterek_rek / postów: 128

03.11.2009 14:22

Wielkie dzięki za wskazówki co do pieczenia chleba. W ten weekend mam sporo wolnego czasu i chyba się skuszę na pierwszą próbę.
Co do pogody, to rzeczywiście ostatnio jest bardzo ładna. Od wczoraj słonecznie, lecz bardzo przeszkadza wiejący mocno zimny wiatr. 1 listopada mieliśmy piękną pogodę, lecz także po dłuższym czasie zmarzłem.
Wczoraj na balkonie posadziłem begonię sercowatą. Zamówiłem ją przez internet. Czytałem, że nadaje się na jesienny balkon. Wygląda nieźle.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

03.11.2009 14:10

Właściwie to nie wiem czy zaczynać po raz kolejny próbę wprowadzenia tego posta do obiegu tak mnie zmarnowały poranne próby. Zmarzłam na odprężającym spacerze, na gazie pulsują dwa rodzaje dyniowych dżemów i 'psi" garnek, włączam uspokajającą muzyczkę i ostatni raz spróbuję.
Cieszę się, że zważywszy na wieści grypowe, wszyscy zdrowi i niech dalej tak będzie. Profilaktycznie radzą posiekać czosnek i cytrynę, zalać schłodzona wodą na co najmniej dobę, dodać miód i pić regularnie.
Iwonko a jak smakują słynne brytyjskie sery takie jak chociażby czedar i niebieski stilton. Z tego co wiem lokalni producenci robią świetne twarde sery. Wielu brytyjskich producentów wystawia swoje wyroby na Targach Serowych w B. w Piemoncie.
Piterku życzę powodzenia w pieczeniu i gorąco namawiam do prób. Można zacząć od najprostszych chlebów na suszonych drożdżach. Nie wymagają wyrabiania i zawsze się udają. Oczywiście nie są tak smakowite jak te na zakwasie ale i tak będą lepsze a przede wszystkim zdrowsze od tych sklepowych. W necie jest duże grono piekących i można znaleźć mnóstwo przepisów.
Aniu, korzenie moich karczochów (tej wyrwanej części) były wprawdzie duże i długie ale pojedyncze i nie odważyłabym się ich dzielić. Sięgnęłam do Wielkiej Księgi Warzyw i .......itd. kilku brytyjskich autorów (jak poprawią program i nie będzie podkreślać to mogę podać nazwiska) i znalazłam interesujące Cię informacje.
.."Karczochy można siać lub dzielić, jednak zazwyczaj sadzi się odrosty korzeniowe-pędy wyrastające z systemu korzeniowego rośliny. Można je kupić lub uzyskać samemu oddzielając je od ukorzenionych roślin w połowie wiosny. Odrosty powinny być zdrowe, mieć ok. 20-23 cm długości i co najmniej dwa pędy. Należy odsłonić korzenie rośliny macierzystej i odciąć wybrane pędy ostrym nożem, tnąc blisko głównej łodygi..."
Z dalszego ciągu wynika, że można również wykopać cały korzeń rośliny i jeżeli spełnia podane wyżej warunki korzeniowe podzielić go łopatą.
Zalecają wymianę każdego roku 1/3 najstarszych (wieloletnich) roślin na nowe gdyż przedłuża to okres zbiorów ponieważ starsze rośliny są gotowe do zbioru wczesnym latem a młode pod jego koniec (w naszych warunkach prawie jesienią). Zalecają obrywanie kwiatów w pierwszym roku szczególnie jeśli wyrośnie kilka tak aby roślina skoncentrowała się na ukorzenianiu . W kolejnych latach karczochy powinny się rozrastać i mieć wiele łodyg. Podobno dorastają do 1,5 m ale moje były znacznie niższe. Nie wiedziałam, że kiedy łuski pąka kwiatowego się otworzą staje się niejadalny. Z opisu odmian wynika, że im smaczniejsza i większa główka tym wrażliwsza na niską temperaturę , nie mogę wymieniać nazw bo mi podkreśla. Odmianę, sądząc z nazwy pochodzącą z Sycylii, je się na surowo.
Nie okrywałam jeszcze swoich karczochów. Obcięłam łodygi i ułożyłam je na korzeniach. Wydaje się, że nie szkodzi im niewielki mróz.

iwonka / postów: 17

02.11.2009 20:09

Witam i z gory dziekuje za mile slowa od piterka. Chcialam sie podzielic moijm pobytem w Polsce w dniu Wszytskich Zmarlych. Wylot z Anglii nie zaczol sie dobrze bo z 2 godzinnym opozniem wiec przylecialam do Polski z opozniem, ale za to reszta dni byla mila z rodzina mojego meza odwiedzilam groby, i z mocno zmarzlam ale i tak bylo warto. Juz dawno tak nie odpoczelam chociaz bylo krotko ale rodzinnie i wesolo a to bylo warte tych moich zmarznietych policzkow i nosa. Dzisiaj wrocilam domojego drugiego domu i pogoda tez mnie ladnie powitala wiec poniedzialek ladnie sie zaczol. Pozdrawiam

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

02.11.2009 18:54

Pogoda w ostatnich dniach nareszcie się poprawiła i spacery znów stały się przyjemnością :-))) Udało mi się znaleźć miejsca, w których można było poczuć zapach liści i po nich pochodzić. Dziś cudownie świeciło słońce, ale wracając z pracy mocno wiał już wiatr.
Piterku, chleb na zakwasie można piec w normalnym piekarniku, nie trzeba do tego specjalnej maszyny. Ja mam maszynę do wyrabiania i wypieku ciasta, ale w przypadku chleba na zakwasie, wyrabiam go sama, a chcąc go piec, nastawiam maszynę na program "pieczenie". Po 40 minutach chleb upieczony. Ten chleb rzeczywiście inaczej smakuje i nieziemsko pachnie. Początkowo wydawało mi się, że jest przy nim dużo pracy, ale teraz to kwestia kilku-kilkunastu minut w ciągu dwóch dni (mam już silny zakwas, bo na początku przygotowanie chleba zajmowało 3-4 dni) + czas pieczenia.
Mileno, nie wiem, czy oglądałaś program Sophii Grigson o uprawie różnych warzyw. W jednym odcinku była mowa m.in. o karczochach. Człowiek je uprawiający niedaleko oceanu rozsadzał je poprzez dzielenie łopatą korzeni. Dowiedziałam się, że trzeba to robić dość delikatnie, jak rozsadzanie paprotek. Nie udało mi się jeszcze znaleźć, kiedy należy to robić. Ale się nie poddam :-)
Te fioletowe karczochy są bardzo intrygujące. Kuszą niesamowicie.

piterek_rek / postów: 128

02.11.2009 15:38

Od kilku dni bezskutecznie próbowałem się przebić do tego tematu. Forum działało okropnie. Ciągle mnie wyrzucało aż wkońcu zgasło na amen. Ale dziś wydaje się być wszystko w porządku. Pozostali też meli takie problemy ?
Fajnie zobaczyć kogoś nowego na forum. Witam serdecznie Iwonko.
Czytałem twoje posty. M.in. ten o brytyjskich ogrodach. Są one bardzo zróżnicowane. Ja jak zawsze myślę o angielskich ogrodach to widzę ciasną działęczkę obok domu. Jeden ogród obok drugiego. A w nim nic szczególnego. Takie widać na filmach i w programach. No chyba, że mamy do czynienia z kimś zamożnym. Wtedy olbrzymia, cudnie zagospodarowana powierzchnia działki. Ładnie poprzycinane krzaczki w przeróżne wzorki. Alejki z kamieni.
Co do własnego chleba sobie pieczonego to nigdy tego nie robiłem lecz obeicuje sobie zawsze, że kiedyś upiekę chleb. Chciałbym tylko wiedzieć czy zwykły piekarnik wystarczy ? Trzeba mieć do tego jakieś specjalne urządzenia ? Słyszałem, że owy chleb ma niepowtarzalny smak. I jest coraz popularniejszy w polskich domach. Pozdrawiam. ;)

iwonka / postów: 17

29.10.2009 23:41

Witam Wspomnialas Mileno o zoltych serach ja tez jestem ich fanka chociaz nie lubie nabialu tutejszego sery nie za bardzo mi spakuja bardziej lubie degustowac sery francuskie one chyba zadnych nie przebija swoim smakiem i rodzajem . Najbardziej smakuja mi te ktore okropnie smierdza i sa pokryte plesnia uwazam ze najbardziej zasluguja na miano serow. Tutaj zauwazylam ze bardzo sa modne sery z dodatkiem zurawiny lub wisni lub innych owocow, kiedys skusilam sie na kupno takiego sera ale w sumie nie smakowal jak ser tylko jak owocowe ciasto z serem za zbyt slodki. Jutro wybieram sie do Polski i mam nadzieje ze milo spedze ten czas z rodzina i pogoda dopisze. Pozdrawiam i do uslyszenia :)

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

28.10.2009 12:25

Wydaje mi się, że w ostatnich kilkudziesięciu latach W.Bryt. bardzo się zmieniła i tradycyjne przywiązanie i zamiłowanie do ogrodnictwa również. Z tego co piszesz Iwonko wynika, że tylko angielska wieś kultywuje ogrodnicze tradycje. No cóż czytałam niedawno, że Anglicy masowo migrują np. w ramach Europy ale większość wyjeżdża na drugą półkulę. Przybywają za to na wyspy migranci ze wszystkich stron świata a uprawianie ogrodów nie jest ich głównym celem. Może z czasem Ci, którzy osiądą na stałe przywrócą urodę ogrodom miejskim i podmiejskim. Z przyjemnością oglądam ostatnio Ucieczkę do River Cottage czy Ucieczkę na wieś i piękną, tradycyjną angielską prowincję. Zadziwia mnie, że tyle osób uprawia lub chce uprawiać własne warzywa oraz hodować drób i zwierzęta. W mojej obecnej okolicy nie ma takiego trendu a raczej większość rezygnuje z tego i produkuje jedynie to co sprzedaje jako półprodukt. Nikt z gospodarzy nie robi serów, przetworów, wędlin itp. Bardzo brakuje mi świetnych żółtych serów, które produkowane są w tak wielu miejscach Europy chociażby w W.Bryt. Nie jestem fanką oscypka czy sera korycińskiego, nie smakują mi. Kupiłam ostatnio książkę o budowie wędzarni i wędzeniu i mam ochotę jeszcze przed świętami zbudować prowizoryczną wędzarnię do tzw. zimnego wędzenia. Niestety produkcja serów twardych wydaje mi się zbyt skomplikowana poza tym tylko jeden bardzo wiekowy gospodarz i to w sąsiedniej wsi ma jedną krowę nie karmioną kiszonkami więc trudno na niego liczyć.
W miejscowości Bra ( tu narodził się ruch slow food) we Włoszech co dwa lata odbywa się międzynarodowy "festiwal" serów - kolejny chyba w 2011 r. może się wybiorę bo sery (obok warzyw) lubię najbardziej.
Iwonko, o książkach Kalicińskiej wspominałyśmy wcześniej, też przeczytałyśmy z przyjemnością. Teraz ukazała się kolejna ale już o zupełnie innej tematyce, z tego co gdzieś czytałam są to wspomnienia z dzieciństwa autorki.
Udało mi się wczoraj posadzić w końcu tulipany i inne cebulowe wiosenne w koszyczkach ( w miejscu wykopanych dalii). Z kolei dzisiaj robiłam porządki z pelargoniami tj. ścinałam tegoroczne krótko przygotowując nowe sadzonki - na razie do wody. Wiem, że to za późno ale z reguły udaje się przynajmniej z części coś wyrośnie. Zaraz biorę się za uporządkowanie grządek szparagowych. Niektóre karczochy rzeczywiście jeszcze kwitną ale mam zamiar ściąć wszystkie krótko ( raczej nie zdążą dojrzeć do konsumpcji) i okryć bo zapowiadają ochłodzenie !?.Nie wiem niestety czy można je rozsadzać. Wśród nasion, o których wspominałam są fioletowe karczochy. Jeśli przesyłka dojdzie (płaci się z góry za zamówiony towar ale nie ponosi się żadnych kosztów dodatkowych) i będzie spełniać oczekiwania, dam namiary.
To miłe i budujące, że ludzie chcą piec chleb.

iwonka / postów: 17

27.10.2009 21:34

witam.Moje gratulacje Aniu z wypiekami jestes bardzo odwazna co do wypiekow chleba. Ja dzisiaj zrobilam sobie wolne od gotowania ale jutro chce zrobic nalesniki meksykanskie z warzywami. I pomalu szykuje sie do wylotu do Polski juz nie moge sie doczekac :) tylko szkoda ze tak krotko. A co do ksiazek polecam Dom nad rozlewiskiem Malgorzaty Kalicinskiej jak jej pozostale dwie ksiazki dalsze czesci Powroty nad rozlewiskiem i Milosc nad rozlewiskiem te ksiazki pochlonely mnie bez reszty opisuja zyciowa prawde i relacje kobiet miedzy soba i natura. Pozdrawiam :)

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

27.10.2009 19:30

Super, Iwonko, że opisałaś ogrody Anglików. Gdy czytałam o tych wiejskich, przypomniały mi się programy kulinarne z Delią Smith i Jenny Bristow, w których można było zobaczyć olbrzymie trawniki i drzewa bądź kwiaty w oddali lub tuż przy domu. Ja za takimi ogrodami nie przepadam, bo takie połacie trawników są dla mnie stratą miejsca, ale wyglądają bardzo ładnie i czysto, oczywiście pod warunkiem, że właściciel o to zadba.
Zanim się zabrałam za pieczenie ciasta na zakwasie, sporo poszperałam w sieci. Dotarłam do przeróżnych stron, a potem "wyciągnęłam średnią". Przyznam, że najbardziej przypadł mi do gustu sposób, gdzie składniki łączyło się od razu na początku, a potem tylko mieszało co kilkanaście godzin. Dziś zamierzam piec kolejny chleb żytni razowy. Wyrósł bardzo. I trudno się dziwić - pierwszy zakwas przeszedł już kilka metamorfoz i każdy następny jest coraz mocniejszy. Poczekam na upieczenie ciasta drożdżowego z szafranem i tymiankiem, a potem wrzucę chleb. Swoimi wypiekami zaraziłam koleżanki w pracy i już mam zamówienia na zakwas, by mogły upiec chleb w weekend.
Rzeczywiście prognozy nie brzmią najlepiej. Mnie najbardziej denerwuje, że deszcz nie daje za wygraną i pada każdego dnia.
Jak mają się Twoje karczochy, Mileno? Wyobraź sobie, że u mnie rośliny, które kwitły latem, padły, ale od ziemi wypuściły dorodne nowe rośliny (3-4 odrosty) i w weekend ścięłam całkowicie nowe kwiaty! Jestem w szoku. Nigdy wcześniej coś takiego mi się nie przydarzyło. Mało tego, myślałam, że po tych opadach śniegu i przymrozkach, karczochy mi padną, bo ani ich nie obcięłam, ani nie osłoniłam. Tymczasem okazuje się, że ta pogoda nie robi na nich żadnego wrażenia i rosną sobie w najlepsze. Cudowna odmiana! Gdybym pamiętała, gdzie kupiłam nasiona (albo OBI, albo LeroyMerlin),,, Zastanawiam się też, czy nie powinnam ich podzielić i przesadzić nowe odrosty w inne miejsca. Muszę poszperać w necie, kiedy najlepiej je rozdzielać.
Julie&Julia trochę mnie znudziła, więc odłożyłam na trochę. Wróciłam do kryminałów z winami w roli głównej. Te czyta mi się przyjemniej, a przy okazji sporo dowiaduję się o winach, ich produkcji i odmianach winogron.

iwonka / postów: 17

27.10.2009 13:31

witam
Anglia sama w sobie duzo posiada roznych form i styli ogrodowych poczynajac od stylu sredniowecznego konczac na xx-wiecznych ogrodach oraz zwyklych ogrodkow przydomowych ktore sa zakladane bardzo staranie z nutka sielanki i te w ktorych widac balagan na dzien dobry. W okolicach Londynu czyli strefa 2,3,4,5 ogrody przydomowe sa proste nie majace wspolnego stylu a nawet bym powiedziala ze bardzo zaniedbane przez wlascicieli niczym sie nie wyrozniaja moze jedynie brakiem porzadku. Jezeli wysuniemy sie na Polnoc lub Poludnie Angli tam zauwazylam ze ogrody sa bardziej pielegnowane zachowane naturalne ksztalty drzew chociaz to wszytsko jest stonowane brakuje malo kwiatow bardziej ogrod pelni funkcje rekreacyjna czyli gotowa trawa w rolach ktora mozna kupic np B&Q rozklada sie ja bardzo szybko i juz ma sie gotowy dywan trawnikowy nastepnie wiekszosc ogrodow ma sprzet do lezakowania lub siedzenia a zatym idzie rowniez sprzet do grilla i w odali mala szopka na narzedzia lub schowanie rowerow bo wejscia tam sa z dwoch stron do ogrodu z domu i bezposrednio do ogrodu kto jak woli. Na wsiach i malych miasteczkach tam widac zamilowanie do ogrodow przewazaja ogrody wiejskie duzo kwiatow grzadek z warzywami i ziolami gdzie nie gdzie male szklarnie przy domowe a to wszytsko opatrzone pieknymi widokami na pola lub inne krajobrazy bedac tam czujesz sie w sielankowej spokojnej zacisznej chwili bycia tylko sam na sam ze swoim ogrodem.A tak na marginesie piszac teraz na laptopie slonce przenika do naszego mieszkania i ogrzewa mi twarz i jest fajnie chyba wybiore sie na rower bo szkoda mi takiej pogody na siedzeniu w mieszkaniu. Pozdrawiam was serdecznie i do usyszenia :)

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

27.10.2009 07:59

Oglądając brytyjskie programy poradnikowe i podobne ma się wrażenie, że tam każdy (z wyjątkiem nowoczesnych centrów miast) ma chociażby malutki ogródek. Bardzo mi się podobają nawet wąskie, niewielkie, szeregowe domki z sypialenkami na pietrze. Można mieć poczucie kawałka własnej przestrzeni.
Z pewnością Iwonko staniesz się, wierz mi szczęśliwą, posiadaczką ogródka jeśli będziesz do tego konsekwentnie dążyć i bardzo chcieć
Dzięki Aniu za informacje dot.dżemów z dyni. Znalazłam w necie m.in. przepis na taki dżem w połączeniu z jabłkami, sokami, goździkami itp oraz kandyzowanym imbirem i bardzo mi się spodobał. Będę w W-wie w związku z najbliższym Świętem (trochę wcześniej bo ciężko znoszę tłumy) to kupię ten imbir bo w mojej okolicy nie ma go w tej postaci. Zaciekawił mnie również (biorąc pod uwagę dyniowy urodzaj) pomysł na kompot z dyni z sokiem cytrynowymi goździkami itd - wypróbuję. Znalazłam również przepis na sprawdzony przez bardzo wiele osób zakwas - skomplikowany ale tylko na początku. Okazuje się, że miłośników pieczenia domowego chleba jest mnóstwo a możliwości eksperymentowania ogromne.
Rzeczywiście w sadach mnóstwo jabłek, koło mnie też jest ich bardzo dużo i jabłek i sadów. Kiedy tu zawitałam bardzo się zdziwiłam bo znałam doskonale okolice Grójca i Warki (poprzedni ogród) i tylko ten rejon kojarzyłam z większą ilością jabłoni. Ja pozostawiałam na niektórych drzewach po parę późnych jabłek żeby zobaczyć jak sobie poradzą z niewielkimi przymrozkami. Kosztele w tym roku bardzo okazałe ponieważ to nie rok tej jabłoni i miała bardzo mało owoców - skumulowały za to smak. Nie pamiętam natomiast dlaczego zaszalałam z renetami i posadziłam aż trzy złote. Na razie nie mam problemu z zagospodarowaniem ale jak urosną....Nie wiem jak długo można je przechowywać ale pamiętam, że późną zimą te na targu nie są już ładne. Będę chyba przerabiać. Zresztą to przyszłość.
Zdecydowanie za dużo deszczu zaczynam martwić się o moje nieuporządkowane grządki a szczególnie leżące (po śniegu) ciągle ogromne łodygi szparagów. Czekam aż trochę podeschną a prognozy ciągle się zmieniają (prawdopodobieństwo sprawdzenia się takiej prognozy istnieje tylko z dnia na dzień) i nie można niczego zaplanować.Ciągle jeszcze jest bardzo kolorowo i soczysta zieleń ale liści coraz więcej i na razie ich nie ruszam bo sprzątanie mokrych jest mało przyjemne. Podobnie jak w zeszłym roku nie mam na razie okazji do skorzystanie z aparatury wciągającej elektrycznie liście.
Świetny przepis na orzechy prażone pekanowe z masłem, ciemnym cukrem,cynamonem, gałką,wanilią a potem posiekane na ciasto i wątróbkę cielęcą w Julie&Julia.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

26.10.2009 22:02

Milena już o tym pisała i ja dołączam się do Niej - poprosimy o opisy ogrodów w UK :-)
To, że nie masz ogrodu, nie oznacza, że nie będziesz go mieć. Życzę Ci go, Iwonko, z całego serca :-))))))

iwonka / postów: 17

26.10.2009 20:37

Ale chetnie z wami porozmawiam na inne tematy lub odpowiem na wasze pytania jezeli jestescie ciekawi jak wygladaja ogrody w UK lub tym podobne .Pozdrawiam Was

iwonka / postów: 17

26.10.2009 20:32

witam
Zazdroszcze wam ze macie swoj azyl ogrodowy ja niestety go jeszcze nie mam wiec chyba nie bede mogla sie z wami podzielic doswiadczeniami i pracami zwiazanymi z ogrodem. Pozdrawiam :)

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

26.10.2009 18:19

Iwonko, Milena i Piterek też mają swoje ogrody. Na tym forum wymieniamy się spostrzeżeniami i doświadczeniem w uprawie wielu roślin. Ja niestety mogę zajmować się ogrodem tylko w weekendy lub w czasie urlopu. I zazdroszczę Milenie cieszenia się własnym ogrodem każdego dnia.
Też nie znosiłam kiedyś gotowania. Gotuję od kilkunastu lat, od kiedy jestem "na swoim". W dużej mierze są to eksperymenty kulinarne. Wykorzystuję w dużej mierze rośliny przez siebie uprawiane. W ten sposób mam pewność, co zjadam :-) Z Mileną wymieniamy się też sposobami na przygotowanie dań z naszych warzyw, ziół i owoców.

iwonka / postów: 17

25.10.2009 22:57

hey Witam ponownie co do jesieni w Polsce to nie mam teraz za bardzo orientacji ale niebawem wybieram sie do Polski na weekend na Swieto Zmarlych lubie ten dzien pelen spokoju i zadumy. Zazdroszcze ci Aniu ze masz ogrodek i prace z nim zwiazane to napewno swietna praca chociaz nie zawsze lekka ale napewno daje duzo satysfakcji jak patrzysz jak twoj ogrod zyje i kazdego dnia sie rozwija . Ja jedynie moge podziwiadz swoje kwiaty w doniczkach zawsze jak wybieram sie do Ikei zawsze cos znajde dla siebie z kwiatow.Ostatnio bardziej wzbogadzam sie kulinarnie i sprawia mi to fajna frajde. A tak nie znosilam gotowania jak nie musialam tego robic a teraz sama ukladam rozpiske na caly tydzien i gotuje :)i dobrze mi to idzie nie chwalac sie :) pozdrawiam i do uslyszenia :)

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

25.10.2009 17:16

U nas pory też są oślizgłe i zupełnie nie nadają się do wyrywania.
Chryzantemy udało się wysadzić z ogródka do doniczek i wstawić pod tunel przed przymrozkami. Dlatego wyglądają bardzo okazale.
Jeśli Twoje jodły rosną w osłoniętym od wiatru miejscu, to bym ich nie osłaniała. Wydaje mi się, że kanadyjskie powinny sobie poradzić.
Dżemy z dyni doprawiam smakowo. Znalazłam w necie przepisy, które mi bardzo przypasowały, a po usmażeniu okazały się hitem. Dżem mieszany (z jabłkiem) doprawiłam do smaku cynamonem, goździkami i kardamonem. Drugi dżem wymagał nasiąkania dyni w soku z greipfruitów i cytryn przez noc. Potem dodałam jeszcze cynamon, goździki, kardamony i kandyzowany imbir - taki dżem "na bogato". Z dżemami dyniowymi eksperymentowałam od lat i ciągle nie było to to. W tym roku nareszcie się udało. Niestety nie pamiętam stron z tymi przepisami (kardamony dodałam od siebie, bo lubię), bo przesłałabym Ci do nich linki. Wstukałam do google "dżem z dyni" i weszłam na kilka stron, by szukać nowych rozwiązań. I udało się :-)
Węgierki rzeczywiście są naszym skarbem. Tata zjada je ostatnio na przeróżne sposoby. Po zerwaniu z drzewa trzeba je szybko zjadać, bo pleśnieją.
Wspólne nasiadówki kobiet przy robótkach ręcznych pamiętam z dzieciństwa. Wolę nie myśleć, że to zamierzchła przeszłość ;-) Te spotkania przy telewizji to koszmar. Z tego powodu przez kilka lat nie miałam telewizora (zakupiłam go ponownie, gdy pojawiły się nowe kanały poradnikowe na Cyfrze+). Na szczęście zostały mi stare nawyki i telewizor włączony jest od czasu do czasu, by obejrzeć coś konkretnego.
Nasze rododendrony nie mają pąków kwiatowych, derenie również. Przypomina mi to pewien rok (ok. 20 lat temu), kiedy jesienią mieliśmy truskawki i kwitły wiśnie. Coś nieprawdopodobnego. A jednak. Chciałabym, by rododendrony zakwitły u nas wiosną. Lubię widok tych cudnych kwiatów. W W-wie chadzam wtedy do Powsina, by móc się zachwycać ich widokiem.
Wracając dziś do W-wy zwróciłam uwagę, że w okolicach Grójca nadal sporo jabłek jest jeszcze na drzewach. Aż ślinka ciekła na ich widok.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

25.10.2009 08:31

Dzięki za informacje. Zaczyn będę robić chyba dopiero wtedy gdy zacznę używać kuchni kaflowej bo ona bardzo długo, dzięki cegłom szamotowym, trzyma ciepło. Jeszcze jest ciepło i podgrzewamy się tylko od czasu do czasu kominkiem.
Witaj Iwonko. Pięknie napisałaś o jesieni ale na razie do Twojego opisu brakuje nam słońca. Tam gdzie mieszkasz też chyba słońce Cię nie rozpieszcza ale za to klimat bardziej chyba sprzyja roślinom niż nasz a wiatr szybko osusza nadmiar wilgoci. Zazdroszczę umiarkowanych temperatur. W wielu rejonach W.B. takie rowerowe spacery można odbywać chyba przez cały rok.Czy angielskie zamiłowanie do ogrodów jest tak powszechne jak wydaje się oglądając angielskie programy.
Pozdrowienia i wielu cudnych wrażeń w czasie rowerowych wycieczek.
Aniu czy dżemy dyniowe jakoś wzbogacasz smakowo? Mam zamiar poszukać dzisiaj w necie nowych propozycji przetworów i potraw z dyni bo w końcu będę musiała trochę poprzerabiać.
Czarna porzeczka zawsze jeszcze jesienią ma wiosenne pączki ale to chyba liściowe natomiast dereniowe to pączki kwiatowe a tak wcześnie zauważyłam je po raz pierwszy ale przecież dereń zakwita przed ulistnieniem bardzo wczesną wiosną.
Te Twoje śliwki na drzewach to po prostu skarb, ja ostatnio dojrzałam jedną (1 sztuka). Jej smak to po prostu sam miód - dosłownie - kolor miodowy i słodycz nieprawdopodobna. Zdecydowanie nie potrzebowałaby cukru.
To prawda, że wiele roślin wygląda kiepsko po tych pogodowych wariacjach a jest za mokro na generalne porządki. Wyrwałam parę porów, są w fatalnym stanie, śliskie i trzeba usuwa parę wierzchnich warstw, żeby móc je wykorzystać. Nie ma mowy o porządkowaniu grządek.
Wsadziłam wiosną dwie kalifornijskie jodły, czy myślisz, że należy je zabezpieczyć na zimę?
Bardzo szybko rosną choiny kanadyjskie, które mają w dodatku piękny, gęsty pokrój i pięknie pachną. Sa znacznie wyższe niż wsadzone w tym samym czasie świerki czy sosny.
U mnie jeden rododendron ma takie pąki kwiatowe jak zwykle bywają wczesną wiosną a jeden z pąków nawet próbował rozwinąć się przed tymi śniegami. To jedyny egzemplarz, który nie kwitł wiosną.
Chryzantemy kwitną ale część na leżąco po tych śniegowych opadach. Śnieguliczki rosną w kącie dzikiego zakątka więc na co dzień nie cieszą mojego oka.
Wspólne posiedzenia na wsi to chyba zamierzchła przeszłość, teraz nikt nie uprawia takich roślin, których "obrabianie" byłoby pretekstem do spotkań. Ludzie nie maja czasu a jeżeli już to wolą pogapić się w TV.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

24.10.2009 14:24

Witaj, Iwonko.
Jesień, o jakiej napisałaś też bardzo lubię. Niestety w tym roku taką mieliśmy bardzo krótko, przynajmniej w miejscach, w których przebywam. Po opadach śniegu 14 października liście na drzewach straciły swoją sprężystość i kolory. To, co z nich opadło lub opada teraz, nie da szelestu i zapachu, jakim rozpieszcza nas złota polska jesień. Jednak przejeżdżając wczoraj kawał Polski zauważyłam, że nie wszędzie tak jest. Wciąż naleźć można takie miejsca, w których jesień zachwyca kolorami - różnymi odcieniami zieleni, czerwieni i żółci. Jeśli przyjdą słoneczne dni i wszystko przeschnie, może jeszcze niektórym uda się pospacerować alejkami po szeleszczących liściach.
Prace w ogrodzie nie należą do przyjemności. Właśnie skończyłam przerabiać 20-kilogramową dynię (zrobiłam dżem i marynowaną) i nabieram sił (i ochoty) do wyrywania kikutów różnych roślin - skutek najpierw przemarznięcia, a potem gnicia. Smutny widok :-( Przypomina to bardziej końcówkę listopada. Tylko wciąż zielone liście roślin kapustnych udowadniają, że to jednak październik.
Na pocieszenia dodam, że pięknie rozwinęły się chryzantemy. U nas żółte i białe. Wyglądają cudownie - ładne kwiaty i mocne łodygi z liśćmi. Za tydzień powędrują na groby bliskich.
Mileno, pisałaś kiedyś, że Twoje derenie puszczają nowe pączki kwiatowe. Nie widzę tego na swoich, za to czarne porzeczki puszczają nowe pędy i widać zawiązki liści. Pięknie ruszyły się też rododendrony. Mam nadzieję, że zakwitną wiosną. W tym roku nie dały rady.
Swoim widokiem zachwycają też śnieguliczki. Obok nich posadziłam irgę. I teraz biel kulek śnieguliczki wyzywa na pojedynek czerwień owoców irgi. Niesamowite.
Pytałaś Mileno o moje topinambury - już nie szaleją ;-) Zostały ścięte i po części wykopane do zjedzenia.

iwonka / postów: 17

24.10.2009 00:37

Witam ma na imie Iwona nie mieszkam w Polsce ale w Anglii tutaj jesien jest piękna pełna kolorów cala paleta.Codziennie jeżdżę rowerem do Rezerwatu Ptaków nie mam za daleko a zawsze poranna przejażdzka sprawia mi frajdę gdy widze opodal stado pasacych sie krów na łące i siedliska ptaków czuje sie momentami jak bym byla na wsi . Wspominam rowniez jesien w Polsce w moim miescie to byla jesien z tych jesieni cieplych, slonecznych i kolorowych szczegolnie ukazala swoj caly urok gdy przechadzalam sie alejka prowadzaca na moja dawną uczelnie wzdluz piekne drzewa a pod butami ten szeleszczacy dzwiek lisci i zapach zgnilych lisci. Zawsze bede ta chwile wspominac . Chyba za bardzo sie rozmarzylam :) Pozdrawiam ze slonecznej jesiennej Anglii :)

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

22.10.2009 14:41

Gdy przeczytałam o łuskaniu ciecierzycy i soi, przypomniały mi się nasiadówki kobiet przy darciu pierza , wieczorne spotkania podczas robienia na drutach lub wspólne robienie makaronu przez włoskie mammy. Niesamowita atmosfera wspólnych pogaduszek, a przy okazji robota się robi.
Niestety w mojej okolicy nie ma już takich spotkań, a osoby w moim wieku spotykają się już tylko na zwykłych pogaduszkach (przy okazji zabaw dzieci) lub na jedzonku.
Ten mus czekoladowy z dynią to świetny pomysł. Ja w tym roku nareszcie znalazłam sposób na zachowanie smaku dyni w przetworach (dyni w całości nie mam gdzie przechowywać mieszkając w w-wie). Dżemy, które robiłam w weekend naprawdę są świetne. I na pewno ich przygotowywanie stanie się jesienną tradycją.
Rozumiem, że nie masz ochoty na dodatkowe słodkie przetwory. Sama mam dość przerabiania węgierek (a ciągle ich dużo na drzewach). W sobotę jednak będę pewnie robić kolejną porcję powideł bez dodatku cukru, bo chciałbym pokazać Mamie, że ten cukier w ogóle nie jest potrzebny. U mnie zimą wieczorami lub w niedzielne poranki schodzi ich (dżemów, powideł, galaretek) całe mnóstwo, więc robię dużo. Poza tym sporo odkładam na prezenty dla gości.
U mnie świerki też wyglądają pięknie i okazale, bo mają nieograniczony dostęp do światła. Sosen nie mam. Od wiosny natomiast mamy kilka jodeł. Ich uprawa jest dość męcząca, bo trzeba je dobrze osłonić przez pierwsze lata i nie pozwolić, by zwierzęta na nie siusiały, bo za chwilę padną. Po kilku latach natomiast trzeba je przesadzić na całkowicie samodzielne i słoneczne stanowiska.
Zaczyn chlebowy zrobiłam "na czuja", więc nawet nie potrafię Ci podać proporcji mąki (robiłam na żytniej razowej) i wody. Pilnowałam tylko, by trzymać w ciepełku i konsystencja przypominała gęstą śmietanę, a w ostatnim dniu dałam mniej mąki i więcej wody, by konsystencja zmieniał się na naleśnikową. Nastawiłam w czwartek wieczorem i miałam gotowy w niedzielę. Teraz będę odkładać systematycznie trochę z przygotowanego do pieczenia chleba. Pieczenie chleba na zakwasie jest bardzo pracochłonne, ale za to w zamian ma się prawdziwy smak chleba.
Zazdroszczę Ci widoków ładnej jesieni. Nie dane mi jest ich doświadczanie w ciągu tygodnia, bo wychodzę i wracam, gdy jest ciemno, a w pracy za okno rzadko wyglądam. Jutro jadąc do Rodziców będę miała okazję na podziwianie jesieni w Polsce. Mam nadzieję, że pogoda dopisze.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

22.10.2009 08:17

Pogoda rzeczywiście nie jest zachęcająca ale jest jeszcze bardzo pięknie bo dużo kolorowych liści na drzewach a spacery w takiej mrzawce dobrze wpływają na cerę i włosy. Niezwykle pachnie sosnowy las.
Soczewicy nie uprawiałam ale soję i ciecierzycę. Wyłuskiwanie nasion nigdy nie jest czynnością zajmująca ale rozmowy przy łuskaniu fasoli (Myśliwski) mogą być interesujące jeśli uda nam się namówić kogoś do pomocy. Szczególnie zabawa z soją jest stresująca bo jest drobna. Teraz soję kupuje w sklepach eko mając nadzieje, że taka nie jest modyfikowana. Ciecierzycy czasami trochę sieję żeby pojeść świeżej, nie zrobię z niej zapasów.
Zielone pomidory z pewnością dojrzałyby w domu. Zaczynają się już czerwienić papryczki chili zerwane całkowicie zielone.
Nie robię dżemów dyni bo zawsze mam sporo owocowych natomiast w przypadku wielkich dyni pasteryzuję w słoikach upieczoną masę dyniową na zupy, ciasta itp. Staram się przechowywać dynie jak najdłużej w stanie surowym. Mam zamiar natomiast spróbować zrobić z dyni mus czekoladowo-pomarańczowy z orzechami (wypróbowany na cukinii).
Wczoraj skusiłam się jeszcze na dwie stare odmiany jabłoni ananas i bodajże bojken ( nie jestem tego pewna - ma to być odmiana, która bez żadnego problemu przechowuje się aż do maja) i jeszcze jeden pigwowiec.
Jak robisz zakwas bo ja znam tylko metodę przygotowywania prawie tygodniową co nie jest zachęcające chociaż chleb z niego robiony wspominamy regularnie. Może w listopadzie wrócę do pieczenia chleba.
Jeśli chodzi o świerki to sadzone przeze mnie odmiany świerka tzw. kłującego o niebieskawej barwie czy też serbskiego nie tracą do tej pory urody od dołu a mają już po trzy, cztery metry. Kupuję zawsze w listopadzie choinki w doniczkach (te wykopywane bo całkiem spore drzewka są dość tanie) i po wykorzystaniu świątecznym (krótko do siedmiu dni) czekam na okazję do wsadzenia zabezpieczając oczywiście doniczkę przed mrozem (kartony i gazety). Na wsadzonych przy takiej okazji kilkadziesiąt drzewek (często kupowałam kiedyś po kilka teraz już mam ich sporo i wystarcza jeden świerk) był tylko jeden przypadek wypadnięcia. Warunek to systematyczne podlewanie po wsadzeniu i sporo kory na korzenie. Należy również pozostawiać roślinom sporo miejsca na rozrastanie i dostęp światła do najniższych gałęzi. Natomiast te ogromne świerki, o których wspominałam to prawdopodobnie drzewa wykopane dawano temu przez poprzednich właścicieli z lasy i posadzone tak, że od dołu nie miały dostępu światła i miejsca.
Sadzę również od lat różne sosny o pięknych długich igłach (głównie czarne i żółte) i też pozostawiam im dużo miejscach wokół tak że rosną bardziej wszerz niż w górę (można obrywać lub skracać nowe pędy wiosną kształtując nieco roślinę a pędy wykorzystywać robiąc syropy przeciwkaszlowe.)

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

20.10.2009 19:23

U nas pory od wielu lat "spędzają" zimę w tunelu po lekkim przysypaniu korzeni ziemią. Marchew, selery i buraki w listopadzie są przenoszone do piwnicy.
Kiedyś zobaczyłam w sklepie nasiona zielonej soczewicy i przez moment zastanawiałam się, czy jej nie uprawiać u siebie. Czy jej uprawa, a potem łuskanie są bardzo pracochłonne? Przyznaję, że nie cierpię łuskania fasoli czy bobu. Wyobrażam sobie, że łuskanie soczewicy jest jeszcze bardziej żmudne. Jak to jest w praktyce?
Zielone pomidory zrywałam jakiś czas temu na chutney. Sporo ich jednak jeszcze zostało. Nie wiem, czy dojrzewają. Myślę, że nie i Rodzice pewnie spisali je już na straty. Papryczki cały czas się trzymają. Też podoba mi się kształt rokity. Zadziwia mnie, że zerwane zielone wkrótce stają się czerwone. Denerwuje mnie jednak, że po są potem zwiędłe i jakby papierowe. Dlatego albo je szybko zjadam, albo suszę.
Zakwas na chleb zrobiłam sama. Zaraz będę zagniatać ciasto na jutrzejszy wypiek z odłożonego wcześniej zakwasu, więc podobno chleb powinien bardziej wyrosnąć niż za pierwszym razem. Pierwszy bochenek zniknął w oka mgnieniu. Dobrze, że zaczynu zrobiłam więcej, to wypiekłam dwa i było z czego zrobić kanapki do pracy ;-)
U nas dziś znów pada :-( Od pogody uzależniam swój wyjazd weekendowy. Dżemy dyniowe, które robiłam ostatnio na próbę, wyszły rewelacyjnie (nareszcie, po kilku latach eksperymentów), marynowana dynia również, więc chciałabym zrobić jakiś zapasik w najbliższym czasie.
W planach mam także wykopanie mieczyków, jaskrów i innych kwiatów.
Łyse dolne partie świerków rzeczywiście nie wyglądają najpiękniej. Moje na szczęście są jeszcze stosunkowo młode i nie potrzebują dużej ingerencji.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

19.10.2009 21:54

Czy marchew i inne nie marzną w tunelu przez zimę? W moich z pewnością zamarzłyby. Nie są zbyt szczelne. Wiosna muszę wymienić folię na starszym i pomyśleć o jakiejś poważniejszej modernizacji.
Dzisiaj zerwałam (w obawie przed mrozem) wszystkie pomidory głównie całkiem zielone. Okazało się, że jest ich całkiem sporo i jeszcze trochę chili. Zielone pomidory bez problemu dojrzewają nawet bez bezpośredniego słońca. Wcześniej zerwana zielona Rokita już jest czerwono-pomarańczowa i bardzo piękna. Podoba i się jej kształt.
Jeszcze ciągle zajmuję się cukinią bo parę trochę większych wyniosłam do piwnicy przed pierwszymi przymrozkami. Dzisiaj były też obrabiane gruszki i zlewany pigwowy sok. Jabłka, dynie i malutkie buraczki czekają w kolejce. Nie wymagają pośpiechu.
Dzisiaj przyszedł też czas na dalie. Zostały obcięte, wykopane i wystawione na słońce. Będą potrzebowały paru dni na osuszenie. Zapowiadają (przynajmniej na razie) piękna końcówkę miesiąca.
Czy Twoje topinambury też zaszalały? U mnie wyrosły na ponad dwa, trzy metry i pięknie zakwitły. teraz niektóre są mocno pochylone i czekają na wycięcie.
Czy zakwas masz własnej roboty, od znajomego piekarza, czy suchy? Musze poszukać przepisu na domową tortillę bo przerażają mnie składniki, z których zrobione są te gotowe.
Groszki, fasolę, soczewicę i szczególnie ciecierzycę bardzo lubię na naszym stole, lubię też z nich pasty z czosnkiem itd. Kiedyś bawiłam się w uprawę ciecierzycy i soi ale już od paru lat nie znajduję na to czasu i miejsca. Ich miejsce zajęły szparagi. Natomiast zielony groszek i trochę różnych fasoli mam zawsze u siebie.
Mogłabym oczywiście powiększać warzywnik ale nie miałabym już wtedy czasu na nic innego a przecież nie to chodzi.
W części jestem znakomicie osłonięta od zachodnich wiatrów ale jest jeszcze spory odcinek, który o tej porze zaczyna się odsłaniać to właśnie ta "dzika" liściasta część. Rosnące na niej świerki (chyba bardzo stare) wyrosły do nieba i w dolnej części są łyse. Muszę o tym pomyśleć.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

18.10.2009 09:00

W takich chwilach cieszę się, że jestem daleko poza ogródkami, bo pewnie widok jest koszmarny to raz, a poza tym ma się związane ręce, bo nic nie można robić. Nawet jeśli uda się wejść do warzywnika, to nie warto wyrywać warzyw z mokrymi bulwami, czy wykopywać mokrych kwiatów.
Zazwyczaj nie zabezpieczam wysianych jesienią warzyw, chyba że są mrozy bez śniegu. W tym roku nie będę mieć takiego problemu, bo Mama pod koniec września czyszcząc z chwastów grządki, wyrwała roszponkę i szpinak, bo myślała, że to niepotrzebne zielsko. Zostawiła jedynie sałatę lodową, bo ta wyglądała znajomo.
Tak sobie myślę, że może wysieję jeszcze te warzywa pod tunelem. Nie zdejmujemy folii na zimę, więc można to wykorzystać. Co prawda sporą część zajmują leżące tam marchewki, a pewnie wkrótce pojawią się również pory, ale zawsze jakaś część zostanie niewykorzystana.
Rozumiem, co przeżywasz w dzikiej części swojego ogrodu. Ja na szczęście mam poza sobą od kilku lat. Dawniej przez całą długość działki mieliśmy posadzone wierzby i topole. Pozbywaliśmy się ich sukcesywnie, a i tak pojawiały się odrosty. Teraz na szczęście nie ma już po nich śladu, dzięki czemu mogą tam rosnąć drzewa i krzewy owocowe oraz znalazło się miejsce na ozdobne krzewy miododajne, które sadziłam wiosną.
To jednak sprawiło, że zabrakło osłony przed zachodnimi wiatrami w jednym ogrodzie. W drugim wiśnie i leszczyny wyrosły tak, że stanowią fantastyczną osłonę dla np. karczochów.
Skorzystałam z okazji wolnego samotnego weekendu i za szalałam w kuchni z kolejną partią przetworów. Niektóre będę kończyć jeszcze dziś. Został mi jeszcze dżem z jabłek i dyni oraz pasteryzowanie soku z pigwowców.

W mojej diecie "zapychaczy" jest sporo. Uwielbiam makarony. Robię je zawsze z warzywami lub grzybami. Od czasu do czasu (szczególnie przy obecnej pogodzie) mam ochotę na carbonarę. Za ziemniakami nie przepadamy, więc jadamy je rzadko. Za to często goszczą na stole fasole, grochy, soczewice i ciecierzyca. Pieczywo jest natomiast ratunkiem na tygodniu podczas śniadań i jako "prowiant" do pracy. Dawniej do pracy brałam sałatki, ale odkąd zmienił się mój profil, muszę zadowalać się kanapkami, które łatwiej zjeść w krótkim wolnym czasie.
Będę cierpliwie czekać na info o źródle nasion.
A teraz znikam zarabiać pszenno-żytni chleb na zakwasie.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

18.10.2009 08:26

Krajobraz jak po bitwie a najgorsze jest to, że wszystko bardzo mokre i nie można nic robić. U mnie ciągle widać jeszcze w niektórych miejscach plamy śniegu i dziwnie to wygląda - drzewa w liściach, kolorowe kwiaty i śnieg. Większość roślin wróciła do pionu ale jednak nie wszystkie. Wokół mnie w wielu miejscach nie było prądu ale nas szczęśliwie ominęły awarie.
Szparagi wyglądają beznadziejnie, nie wiem kiedy się za nie zabiorę bo rzeczywiście praca z mokrymi roślinami byłaby mało przyjemna. Ten sam problem z daliami a poza tym wyobrażam sobie jak zabłocone byłyby wykopane teraz karpy - czekam na trochę słońca. Czekają również na wsadzenie liczne sadzonki-byliny i nowe szparagi. Niestety prognozy nie są dobre, nie widać złotej polskiej jesieni.
Wczoraj przeszłam się po ogrodzie i zobaczyłam jak wiele pracy czeka mnie jesienią i zimą. Widać to wyraźnie teraz gdy opadło trochę liści. Związana będzie ona z porządkowaniem drzew i krzaków samosiejek - mam taką dziką część, która niemiłosiernie zarosła a gęsto rosnące i konkurujące o słońce drzewa wyrosły na kilkadziesiąt metrów i zaczynają dawać za dużo cienia. Poza tym koszenie trawy w tych okolicach jest znacznie utrudnione licznymi przeszkodami.
Miałam bardzo, bardzo długi okres kiedy nie brałam do ust tzw. wypełniaczy - ja je tak nazywałam tj. chleba, ziemniaków, makaronów itp. Ziemniaków w dalszym ciągu jem niewiele ale odpowiedni chleb (pełnoziarnisty z nasionami, żytni na zakwasie, czy też orkiszowy z ziarnami i nasionami) zaczęłam traktować jako źródło witamin, pierwiastków, błonnika itd. Poza tym bardzo lubimy różne wersje zapiekanek.
Regularnie też przygotowuję makaron ale tylko we włoskim stylu czyli przede wszystkim pomidory, czosnek, oliwki, ser, anchois, cukinia, bakłażany, oliwa i zielone.
O nasionach więcej szczegółów po sprawdzeniu. Czy zabezpieczasz na zimę rośliny wysiane teraz takie jak np. szpinak czy roszponka, które się zazieleniły?

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

17.10.2009 17:57

Ja miałam problem z wejściem na stronę forum we wtorek i środę.

Rozmawiałam dziś przez telefon z Mamą i wiem, że nasze ogródki są totalnie zabłocone. Mama rozpacza, że nie daje się zebrać buraków i selerów, Miejmy nadzieję, że po niedzieli pogoda się poprawi. Wypadałoby też zebrać nasiona niektórych kwiatów - u mnie standardowo: aksamitki, astry i cynie. Inne sieję wiosną z kupnych nasion.

piterek_rek / postów: 128

17.10.2009 17:11

Rzeczywiście zima nas zaskoczyła w tym roku. Już w połowie października widzieliśmy śnieg. O wiele starsi ode mnie nie pamiętają takiego roku, lecz ja pamiętam, że dosyć niedawno temu, jakieś trzy może cztery lata temu śnieg padał 1 maja. Jakoś natchnęło mnie w poprzedni weekend przygotować ogród na taką pogodę. Oczywiście nie zrobiłem wszystkiego. Trzeba przykryć wiele roślinek. Jestem w trakcie, właśnie mam przerwę.
Co do forum, to w czwartek miałem problemy z poruszaniem się po nim. Dziś to samo. Przy logowaniu wyrzuciło mnie ze strony. Pojawił się jakiś czerwony napis i przycisk OK. Wczoraj nie wiem, ponieważ nie było mnie cały dzień w domu. Wcześniej było wszystko dobrze. Wątpie, by to zależało od mojego internetu, bo sygnał jest dosyć silny. :(

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

15.10.2009 17:23

Rzeczywiście pogoda zaszalała tej jesienio-zimy. Śniegowe czapy były zdumiewające. Gdyby nie intensywne opady raz deszczu raz śniegu, można byłoby wyjść na lepienie sporych rozmiarów bałwana. Włączyłam też ogrzewanie (zazwyczaj pierwszy dzień przy włączonych grzejnikach to 1 listopada), bo od tego przemoczenia miało się wrażenie przejmującego chłodu.
Koleżanka mieszkająca pod W-wą dzieliła się dziś swoimi wrażeniami z życia bez prądu. Przyszła wcześniej, by przed rozpoczęciem pracy móc się do niej przygotować przy świetle. Na szczęście ma kuchenkę gazową i mogła ugotować normalny obiad, choć po ciemku. Miała też ciepłą wodę. Należała do szczęśliwych, bo w innych miejscowościach, podgrzewanie wody uzależnione jest od prądu.
W ogrodzie mojej firmy śnieg przeciążył gałęzie rajskich jabłoni. Na szczęście w porę zauważyliśmy i przyjechała ekipa, by je obciąć, bo mogłoby to się źle zakończyć dla ludzi pod nimi przechodzących.
Cieszę się, że w weekend obcięłam szparagi, bo potem nie będę miała problemów przy podnoszeniu mokrych łodyg. Mam nadzieję, że karczochy jakoś przeżyły. W każdym razie myślę nowe pąki kwiatowe, które powstrzymały mnie przed obcinaniem, zmarzły.
Myślę, ze ponowne przerobienie owoców pigwowca to dobry pomysł. Zrobiłabym z nich galaretkę.
U mnie pigwowce jabłkowe owocowały w następnym roku po posadzeniu ich jesienią do ziemi. Te gruszkowate też mam. Pachną mniej intensywnie, ale są łatwiejsze w usuwaniu pestek, bo mam wrażenie, że nie mają tak twardej skórki. Dojrzewają też później niż "klasyczne".
Ja w tym roku nie wysadzam cebulowatych. W ostatni weekend nie mogłam jeszcze wykopać jaskrów, bo nadal kwitły. Pewnie po wczorajszych opadach po kwiatach śladu nie ma :-(
Na początku chlebowych eksperymentów (3 pierwsze dni) zjadaliśmy rzeczywiście więcej pieczywa. Na szczęście teraz jego zjadanie wróciło do normy - czyli tylko rano na tygodniu i na kanapki do pracy. W weekendy zjadamy potrawy bez pieczywa.
Poproszę o namiar na źródło ciekawych nasion. Przyda się coś nowego do ogrodów.
Kupiłam dziś książkę Julie&Julia, więc po skończeniu czytanego obecnie kryminału z winami w tle, wezmę się za nią. Mam też nareszcie nową płytę Barbry Streisand, która mi teraz pięknie i nastrojowo przyśpiewuje.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

14.10.2009 22:02

Czy w związku z regularnym jak widzę wypiekiem własnego chleba nie wzrosło gwałtowanie jego spożycie? U mnie tak było w okresie mojego małego "szaleństwa" chlebowego.
Ja z kolei zebrałam owoce derenia i nastawiłam nalewkę. Zauważyłam, że na dereniach są już nowe pączki kwiatowe. Nie mam głogów bo kojarzę je z zarazą ogniową ale nie pogłębiałam tego tematu.
Zawiało i zasypało mnie. Jestem tu już parę lat ale jeszcze nigdy śnieg nie obciążył tak bardzo roślin. Drzewa i krzewy przygięło do ziemi. Połamało niektóre gałęzie sosen i czeremchy. Mam nadzieję, że rośliny powrócą do dawnej formy. Dalie i szparagi leżą na ziemi. Mam nadzieję, że bulwom dalii nie zaszkodzi
ten niewielki mróz. Ponad godzinę trwało zrzucanie śniegu, wielokrotnie zmienialiśmy rękawice a po zakończeniu prawie cała odzież nadawała się do suszenia. W przyszłym tygodniu (po zmianie pogody) będziemy próbowali przywrócić jako taki lad w ogrodzie. Na szczęście jest prąd.
Wieści z kraju są przerażające.
Podarowano mi parę owoców pigwowca zupełnie innych od dotychczas przeze mnie widzianych. Są one wyjątkowo intensywnie wybarwione - można powiedzieć bardzo ciemno żółte i mają kształt podobny do dzikich gruszek są okrągłe, zakończone wystającą zwężającą się końcówką i mają nieco inny aromat od moich czy też zielonych pana ogrodnika. Pochodzą z krzaków niczym nie wyróżniających się od innych.
Spotkałam się kiedyś z dużą ilością różnych odmian pigwowców, muszę poszukać w pamięci tego miejsca.
Pigwa jabłkowa już wsadzona tak, że teraz mam trzy drzewa pigwowe. Ciekawe kiedy zaczną owocować.
Znalazłam źródło fajnych, oryginalnych nasion, po sprawdzeniu napiszę coś więcej na ten temat jeśli będziesz zainteresowana.
Zlewałam dzisiaj kolejny sok z owoców pigwowca i zastanawiałam się jak można wykorzystać owoce pozostające po zlaniu, są bardzo pyszne. Wcześniej trochę ich wyrzuciłam, część zasypałam drugi raz cukrem a myślałam jeszcze o rozgotowaniu i może galaretce czy też zapasteryzowaniu tych owoców po powtórnym zasypani cukrem tak aby można było używać ich do herbaty czy tez kompotów. Co o tym myślisz?
Cebulowe jeszcze nie wsadzone bo czekają na wolne miejsca po wykopaniu dalii. Ale się porobiło

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

11.10.2009 17:02

Z piątku na sobotę mieliśmy pierwsze przymrozki w ogrodzie. Rano srebrzyły się całe połacie ziemi i trawy.
Udało mi się zerwać trochę głogu na nalewkę. Przycięłam też szparagi. Miałam ciąć karczochy, ale okazało się, że są nowe kwiaty i postanowiłam zaczekać jeszcze 2-3 tygodnie.
Podmarzły mi nieco selery naciowe :-( Te szlachetne odmiany chili posadzone w gruncie również. Rokita natomiast nadal się trzyma i dojrzewa.
Mama wykopała marchew przed deszczami. Selery korzeniowe i buraki są jeszcze w ziemi i czekają na nieco suchszą glebę, bo czyszczenie ich z błota jest niezwykle uciążliwe.
Moja lawenda rośnie w bardzo różnych glebach. Niektóre sadzonki posadziłam na miejscu, gdzie dawniej leżał piach. Te rośliny są bardziej rachityczne od pozostałych rosnących na skalniaku czy po prostu na grządce z różami. W przyszłym roku te z piachu zastąpię macierzankami lub tymiankiem, które świetnie znoszą każdą glebę.
Wypiekacz do chleba kupiłam z powodu braku czasu. Oszczędza go sporo, bo wrzuca się tylko składniki i maszyna sama miesza, pozwala odpocząć i wyrosnąć ciastu. Po kilku godzinach ma się upieczony chleb, a w tym czasie można wykonywać swoją pracę. Nawiasem pisząc właśnie piecze się chleb z oliwkami.
Dziękuję, Mileno, za informacje dotyczące nowych książek. Rzeczywiście mam rzut beretem do księgarni.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

11.10.2009 12:27

Doskonale rozumiem rozumiem Twoje problemy związane z uprawianiem ogrodu przez większą część roku z doskoku. Kilka lat muiałam sobie tak Dobrze, że masz kogoś na miejscu do spraw awaryjnych. Jeszcze nie zajęłam się szparagami udało mi się natomiast wykopać warzywa przed opadami. Zresztą samo wykopanie to nie problem czasochłonne jest czyszczenie i obcinanie ale można za to robić to robić w lepszych warunkach.
W tym roku po raz pierwszy wypróbuję przechowanie zimą paru sadzonek tymianku w domu. Ja go lubię również w świeżej postaci do wszelkich pieczeni i drobiu. Muszę "zapolować" na różne odmiany tego zioła a podobno jest ich mnóstwo, szczególnie podoba mi się dzika odmiana z listkami większymi od tego zwykłego.
Już wiem dlaczego moja lawenda brzydnie od dołu. Myślę, że przyczyną jest zbyt niskie położenie terenu, na którym rośnie i w związku z tym za dużo wilgoci, której lawenda bardzo nie lubi Przesadzę ją i zobaczę jakie będą efekty. Nowe sadzonki lawendy posadziłam na podwyższeniu.
Piekę chleb w piekarniku elektrycznym a w sezonie zimowym w piecu opalanym drewnem ii wychodzi świetnie. Maszynka jest o tyle dobra, że przygotowuje też sama "materiał" na chleb ale ja myślę ciągle o takim piecu jaki ma Jamie (inni też). Chyba taki piec ma spory wpływ na jakość pieczonych w nim pyszności.
Jestem pewna, że w masowej produkcji dodają karmelu do koloryzowania chleba, bardzo łatwo to rozpoznać mając tak jak Ty teraz porównanie z własnym wyrobem. Świetne jest to, że do swojego chleba można dodać tyle smacznych i zdrowych dodatków (ziarna, nasiona, orzechy, warzywa i owoce) i jest bez jakichkolwiek konserwantów i polepszaczy smakowych. Można również dodać trochę startej dyni, będzie jeszcze zdrowszy i wilgotny. Na temat chleba pieczenia chleba jest wiele w necie i jest mnóstwo pasjonatów tej zabawy z fantastycznymi pomysłami.
"Julie&Julia" świetnie się czyta, jest zabawna i pouczająca. Przeczytałam o nowej książce P.Michała Komara wydanej w tym samym wydawnictwie (jeśli jesteś w klubie pewnie masz blisko do księgarni) i opis jest bardzo, bardzo zachęcający a wspominam o niej dlatego, że oprócz zabawy intelektualnej jest o gotowaniu i konsumowaniu pyszności.
Jeśli chodzi o balkon Piterka podoba mi się Twój pomysł zastosowania clematisów lub innych pnączy np. po bokach. Dobrze byłoby wybrać coś kwitnącego całe lato lub prawie całe lato. Ładnie prezentowałby się również kule bukszpanu.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

08.10.2009 20:20

Witaj, Piterku :-)
Dziękuję za sprostowanie, Mileno, a propos karczochów. Pisałaś, że je wykopałaś i obcięłaś liście, a ja pomyślałam, że z reszty pozostałej po obcięciu liści zrobisz miksturę. Syrop z liści potraktowałam jako coś innego/dodatkowego.
Szparagi i karczochy obetnę w najbliższy weekend. Ich obcinanie uzależniam od wolnych weekendów, kiedy mogę jechać do ogrodu. Jesienią niestety prace w ogrodzie uzależniam od pracy zawodowej, a nie od przyrody :-( Obcinam je zazwyczaj kilka centymetrów nad ziemią i przykrywam słomą lub "słomiastym" końskim obornikiem. Przykrywaniem zajmuję się zazwyczaj po pierwszych przymrozkach lub przed nimi, jeśli zapowiadają je na dłuższy czas.
Rozmaryn też wstawiam do domu, ale w chłodne pomieszczenie, bo w ciepełku pada. Tymianek zostaje na zimę w ziemi w zielniku. Na zimę brzydnie - twardnieją mu łodyżki, a listki robią się szarozielone. Wiosną trzeba mu poobcinać zrogowaciałe pędy i puszcza młode - ładnie żywozielone. Zimą zdarza mi się sięgać po tymianek spod śniegu, jednak uważam, że o tej porze roku smaczniejszy jest ten suszony.
Ja na razie rozpoczynam swoje przygody z własnym chlebem, więc robię na suchych drożdżach, bo moja "zabawka" najlepiej do takich pasuje. Gdy się rozwinę w tej materii, na pewno zacznę robić pieczywo na zakwasie. Pamiętam z dzieciństwa smak babcinego chleba na zakwasie i właśnie takie chciałabym zjadać codziennie. Póki co muszę rozeznać się w proporcjach i połapać w mnogości programów zabawki.
W poniedziałek zrobiłam razowy z ziarnami słonecznika i lnu. Doznałam szoku, bo ten kupny w ogóle nie przypominał mojego - ani w wyglądzie, ani w smaku. Zastanawiam się, czy w tych masowych piekarniach nie dodaje się np. karmelu, by chleb był tak ciemny i słodkawy w smaku. Na etykiecie nie ma o tym mowy, ale mam wrażenie, że kolor jest uzyskiwany właśnie dzięki karmelowi. Mam już za sobą chleb m.in. z mąki orkiszowej - super. A dziś udało mi się kupić mąkę z amarantusa i za 1,5 godziny wyjmę chleb właśnie z niej.
Też słyszałam, że drożdże piekarskie nie są najzdrowsze, ale żadna z tych medialnych osób nie powiedziała, z jakich powodów, więc używam. Mogę się tylko domyślać, ale że są to tylko domysły nie napiszę o nich na forum. Ciasto drożdżowe bardzo lubię, więc myślę, że z niego nie zrezygnuję na wieki, mimo wszystko.
Zamawiając ostatnio książki, zupełnie zapomniałam o "Julie i Julia". Na film na pewno pójdę dla M. Streep. Recenzje mnie nie odstraszają. Często mam odmienne zdanie na temat filmów od zdań prezentowanych publicznie. Od kilku lat nie czytuję recenzji przed pójściem na film, bo zauważyłam, że wpływało to na jakość mojego odbioru, ponieważ szłam na film już nastawiona w jakiś sposób.

Piterku, ludzie mieszkający na moim osiedlu na parterach lub na najwyższych piętrach też mają duże balkony/tarasy. Mają na nich przeróżne rośliny. Oczywiście najwięcej jest tujowatych. Ale sporo jest tez róż wszelkiego rodzaju, cyprysów i klematisów. Latem widzę też wystawione palmy. Niestety nie wiem, w jakich warunkach żyją te rośliny, bo te tarasy są ponad poziomem wzroku.

piterek_rek / postów: 128

08.10.2009 16:39

No rzeczywiście. Jak zacząłem pisać to ty, Mileno, w tym temacie już byłaś. ;)
Balkon mam na zachód. Dookoła są inne budynki, więc słońce rzadko tam zagląda. Właśnie dużo myślałem o całorocznych tujowatych, o których piszesz. Mam przed sobą jeszcze kilka miesięcy, zanim zacznę działać. Spędzę je na czytaniu i oglądaniu gazet oraz stron www z tematyką ogrodniczą. Jeżdżąc po mieście zerkam na inne balkony, by zaczerpnąć jakiegoś pomysłu. Niestety rzadko widuję coś naprawdę pięknego.
Wiem niestety, że mały balkon nie zastąpi mi mojego ogrodu, ale chociaż coś będę pięlęgnował, przycinał, podlewał. ;)

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

07.10.2009 22:53

Widzę Piterku, że pisaliśmy równocześnie, zobaczyłam Twój post dopiero po dodaniu swojego. Miło Cię znowu czytać. Siedmiometrowy balkon daje trochę możliwości ale myślę, że Twoje roślinne pasje zaspokoi tylko prawdziwy ogród. Na balkonie mogą rosnąć całoroczne tujowate ale trzeba zabezpieczać dodatkowo donice w czasie zimy. Teraz mogą być wrzosy i chryzantemy. Lato daje mnóstwo możliwości ale Ty często wyjeżdżasz więc możesz uprawiać raczej rośliny mało wymagające, szczególnie wilgoci a jeżeli balkon jest słoneczny to jest spory problem. Zima to czas kiedy można poczytać i zaplanować ogrodowe prace również na balkonie.
Dużo radości i pożytku daje uprawa zimą w domu ziół, szczypiorku, natki itp.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

07.10.2009 22:37

Dzięki za informację o klipsach dębowych.
Jeśli chodzi o karczochy wspominałam tylko o właściwościach liści a o zastosowaniach korzenia nic nie wiem. Wywary z liści obniżają również cholesterol o 15%.
Widziałam dzisiaj piękne fioletowe karczochy ale to było gdzieś w świecie. W naszych sklepach w sprzedaży jest chyba tylko jeden rodzaj. domyślam się, że udało Ci się "zdobyć" nasiona jakiejś ciekawej odmiany.
Czy miotełki szparagowe już zostały ścięte? Moje jeszcze zielone więc nie wiem czy się za nie już zabierać. Jak zabezpieczasz szparagi i karczochy? Czy nie za wcześnie?
Czekoladową cukinię traktowałabym tylko jako możliwość wprowadzenia do jadłospisu warzywnych niejadków cukinii i dodatków zamiast czekoladowych kremów, do kanapek i grzanek. Do mięs i wędlin ten produkt się nie nadaje. Wiedząc o wspaniałych właściwościach gorzkiej czekolady staram się codziennie aplikować sobie kostkę z chili. Moje chili w tunelu ciągle zielone co jest bardzo dziwne bo z reguły uprawiałam je w gruncie i nie było problemów z dojrzewaniem.
Martwi mnie niezapowiadany wcześnie deszcz, gdyż opóźnia wykopywanie warzyw. Lepiej to robić gdy ziemia jest sucha. Udało mi się za to poprzesadzać prawie wszystko w zielniku. Zakładałam go wiosną trochę chaotycznie i wymagał rewolucji. Parę kępek tymianku posadziłam w donicy, która mam zamiar postawić w chłodnej ale jasnej spiżarni, żeby korzystać ze świeżego w zimie. Tak robię z rozmarynem. Latem wystawiam go na zewnątrz. Czy tymianek boi się mrozu? Na razie wygląda świetnie, trochę ścięłam i ususzyłam. Cały czas po raz drugi w tym roku pęknie kwitnie szałwia muszkatołowa.
Robię od czasu do czasu chleb na zakwasie i jest znakomity. Korzystam z przepisu na 6-dniowe robienie zakwasu z mąki żytniej. Są jakieś przyspieszone sposoby z zakwasem z żurku. Właściwie nie wiem dlaczego ale wiele osób "medialnych" zaleca wystrzeganie się drożdży piekarskich. Nie piekę ciast drożdżowych ale do pizzy ich używam. Natomiast chleb wolę zdecydowanie na zakwasie.
Mam w pobliżu znakomitą prywatną piekarnię z wieloma wyrobami z mąki żytniej i orkiszowej z nasionami i ziarnami robionymi na zakwasie. Widać i czuć zdecydowana różnicę w porównaniu z "ciemnym", foliowanym chlebem z supermarketów.
Zaczęłam czytać "Julie&Julia Rok niebezpiecznego gotowania" Julie Powell. Zapowiada się ciekawie. Film ma średnie recenzje z wyjątkiem roli M.Streep.

piterek_rek / postów: 128

07.10.2009 22:18

Jesień pokazała nam dziś jaka potrafi być piękna. Aż się oczu rano otworzyć nie chciało. A dzień bardzo pracowity. Tak naprawdę jesień to czuję dopiero w parku.
W weekend też zamierzam popracować w ogrodzie. W piątek wybieram się do rodziców. Do piwnicy schowam przed zimą paciorecznik i daturę. Sandavillę zawsze biorę do domu. Miniaturki róże muszę zabezpieczyć. Okryć sosnicę japońską i młode krzaczki (iglaki). Oczywiście to za czym nie przepadam, także mnie czeka, czyli zamiatanie liści. W tym roku jest ich mniej, bo ścięto duże drzewo a w drugim poprzecinano gałęzie.
Dodam, że jeszcze pięknie kwitną mi róże. Długo kwitły wyżej przeze mnie wymienione roślinki, czyli sandavilla, paciorecznik. Teraz niestety jestem poza ogrodem. W weekendy staram się zaglądać do niego. Dlatego też mniej udzielam się na forum. Dzięki Aniu za te słowa w temacie "Lato w pełni". :)
Teraz myślę nad zagospodarowaniem mojego balkonu. Ma powierzchnię 7 metrów kwadratowych. Miałbym taki malutki ogródek przy sobie. Nie wiem jakie wybrać balkonowe kwiatki, żeby były ładne. Oczywiście są to plany na wiosnę, ale już zaczynam myśleć. Tak mnie ciągnie do prac ogrodych, że już nie mogę wytrzymać i muszę coś zrobić. Może podsuniecie mi jakieś pomysły ? ;)

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

05.10.2009 22:04

Klipsy dębowe znalazłam w Carrefour. Wpadłam na nie przez czysty przypadek, bo zaciekawiło mnie opakowanie. W sobotę dorzucę do wina wiśniowego.
W najbliższy weekend będę osłaniać karczochy i szparagi na zimę. Chciałabym tegoroczne karczochy mieć w przyszłym roku. Miałam dużą odmianę, na której mi zależy, więc będę robić wszystko, by je jak najdłużej utrzymać. I nawet nie chodzi tu o wysoką cenę nasion. Do tej pory karczochy miałam przez 2 lub 3 lata i dopiero po tym czasie padały, więc może i w tym roku się uda.
Nie wiedziałam o wykorzystaniu korzeni i liści karczochów. Dziękuję za informacje.
Eksperymenty kulinarne bardzo lubię, jednak czekolada nie bardzo pasuje mi do warzyw czy mięs. Kiedyś robiłam kurczaka w sosie kakaowym wg przepisu Beaty Pawlikowskiej. To zdecydowanie nie moje smaki. Czekolada od czasu do czasu - najlepiej do picia z syropem miętowym lub chili lub bardzo gorzka w kostkach. W tygodniu Festiwalu Nauki byłam na wykładzie nt czekolady. Ma niesamowite właściwości, pod warunkiem że jest gorzka. Dowiedziałam się też, że biały nalot, który uznawaliśmy za zepsucie lub zestarzenie czekolady, w ogóle tym nie jest. To wynik złego wymieszania czekolady, co skutkuje wypływaniem z niej tłuszczu podczas przechowywania czekolady w zbyt wysokiej temperaturze.
Twój przepis na czekoladową cukinię wygląda apetycznie ze względu na dodane składniki aromatyczne, ale jednak chyba się nie przekonam :-(
Ostatnio eksperymentuję z wypiekiem chleba. Mam już dość pieczywa kupowanego w W-wie, bo mi po nim niedobrze. Na razie wypiekam pieczywo na suchych drożdżach, ale z czasem mam zamiar piec na zakwasie.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

05.10.2009 21:30

Dzięki za odpowiedź. Gdzie dostałaś klipsy dębowe, czy w specjalistycznym sklepie? Wypróbowałabym w części balonów. Mnie nalewka z pigwy bardzo smakuje zawsze robiłam z surowej, wolę lekko słodką trochę likierowatą.
Wykopałam jednak selery wydawało mi się, że część dolnych liści straciła urodę skutek przymrozków. Strasznie były korzeniaste, częściowo jakby dredy a częściowo anielskie włosy. Dużo czasu zajęło mi pozbywanie się tych niesamowitych korzeni. Muszę poszukać w literaturze lub necie przyczyn takiego przerostu przecież wilgoci było aż nadto tego lata.
Brukselki coraz mają coraz większe owoce a rośliny są ogromne. Z tymi przynajmniej nie muszę nic robić w najbliższym czasie.
Część czerwonej papryki zrobiłam z miodem i jestem ciekawa czy jego smak będzie odczuwalny w przetworach.
Zastanawiałam się wiosną skąd zdobyć nasiona żywokostu a niedawno okazało się, że rośnie go sporo na moim terenie. Nie znałam tej rośliny natomiast potrzebowałam jej na gnojówkę do podlewania pomidorów. Podobno znakomicie im robi.
Część karczochów zostawiłam na zimę, spróbuję je okryć słomą i zobaczę jak sobie poradzą. Nie wiedziałam, że mają takie potężne korzenie. Z wykopanych obcięłam liście i zrobię syrop, podobno preparaty z liści są dobre na niestrawność. Syropem można słodzić herbatę.
Parę dni temu było kilka publikacji w Rzeczpospolitej na temat popularności seriali związanych z życiem na wsi i ucieczki mieszczuchów z miasta. Okazuje się, że od jakiegoś czasu odwróciły się proporcje i więcej ludzi wędruje z miasta na wieś niż odwrotnie. Jeśli dobrze pamiętam wynoszą one odpowiednio ok. 130 tys. do ok. 90 tys. Wypowiedziało się parę znanych osób. Wspomniano o serialu na podstawie Kalicińskiej. Obejrzałam z ciekawości I odcinek. Delikatnie mówiąc nie podobał mi się.
Wiem, że nie lubisz wynalazków ale znalazłam w necie u pewnej wegetarianki przepis na czekoladowy dżem z cukinii i natychmiast wypróbowałam. Bardzo mi smakuje i myślę, że może on zastąpić dzieciom tłuste kremy czekoladowo orzechowe ze sklepu z konserwantami. Dodałam skórkę i sok z pomarańczy, sok z cytryny i sporo kakao a także na końcu posiekane orzechy. A i trochę przyprawy do piernika. Te niektóre dodatki to moje eksperymenty bo przepis był prostszy. Po duszeniu zmiksowałam ale ciekawy może być ze szklistymi kawałeczkami cukinii jeśli nie dla dzieci można dodać likier pomarańczowy lub inny. Może być do grzanek czy też naleśników. Ma lekki posmak ananasowy

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

03.10.2009 14:04

Właśnie wróciłam z wyprawy zakupowej. Nabyłam rurkę z pompką do ściągania wina. Kupiłam też klipsy dębowe do zaprawiania win. Zwróciłam na nie uwagę po naszej ostatniej wymianie zdań.
Wino z chabrów zrobiłam na próbę ze zmniejszonej ilości płatków. Po zlaniu wyszło tego 4 litry. Jeśli będzie nam smakować, w przyszłym roku zrobię więcej. Fakt, że przy obrywaniu płatków z kwiatów trzeba wykazać się cierpliwością. To doskonały test! :-))))
Buraki i selery korzeniowe wyrywamy pod koniec października. Z naszych obserwacji wynika, że przymrozki im niestraszne. Kapusta włoska nawet je lubi i bardziej się wtedy zwija, a i traci z lekka na goryczce. Marchewkę może będziemy wyrywać w najbliższy weekend. Kalafiory i brokuły zostawiam do zbioru.
Cukinia już dawno mi padła. Nowe patisony w ubiegłym tygodniu już się nie zawiązywały, a te młodziutkie wszystkie wzięłam ze sobą. Nad dyniami czuwa Ojciec, bo tak jak pisałam wcześniej, wsadził je w pasiece, do której ja nie wchodzę.
Nalewka z pigwy/pigwowców nie za bardzo mi smakuje, więc zaprzestałam jej robienia. Robiłam z ugotowanej. Ważne jest to, żeby za bardzo jej nie rozgotować, a potem zostawić w spokoju w gazie (wielokrotnie złożonej) zawieszonej nad naczyniem, do którego ma skapywać sok. Absolutnie samemu nie wyciskać, bo uzyska się mętny płyn. Podczas picia czuje się wtedy nie klarowny płyn, a zawiesinę. Mało przyjemne. Za pierwszym razem popełniłam właśnie ten błąd, więc od razu Cię przestrzegam, byś uczyła się na błędzie kogoś innego, a nie swoim ;-)
Od koleżanki dostałam nalewkę z pigwy niegotowanej. Przyznam, że bardziej smakowała mi ta z gotowanej. To oczywiście kwestia gustu.
Uciekam szykować słoiki oraz robić galaretkę z pigwowców i marynowaną dynię. Chcę jeszcze przygotować się do jutrzejszej wizyty gości.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

02.10.2009 07:43

Dzięki za informacje.
Myśląc o Twoim winie z chabrów widziałam oczyma wyobraźni te ilości płatków potrzebnych do zrobienia wina mając w oczach moje duże balony stojące w kuchni a ja k sądzę wino z chabrów robiłaś w jakimś mniejszym niż 2--30 litrowe naczyniu.
Mnie też czeka przerobienie zerwanej pigwy a jak się okazało jest tego bardzo, bardzo dużo. Owoce były niewidoczne w gęstwinie zieleni a jak się okazało najwięcej owoców było na dole zupełnie niewidocznych.
Nalewkę robiłam zawsze z surowych, krojonych owoców a ostatnio gdzieś przeczytałam o ugotowaniu pigwy i i dopiero wtedy przecedzaniu przez gazę. Jak Ty to robisz?
Bodajże dwa dni temu śmignął w niektórych miejscach przymrozek - głównie na otwartym terenie. "Zważył liście dyni, cukinii i resztki bazylii. Bardzo kłopotliwe było sprzątanie dyni a szczególnie niektórych egzemplarzy. Teraz wszystkie i bardzo różne czekają na swój czas w piwnicy.
Oczywiście bardzo mi szkoda cukinii. Dobrze, że mam jeszcze mały zapasik.
Zrobiłam od razu zupę z dyni piżmowej. W tym roku zdążyła dojrzeć, jest twarda, pomarańczowo-morelowa i ma bardo małe gniazdo nasienne. Trudno mi ocenić jej zalety smakowe. Surowa nie zachwyciła ale zupa pyszna (ale tak jest zawsze w przypadku zupy dyniowej). Zrobiłam do niej grzanki Jamiego z parmezanem.
Wyrwałam też na wszelki wypadek kapustę i muszę ją stopniowo przerabiać a na razie na surowo i naleśniki. Zostawiłam jeszcze warzywa chociaż trochę obawiam się o buraki i selery ale na razie jest mokro i nie chcę ich w takim stanie wyrywać a poza tym mam co robić. Wczoraj uprałam sie z łuskaniem fasoli.
Czy Twoje warzywa jeszcze w gruncie?
Na szczęście nawet te wrażliwsze kwiaty przetrwały i dalie i róże jeszcze będą cieszyć oczy.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

01.10.2009 21:50

Po pierwszym zlanie wina zatykam balony korkiem z rurką. Trzymam przez 1-2 miesiące w domu, a potem znoszę do piwnicy zmieniając korek - tym razem bez rurki. Podczas fermentacji burzliwej trzymam balony w ganku - temp. ok.25-27 stopni, po zlaniu przenoszę do chłodniejszego pomieszczenia ok. 20 stopni, a potem w piwnicy jeszcze niższa temperatura.
Chabrów nie uprawiam. Któregoś dnia po prostu wybrałam się na przejażdżkę rowerową w okolice pól i zrywałam te rosnące przy ścieżkach. Zajęło mi to trochę czasu i mam nadzieję, ze było warto. Samo zbieranie nie było takie złe, bo trafiłam na przyjemną pogodę. Gorzej było z obrywaniem płatków w domu. Dzieckiem musiała zająć się Babcia, bo było chętne do pomocy, ale niestety wrzucało mi nie tylko płatki ;-)
Nie pomyślałam o dodaniu dębu do win. To ciekawy pomysł. Spróbuję. Lubię posmak dębu w winach. Moje ulubione jest winem starzonym przynajmniej 5 lat w dębowych beczkach.
Pisałam o wczesnym zbiorze wiosennym brokułów i kalafiorów. W tym roku było to przed ochłodzeniem w maju. Te posadzone ciut później i kwitnące na przełomie czerwca i lipca nie były najlepsze - wodniste i czasem podgniłe.
Też lubię widok kwitnących pigwowców. Ta wiosenna czerwień jest niesamowita! A potem cieszę się zapachem owoców. Od niedzieli mieszkanie pachnie nimi właśnie, bo wciąż nie mam czasu na ich przerobienie. Już zaplanowałam na to sobotę. Zostaję w W-wie, więc powinnam mieć na nie czas.
U mnie też nie ma nornic. Myślę, że pomogły w tym koty i chyba łaska, która mignęła mi któregoś razu w warzywniku. Poza tym dość przylało wiosną, więc może nornice się potopiły, o ile to możliwe.
Dżemu z chili nie robiłam, bo nie przepadam za takimi wynalazkami. O soli zupełnie zapomniałam. Dziękuję za przypomnienie. Postaram się zrobić jutro.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

30.09.2009 08:21

Dzięki za bardzo interesujące informacje. Ciekawa jestem jakie grzyby tolerują mróz i śnieg. Nie słyszałam o zbieraniu grzybów tak późno chyba są to pojedyncze sztuki.
Nie do końca chyba zrozumiałam czy przelane wino, to które potem stoi około roku ma korek z zatkniętą rurką czy nie ponieważ napisałaś : "korkuję balony z rurką". Pytam bo ja po przelaniu i przeniesieniu do piwnicy zatykam je tylko tylko korkiem. W jakich warunkach przechowujesz te wina? Podziwiam Twoje eksperymenty z tak różnorodnymi owocami i kwiatami. Ja widuję nieliczne chabry z zbożach gdzie rosną pojedynczo jako chwast. Nie wyobrażam sobie zebrania ich w większej ilości. Czy Ty uprawiasz chabry? Kolor tego wina musi być niesamowity. Czy lubisz zapach i aromat dębu w winie, zastanawiam się czy wrzucenie kawałków starego dębowego wyrobu do balonu nadało by winu charakterystycznego smaku? Nie jest on wprawdzie dla mnie konieczny ale w niektórych winach mogłabym go mieć. Kiedyś pewien mój znajomy dowcipniś, który trochę pomieszkiwał na francuskiej prowincji twierdził, że ten dębowy aromat ma zabijać niedobre aromaty.
Muszę poszukać sadzonek różnych odmian pigwowców bo gdzieś przeczytałam, że jest ich trochę. Te które mam obecnie są wszystkie jednakowe. Ciekawe, że kwitną one niesamowicie obficie ( kwiaty pigwowców są m/zdaniem bardzo ozdobne) ale owoców jest zawsze znacznie mniej a czasami całkiem niedużo i są często skupione w jednym miejscy np. u nasady krzaka lub na końcach kilku gałązek. Owoce, które dostałam ostatnio od ogrodnika były inne niż moje, dość duże, bardzo kształtne i zielone. Miały inny trochę smak bardziej limonkowo-landrynkowy. Zamówiłam jeszcze trochę tych owoców i poproszę o rozmnożenie krzaczka, z którego je zbiera.
Jeśli chodzi o kalafiory i brokuły to wspominając wcześniejszy termin sadzenia miałaś na myśli wiosnę czy lato czyli wiosenny czy jesienny zbiór? Ja z wiosennym mam kiepskie doświadczenia bo często wiosną bardzo wcześnie przychodzą letnie temperatury.
Nawiązując do urodzaju chili to zapytam czy robiłaś dżem z chili a może sól morską z chili (Jamie).
Czy dynię, kapustę i warzywa już zebrałaś. zawsze mam problem z terminem ich sprzątania.
Cieszyłam się, że zniknęły nornice ponieważ nie widziałam latem żadnych śladów za to wielokrotnie spotykałam w warzywniku koty sąsiadów i byłam im bardzo wdzięczna za pomoc. Niestety okazało się, że część (jeszcze nie wiem jaka) pietruszki została spustoszona przez te potwory.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

28.09.2009 22:11

Przepraszam za wpis post po poście, ale nie mogłam zapisać całości jako jeden wpis, a chciałam Ci, Mileno, odpisać na pytanie dotyczące pigwowców i pigwy.

Też już nie uprawiam kapusty chińskiej. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi smak zwykłej sałaty, poza tym jest ona łatwiejsza w uprawie. Na swoje kalafiory jeszcze poczekam. To prawda, że pogoda ma na nie wpływ. W tym roku najlepiej udały mi się te najwcześniej posiane. Podobnie było z brokułami i kapustą włoską.
Pigwowców mam sporo, pigw chyba 2 krzaki. Moim zdaniem pigwowce są bardziej aromatyczne. Nie nawożę ich w żaden sposób i nie podlewam. Owoce mam stosunkowo duże. Pod lasem widzę krzaki o owocach mniejszych. Może to z powodu zaniedbania krzaków, bo jednak są tam dość zarośnięte trawą i chwastami. Zauważyłam też, że większe owoce są na tych krzakach, które rosną w glebie zasadowej. Te w innej części ogrodu, gdzie ziemia jest kwaśna, dają mniejsze owoce. Ale to tylko moje obserwacje, nie wiem, co na ten temat podaje literatura.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

28.09.2009 22:09

Tak, miód traci swe właściwości (głównie antybiotyczne) w wysokich temperaturach. Nie powinno się go podgrzewać do temp. powyżej 60 stopni, choć wydaje mi się, że któraś odmiana (nie mam pod ręką odpowiednich książek, a nie pamiętam, o którą chodzi) traci właściwości już przy 40 stopniach.
Doszłam do wniosku, że moja trytoma zdążyła zakwitnąć w roku jej posiania, bo jednak dość wcześnie wysiałam nasiona. W przyszłym roku pewnie będzie kwitnąć normalnie. Niemniej to było bardzo miłe zaskoczenie :-)
Idą deszcze, więc pewnie grzyby jeszcze się pojawią. Mój Brat z Ojcem zbierają grzyby nawet w grudniu, więc na pewno to nie koniec tegorocznych grzybobrań. Pamiętam, że gdy pierwszy raz powiedzieli mi, że zbierali grzyby w grudniu, to pomyślałam, że ze mnie żartują. Ale potem zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam świeże grzyby w koszyku. Najlepsze w tym jest to, że wtedy grzyby nie są robaczywe, wyrastają nawet spod śniegu. Rzadko kto wie, że o tej porze roku grzyby jeszcze rosną i można ich sporo nazbierać. I to nie jest żart!
Częstotliwość zlewania win rzeczywiście uzależniam od klarowności. Porzeczkom czy wiśniom wystarczą 3 zlewania, ale wina z jabłkami zlewać będę (nigdy wcześniej ich nie nastawiałam) częściej. To samo z jagodami, jeżynami, śliwkami. Po Twoich doświadczeniach zakupię rurkę z pompką. W ten sposób nie będę uzależniać zlewania od mężczyzn. Moje płuca nie dają rady i zawsze pomagają panowie. Poza tym zastosowanie pompki będzie bardziej higieniczne, co przy produkcji win nie pozostaje bez znaczenia. Po pierwszym (czasem również po drugim) zlewaniu korkuję balony z rurką i odstawiam na ok. rok. Ważne jest też odpowiednie napełnienie balonów po zlewaniu. Płyn powinien wypełniać niemal całą objętość naczynia. Pod korkiem powinno być ok. 1 cm (wysokość) wolnego miejsca. Ten etap jest związany z powstawaniem związków odpowiedzialnych za aromat wina, więc w naczyniu nie może być zbyt dużo tlenu.
Też chciałabym mieszkać w okolicy prawdziwych plantacji winorośli. Myślę, że chętnie pomagałabym przy zbiorze sąsiadom. Po głowie chodzi mi też studiowanie enologii, tyle że w Polsce nie ma takiego kierunku :-( Nie mogę nadziwić się barwie wina z chabrów. Mam wrażenie, że jest coraz bardziej różowe. Coś niesamowitego. Ciekawa jestem, jak będzie smakować. Jeśli się uda, to w przyszłym roku zrobię go więcej. Co prawda zbieranie kwiatów, a potem obrywanie płatków, to dość żmudne zajęcia, ale wino powinno ładnie prezentować się na stole. Decyzję oczywiście podejmę po wypróbowaniu, by nie postawić czegoś, co nie nadaje się do picia :-)

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

28.09.2009 07:53

Nie wiedziałam, ze miód po rozpuszczeniu ma znacznie lepsze właściwości niż w postaci stałej chociaż konsumować wolę tę ostatnią. Czy potwierdzasz, że w wysokich temperaturach traci swe właściwości?
Natomiast jeśli chodzi o wino mam pytanie czy po pierwszym zlaniu kontynuowany jest u Ciebie proces fermentacyjny tzn. balony zamknięte są korkiem z rurką? Ja podchodzę mniej naukowo do moich win chociaż kiedyś nabyłam jakieś proste urządzenia do pomiarów ale gdzieś je zapodziałam. Wspominałam kiedyś o nowej rurce i przy okazji przelewania jakiś czas temu zeszłorocznego wina wypróbowałam. Pompka w tym "urządzeniu" działa znakomicie, nie trzeba ćwiczyć płuc. Od czego uzależniasz ilość przelewań, czy ma to związek z klarownością trunku?
A w ogóle to oglądając prawdziwe winnice i słuchając opowieści o wielopokoleniowych tradycjach prowadzenia domen bardzo żałuję. że nie urodziłam się w pobliżu takiej tarasowej plantacji najlepiej z widokiem na morze ( to też podobno dobrze działa na winogrona)
To nie ja szaleję z cukinią tylko one zaszalały. Po raz pierwszy zobaczyłam rośliny o takich przyrostach łodyg jak w tym roku a liście są wielkości roślin w strefie tropikalnej. Troche może narzekam ale nie za bardzo, zrywam coraz mniejsze i smaczniejsze a poza tym lada moment będzie koniec bo coraz chłodniej. Zetnie je pierwszy nawet malutki przymrozek.
Wyrwałam całą fasolkę szparagową - też w cieczce przed przymrozkami. Podzieliłam na tę, która już wyschła i malutkie fasolki są gotowe do przechowywania, tę którą trzeba ususzyć bo wyrosła za bardzo do zwykłego użycia i tę, którą można jeszcze normalnie przygotować lub zamrozić. Najlepiej mają się odmiany ciemno bordowe i nakrapiane.
Kalafiory są niestety wrażliwe na wysoką temperaturę i wtedy nie zawiązują główek. Podobnie jest z moją chińską kapustą, która w większości wyrosła do nieba i zakwitła a więc przyjemności kulinarnej będzie z niej niewiele. Zrezygnowałam kiedyś z uprawy kalafiorów i zrezygnuję z tej kapusty. Posieję więcej sałat i cykorii.
Zwykle trytoma kwitnie znacznie wcześniej o mojej już zapomniałam więc może Twoja zafunkcjonowała dwuokresowo w ciągu jednego roku.
Grzybów już od dłuższego czasu u mnie nie ma, w lesie bardzo sucho a teraz zaczęły w dodatku się chłodne noce więc chyba już koniec grzybobrania może jeszcze tzw. gąski, których ja nie zbieram.
Czy owoce pigwy są tak aromatyczne jak pigwowców?. Czy uważasz, że nawożenie i nawadnianie pigwowców miałoby wpływ na wielkość owoców ? Niektóre są takie nieduże a inne kształtne i całkiem spore, czy to mogą być różne odmiany? Musze jeszcze dosadzić trochę krzaków bo sok z pigwy poprawia prawie każdy nijaki smak.
Zazdroszczę "wolnego" pomieszczenia na balony, ja jesienią zawsze przeżywam balonową okupację i chociaż kuchnia jest bardzo duża utrudnia to trochę funkcjonowania nie wspominając o doznaniach wzrokowych.
Moje chili jakoś wyjątkowo w tym roku jeszcze zielone ale kupiłam piękne na rynku i suszę.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

27.09.2009 17:08

Za mlekiem z miodem też nie przepadam i pijam wyłącznie w stanach wyższej konieczności ;-) Wody z miodem nie znoszę, nawet z dodatkiem cytryny, więc z dwojga złego wybieram mleko, bo jednak miód w nierozpuszczonej postaci nie ma tak dużych własności zdrowotnych jak ten po rozpuszczeniu w cieczy.
Oliwę zjadam w większości w sałatkach, ale staram się ją popijać wieczorem i/lub rano, by pomagać strunom głosowym.
Co do win. Zlewam je bardzo różnie. Zależy to głównie od owoców, z jakich robione jest wino. Porę zlewania ustalam zgodnie ze wskazaniem cukromierza - kilka-kilkanaście stopni Ballinga. Po latach wyrobu win stwierdzam, że to najlepsza metoda, bo to, co jest w przepisach nie zawsze ma rację bytu z powodu różnych wilgotności powietrza, różnego nasłonecznienia itp., a co za tym idzie z powodu różnych kwasowości owoców i różnych zawartości cukru. Jak widzisz, mam do wyrobu win nieco naukowe podejście. To chyba zboczenie zawodowe :-) W zależności od owoców zlewam też wina z różną częstotliwością. Np. tegoroczne wino z wiśni zlewałam dopiero raz, a np. wino z domieszką jagód dwa razy.
Wczoraj zlewałam pierwszy raz wino z aronii. Znów ma ten dziwny zapach, ale nie tak mocny, jak wcześniej robione wino. Tak chyba pachnie aronia z drożdżami (bo nalewka na spirytusie pachnie zupełnie inaczej, przyjemnie) :-( Wlałam do niego słoiczek soku z pigwy, by poprawić smak i zapach. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Moje balony nie stoją w kuchni ze względu na dziecko. Na szczęście dysponuję osobnym widnym pomieszczeniem z odpowiednią temperaturą, gdzie Młody nie zagląda. Rzeczywiście widok jest podejrzany.

Widzę, że tegoroczna cukinia całkowicie Cię opętała. Moja zupełnie klapła. Fakt - pod koniec urlopu przestałam o nią dbać, bo skupiłam się na roślinach na zbiór jesienny. Dlatego rzodkiewka i rzodkiew obrodziły mi jak nigdy i nie są robaczywe. Fenkułom chyba zbyt zimno, bo nie wiążą się w bulwy, a pozostają małe i płaskie, ale ciągle smaczne. Nie wiem, czy zdążą mi zakwitnąć zielone kalafiory - wyrosły olbrzymie, ale poszły na razie w liście.
Niesamowicie obrodziły mi chili, więc zaopatruję w nie wszystkich znajomych. Odłożyłam już trochę nasion na przyszły rok.
W lesie mnóstwo grzybów. W tym roku pojawiły się znów rydze, których nie widziałam od dzieciństwa.
Zakwitła mi trytoma. Pięknie wygląda! Jestem w szoku, bo na opakowaniu było napisane, ze zakwitnie dopiero w przyszłym roku po odpowiednim jej zabezpieczeniu przed zimą. To zabezpieczenie potraktowałam z przymrużeniem oka po tym, co kiedyś napisałaś o swoich roślinach. Miałam wziąć dziś kilka kwiatów do wazonu, ale podczas pakowania zupełnie wyleciało mi to z głowy :-( Kupię chyba jakiegoś wrzośca, by cieszył oko w mieszkaniu. Widziałam na bazarku bardzo ładne różowe wrzośce o dość grubych pędach kwiatowych. Z daleka wyglądały jak różowe szafirki. Ciekawa jestem, czy rośliny te będą jak wszystkie kupione w doniczce wrzośce tylko jednoroczne, czy też wytrwa dłużej.
Przywiozłam resztę pigwowców na galaretkę. Owoce pigwy zostawiłam jeszcze na krzakach na 2 tygodnie.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

24.09.2009 22:38

Poranki są cudne ale i zachody słońca - od tamtej strony mam otwarty horyzont - są piękne szczególnie wtedy kiedy słońce jest czerwonawe i barwi cały horyzont.
Cieszę się, że zdrowiejesz a widzę, że infekcja była poważna.
Też uważam, że to co jemy ma ogromny wpływ na nasze zdrowie a więc i na system immunologiczny. Mleko z miodem to nie moja bajka wolę poranną wodę z miodem i sokiem z cytryny (szczególnie późną jesienią) ale oliwa to świetna sprawa. Dodaję ją do wszystkich warzyw ( tak jak czosnek) mimo, że tylko niektóre potrzebują tłuszczu do pełnego przyswojenia. Witamina C jest nam potrzebna tak jak i inne witaminy ale zwiększanie znacząco jej ilości w przypadku przeziębień nie ma podobno uzasadnienia. Cytrusy zaś oprócz witaminy C mają inne cenne właściwości i np. 1 pomarańcza zawiera prawie 200 różnych związków w tym ok. sześćdziesięciu polifenoli oraz liczne związki z klasy bardzo aromatycznych terpenów.
Nigdy nie używam sztucznych witamin itp. Coraz częściej ostatnio mówi się, że nie są dobrze przyswajane przez organizm.
Po jakim czasie przelewasz wina? Moja kuchnia wygląda jak jakaś bimbrownia bo nie mama gdzie trzymać balonów. Po przelaniu przenoszę je do piwnicy i robi się luźniej ale moje wina jeszcze pracują.
Ostatnio wspomagam się zdrowotnie i profilaktycznie zeszłorocznym z aronii (żadnych przykrych smaków czy zapachów). Dodaję do kieliszka odrobinę soku z pigwy i jest jeszcze lepsze.
Ciągle jeszcze sporo pigwy na krzaczkach i czeka tylko na trochę mojego wolnego czasu i chęci.
Cukinii jeszcze więcej niż latem i ciągle zawiązują się nowe, istne szaleństwo w tym roku, nigdy nie miałam takich ogromnych krzaków. Nikt jej już nie chce ode mnie brać i oprócz mnie nikt nie chce jej jeść a ja ciągle eksperymentuję ostatnio były lazanie a jutro zupa z mleczkiem kokosowym i kurkumą.
Zaczęłam na bieżąco przygotowywać kapustę bo taką jeszcze młodą i pięknie zieloną najbardziej lubię. To taki okres kiedy zaczynam rano od pomidorów, po południu kapusta a wieczorem cukinia. Oczywiście z dodatkami i sałatami a pomiędzy owoce. Cudny czas. A przecież gotowa już dynia i inne warzywa.

Ania / postów: 424
Forumowicz miesiąca

24.09.2009 17:25

Niesamowicie Ci zazdroszczę tych poranków, Mileno. Moje zaczynają się o piątej. Otwieram okno, ale nadal mam je zasłonięte - urok osiedla w mieście :-( , więc nie doświadczam widoku jesieni nad ranem. W sobotę może dane mi będzie się tym nacieszyć, gdy pojadę przelewać wina i nalewki.
Jesień rozpoczęła się rzeczywiście bardzo ładnie. Pewnie góry ubrała w cudownie ciepłe kolorki...
Ze zdrowiem już lepiej, dziękuję. Z gardłem rozprawiłam się już w niedzielę. Tylko katar został - wiadomo: leczony trwa tydzień, nieleczony 7 dni ;-) Po rosie teraz nie biegam, ale latem robiłam to prawie codziennie wyprawiając się po bazylię do ogródka. Codziennie teraz wypijam szklankę lub dwie mleka z miodem, a rano i wieczorem wypijam po 2 łyżeczki oliwy z oliwek, by mieć aksamitny głos jak Barbara Kraftówna.
O działaniu wit. C też słyszałam, że to mit z ust lekarza, chyba immunologa. Rozmowy słuchałam jakiś rok lub więcej temu, więc dokładnie nie pamiętam. W każdym razie utkwiło mi w pamięci, że odporność nabywa się poprzez odpowiednie odżywianie się, a nie szprycowanie wit. C. On w każdym razie swoim pacjentom jej nie przepisywał, a zalecał zmianę sposobu odżywiania i ruch.

milena / postów: 433
Forumowicz miesiąca

23.09.2009 08:10

Dzisiaj znowu Lato w pełnie nie otwiera się do końca a więc nie mogę się dopisać. Nie wiem czy to poranne fanaberie czy celne przypomnienie, że nastała jesień. Za oknem poranne słońce i mgiełka na horyzoncie. Ptaki jeszcze ciągle śpiewają a poza tym cisza. Pięknie zaczyna się ta jesień a więc zaczynam nowy wątek.
Okno też mam otwarte, jak zwykle, ale mam nadzieję, że niczego złego mi wiatr a właściwie lekki wiaterek, nie przywieje. Liczę na wzmacniające efekty codziennych dawek czosnku, cebuli i witaminy C w naturze chociaż ostatnio czytałam, że z tym działaniem witaminy C to mity ale ja lubię dodawać kwaśne do prawie wszystkiego.
Życzę Wam bardzo, bardzo dużo zdrowia. Nie wiem jak u Ciebie Aniu ale u Piterka to chyba grypa a więc przede wszystkim trzeba ją wyleżeć. Nie biegaliście chyba boso "po rosie" - to podobno najlepiej uodparnia.
Mieszczuchom jedynie odporność może pomóc bo wirusy krążą wśród ludzi.
Mam nadzieję Piterku, że już zapomniałeś o konkursie. Twój ogród jest piękny i bardzo zadbany i powinieneś być z niego dumny. Widać, że go lubisz i dobrze się w nim czujesz a to najważniejsze. W konkursach zwłaszcza tych "uznaniowych" rzadko zwyciężają najlepsi a poza tym zresztą trudno o obiektywną ocenę bo przecież każdy ma inne upodobania.
Coraz większa ilość ścieżek rowerowych bardzo mnie cieszy bo lubię widok ludzi śmigających na rowerach.
Wolę jednak jeździć poza miastem gdzie nie muszę uważać na samochody, znaki i pieszych.
Komary niestety wróciły po dłuższej przerwie. Wczoraj malowałam drewniane płoty i musiałam co chwilę machać zachlapanymi farbą rękawiczkami i pędzlem co nie pozostało bez wpływu na stan czystości mojej odzieży i ciała. Komarki są małe ale strasznie nachalne i kąśliwe. Chyba jakiś nowy miot.
W warzywniku ciągle się sporo dzieje ale to co napisałam gdzieś mi zniknęło a teraz muszę jechać po gazety do śniadania.