Strona główna

Artukuły

Czas opuścić gniazdo

Trzydziestka, albo i czterdziestka na karku, a oni nadal mieszkają z rodzicami. Wieczne dzieci, kidults, bamboccioni. W krajach wysoko rozwiniętych jest ich coraz więcej. Twierdzą, że nie stać ich na samodzielność i często jest to prawda. Nie brak też takich, którzy zostają z rodzicami dla wygody. Na antenie DOMO+ pokazujemy portretującą to zjawisko serię reality Czas opuścić gniazdo.

Dorosłe dzieci nie chcą wyprowadzić się z domu. To sytuacja doskonale znana zarówno w krajach Unii Europejskiej, jak w Australii, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. W południowej Europie urosła do rangi poważnego, społecznego problemu. Od kilku lat boleśnie odczuwalny jest brak gospodarczej koniunktury. Rynek pracy się skurczył, brakuje ofert dla absolwentów. Tysiące młodych ludzi pracują znacznie poniżej swoich kwalifikacji i zarabiają tak niewiele, że nie stać ich na samodzielność. Nazywani są „pokoleniem 1000 euro”, ale często zarabiają jeszcze mniej. Z każdym rokiem na Półwyspie Apenińskim przybywa dorosłych dzieci, które mieszkają z rodzicami do 30., a nawet 40. roku życia. Określa się ich mianem bamboccioni. Włoscy socjologowie są zaniepokojeni, problem dostrzegli też politycy. Rosnące szeregi "wiecznych dzieci" stały się ważnym tematem w debacie publicznej. Jedni kpią z niedojrzałych dorosłych, inni bronią ich, oskarżając państwo, w którym młodzi nie mają perspektyw rozwoju.

Bamboccioni są wszędzie, w dużych miastach i we wsiach, na biedniejszym południu i zamożnej północy. Włoscy demografowie alarmują, że w 1987 roku 46,8 procent Włochów w wieku od 20 do 34 lat mieszkało z rodzicami, w 1995 - 52,3 procent, a dziś stanowią 69 procent w tej grupie wiekowej. Jakie są przyczyny tego zjawiska? Według Istituto Nazionale di Statistica dwie trzecie spośród mieszkających u rodziców, pracujących osób przed trzydziestką zarabia poniżej 1000 euro miesięcznie. Niemal 3 mln Włochów i Włoszek w wieku 20–35 lat mimo kwalifikacji, usilnych starań nie może znaleźć zatrudnienia na stałe i godziwej płacy. Z ponad 150 tysięcy młodych ludzi, którzy co roku kończą studia we Włoszech, 53 procent przez rok nie może znaleźć żadnej pracy, a 44 procent po upływie 3 lat nadal nie ma etatu. Winą za tę sytuację obarczane są kolejne włoskie rządy, które zliberalizowały prawo pracy, zezwalając na „elastyczne” formy zatrudnienia. Pracodawcom pozwolono zatrudniać młodych na umowy-zlecenia, umowy o dzieło i staże. Półroczne i roczne umowy o pracę przedłużane są w nieskończoność, a jeśli komuś się to nie podoba, na jego miejsce jest tłum chętnych.

Kiedy państwo zawiodło, jedynym oparciem dla młodych są rodzice. Bywają też wyznacznikiem standardu życia, poniżej którego dzieci nie chcą zejść. Dlatego coraz liczniejsi są bamboccioni w dobrze sytuowanych rodzinach. Wolą żyć dostatnio w apartamencie mamy i taty niż skromnie, w ciasnym mieszkanku. Młodość ich rodziców przypadła na rewoltę 1968 roku. W owym czasie maminsynek był postrzegany jako burżuj lub nudziarz bez buntowniczej żyłki. Dziś mieszkanie z mamusią nie jest już obciachem. Bunt przeciwko rodzinie wypalił się, bo to rodzina daje ochronę przed drapieżnym światem i samotnością. A przy okazji zapewnia mieszkanie, wikt, opierunek, telewizję, Internet, a nawet kieszonkowe. Jeszcze do niedawna oczywistym bodźcem do opuszczenia rodzinnego gniazda było założenie własnej rodziny. Jednak średni wiek wejścia w związek małżeński stale się przesuwa: pod koniec lat 90. było to 28 lat, obecnie 30. Dorosłe dzieci bogatych rodziców kończą studia, piszą doktoraty, zaliczają kolejne kursy i czekają na propozycje ciekawej i świetnie płatnej pracy, która pozwoli im żyć na poziomie adekwatnym do oczekiwań. Sęk w tym, że na włoskim rynku pracy na takie oferty absolwenci nie mają co liczyć. Bamboccioni z bogatych rodzin nie chcą spuścić z tonu i w efekcie ich szanse na usamodzielnienie się i zrobienie kariery z każdym rokiem maleją.

Za niskie zarobki i brak perspektyw dla młodych ludzi to problem nie tylko włoski. Silnie odczuwalny jest w trawionej kryzysem Grecji, gdzie młodzież coraz liczniej wychodzi na ulice, okupuje uczelnie i daje wyraz swojej frustracji w gwałtownych starciach z policją. Bezrobocie młodych przekroczyło już 20 procent, nie powstają nowe miejsca pracy, a wszystkie branże zapowiadają zwolnienia. Ciężko nawet o sezonową pracę w turystyce, bo po wprowadzeniu euro Grecja stała się droższa od sąsiedniej Turcji i przez to mniej atrakcyjna. Turyści boją się też zamieszek, które wstrząsają krajem stojącym na skraju bankructwa. Napięcie narasta również w Hiszpanii, w której trwa najpoważniejszy kryzys od dziesięcioleci. Bezrobocie wśród osób poniżej trzydziestki sięga 17 procent. 6 na 10 młodych wciąż mieszka z rodzicami. Nie więcej niż tysiąc euro zarabia dziś ponad 11 mln Hiszpanów, z czego 62 procent stanowią osoby do 35 roku życia. To jedne z najniższych pensji w strefie euro. Jak pokazały badania przeprowadzone w Madrycie, ponad połowa jego młodych mieszkańców musi przeżyć za mniej niż 600 euro.

Młodzi Włosi, Hiszpanie i Grecy nie widzą dla siebie przyszłości we własnych krajach. Powszechnym marzeniem studentów i absolwentów jest wyjechać na staż za granicę i zostać tam na stałe. Najchętniej w Londynie, który nadal jest symbolem wielkich możliwości. Można tam znaleźć nie tylko dobrze płatną pracę, ale i dostać stypendium naukowe. Południowej Europie grozi drenaż mózgów, bo wyjeżdżają najzdolniejsi i najbardziej przedsiębiorczy. Ci, którzy nie decydują się na wyjazd, wynajmują mieszkania w kilka osób albo zostają z rodzicami.

Edycja wpisu

zawijanie tekstu