Artukuły

Śmieci

Tagi: miasta, recykling

Śmieci są nieodłącznym elementem naszej cywilizacji. Z roku na rok, wraz z rozwojem przemysłu i zwiększaniem się światowej populacji, ich ilość niebezpieczne rośnie. Stanowią śmiertelne zagrożenie dla środowiska, a jednocześnie stały się znaczącym towarem eksportowym. Podczas gdy niektóre państwa starają się pozbyć swoich śmieci, inne zarabiają na składowaniu i przetwarzaniu cudzych. Handel odpadami stał się bardzo dochodowym biznesem, a zajmujące się nim firmy - siłą, z którą należy się liczyć.

O tym, jak bardzo dotkliwy może być strajk śmieciarzy, przekonali się mieszkańcy Neapolu w 2007 roku. Na ulicach miasta i w jego okolicach zaległy setki tysięcy ton gnijących odpadów, wywołując niemożliwy do zniesienia fetor i realne zagrożenie wybuchu epidemii. Do szpitali zgłaszały się dziesiątki osób z objawami zatrucia pokarmowego. Pomiędzy stertami odpadów biegały dobrze wyrośnięte szczury, wywołujące panikę wśród przechodniów. W obliczu realnej katastrofy sanitarnej władze miasta wysłały na ulice oddziały obrony cywilnej, policję i karabinierów. Straż pożarna gasiła setki pożarów, gdyż zdesperowani mieszkańcy masowo podpalali góry śmieci. Ostatecznie, po wielu miesiącach i interwencji rządu, sytuacja została opanowana, ale problem śmieci w Neapolu nie zniknął. Nie jest tajemnicą, że tamtejsze firmy zajmujące się skupem, wywozem, składowaniem i utylizacją śmieci są opanowane przez mafię. Z powodu jej zachłanności w Kampanii nie ma już gdzie składować odpadów. W ostatnich latach południowe Włochy stały się śmietnikiem dla reszty kraju i na miejscowe odpady zwyczajnie zabrakło miejsca. Dlatego obecnie część tamtejszych śmieci wywożona jest do...Niemiec.  

Przez wieki nikt z własnej i nieprzymuszonej woli śmieciami się nie zajmował. W starożytności ten przykry obowiązek spoczywał na barkach niewolników. W średniowieczu królowie i książęta wydawali dekrety mające zmusić poddanych do sprzątania po sobie. Mimo groźby surowych kar opór ludności był silny. Pomyje, wylewane wprost za okno, szeroką strugą spływały ulicami miast. Grubsze odpady zakopywano na podwórkach albo wyrzucano do rowów. Włodarze najlepiej zorganizowanych miast tworzyli specjalne służby sprzątające. Już na początku XIV wieku we Florencji istniały dwie gildie rzemieślnicze odpowiedzialne za czystość: śmieciarzy i czyścicieli kanalizacji. W tym samym czasie powstała pierwsza grupa zawodowych śmieciarzy w Paryżu, a na obrzeżach francuskiej stolicy założono wysypisko. Dla porównania, w Londynie pierwsze wysypisko powstało dopiero w 1670 roku.

Jednak na dobre oczyszczaniem miast zajęto się dopiero w połowie XIX wieku, kiedy problem odpadów stał się wyjątkowo palący. Powstawały wówczas setki nowych zakładów przemysłowych, a tysiące ludzi migrowały do metropolii w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Proces ten był szczególnie intensywny w Wielkiej Brytanii. Dzielnice robotnicze tamtejszych miast rozrastały się w zawrotnym tempie. Panował w nich ścisk i fatalne warunki sanitarne. Powtarzające się epidemie chorób zakaźnych skłoniły brytyjskie władze do działania: wywożenie śmieci miało być odtąd finansowane z miejskiego budżetu. W tym samym mniej więcej czasie w Paryżu wprowadzono przepis nakazujący mieszkańcom codziennie rano wystawiać śmieci. Zbieraniem ich sprzed domów zajęły się wyspecjalizowane firmy, które wkrótce zaczęły ze sobą konkurować.

W XX wieku okazało się, że wywóz i utylizacja śmieci to żyła złota. Jako pierwsza wpadła na to mafia w Stanach Zjednoczonych. W latach 30. XX wieku członkowie rodziny Gambino założyli duże przedsiębiorstwo zajmujące się sprzątaniem ulic. Jeden z bossów stanął na czele związku zawodowego śmieciarzy stanu New Jersey, co stwarzało możliwość organizowania strajków i wywierania presji na klientach. Szybko rozrastające się prywatne zakłady przemysłowe produkowały coraz więcej odpadów, które trzeba było gdzieś wywozić. Najsprawniej, a zarazem dyskretnie, czyniła to mafia. Bez trudu znajdowała nowe tereny do składowania śmieci. Kontrolowała amerykański rynek odpadów aż do lat początku lat 90. XX wieku. Wówczas to, wobec zauważalnego wzrostu poziomu skażenia środowiska, zaczęto głośno mówić o potrzebie ochrony przyrody. Opinia publiczna, szczególnie w krajach zamożnych i wysoko rozwiniętych, domagała się od swoich rządów konkretnych działań. Opracowaniem nowych metod utylizacji odpadów zajęły się instytuty naukowe. Stworzono też programy edukacyjne, mające m.in. uświadomić obywatelom konieczność segregowania odpadów tak, by nadawały się do recyklingu.

Od kilkunastu lat symbolem dbałości o środowisko naturalne jest Szwecja. Podstawowych zasad ekologii tutejsze dzieci uczą się już w przedszkolu. Poza zauważalnymi korzyściami dla przyrody, recykling przynosi Szwedom wymierne zyski finansowe. Śmieci stały się dla nich tanim i łatwo dostępnym surowcem energetycznym. Szwedzi nie dość, że skrzętnie zbierają swoje odpady, to jeszcze skupują je od Norwegów i Holendrów. Szwecja zajmuje dziś pierwsze miejsce w Unii Europejskiej w odzyskiwaniu energii zmagazynowanej w odpadach. Śmieci wykorzystywane są jako paliwo w elektrociepłowniach i elektrowniach. Niestety, nie wszystkie kraje stać na zastosowanie wysoko zaawansowanych technologii, którymi dysponuje Szwecja. Wiele państw tzw. Trzeciego Świata zarabia na śmieciach w inny sposób: udostępnia swoje terytorium jako miejsce składowania cudzych odpadów.

Wysypiska śmieci stanowią dziś nieodłączny element krajobrazu, znajdują się przeważnie na peryferiach miast. Choć unosi się nad nimi uciążliwa woń rozkładu, wbrew pozorom są miejscem tętniącym życiem. W wielu miejscach świata, np. w krajach Ameryki Południowej, Azji i Afryki, rosną wokół nich rozległe osiedla slumsów. Ich mieszkańcy żyją z tego, co znajdą na wysypisku. Zbieracze złomu, plastiku, szkła i makulatury przerzucają codziennie tony odpadów w poszukiwaniu surowców, które mogliby sprzedać na skupie lub wykorzystać w inny sposób. Budują sobie prowizoryczne schronienia i codziennie walczą o przetrwanie w tych wyjątkowo niesprzyjających warunkach.

O tym, jak trudno jest przeżyć na wysypisku, bez dostępu do udogodnień współczesnej cywilizacji, przekonali się uczestnicy brytyjskiego programu telewizyjnego pt. WYSYPANI, który można oglądać na antenie Domo. Bohaterowie programu to 11 osób, które zgodziły się wziąć udział w „eko-wyzwaniu” nie wiedząc dokładnie, na czym ma ono polegać. Myśleli, że pojadą do amazońskiej dżungli albo w inne dziewicze miejsce. Okazało się jednak, że mają spędzić trzy tygodnie na wysypisku, wśród hałd śmieci, kurzu, brudu i chmar much. Sami mają sobie zbudować schronienie, prysznic i toaletę. Muszą też wydobyć z wysypiska przedmioty nadające się do sprzedaży na skupie surowców wtórnych. Czy uda im się przetrwać w tych ekstremalnych warunkach?

Ciekawe linki:
www.greenpeace.org/poland/
www.naszaziemia.pl
www.ekologia.pl

Edycja wpisu

zawijanie tekstu