Tagi: luksus, miasta, nieruchomości

W każdej metropolii jest taka dzielnica, w której mieszkają ludzie najbogatsi i najbardziej wpływowi. Nieruchomości osiągają tu astronomiczne, a nawet absurdalne ceny, a jednak chętnych jest zawsze więcej niż ofert sprzedaży. Pomiędzy sąsiadami trwa cicha rywalizacja o to, czyja posiadłość jest najbardziej imponująca. Efekty tej walki o prestiż są często kontrowersyjne, ale zawsze robią wrażenie. O tym, jak mieszkają najbogatsi obywatele różnych krajów świata, opowiada pokazywany na antenie Domo serial dokumentalny pt. Superdomy.
Dzisiejsza Moskwa jest miastem jaskrawych kontrastów. Naprawdę wielkie pieniądze sąsiadują tu ze zgrzebnością, bezdomnością i biedą. W okresie komunizmu niemal wszyscy mieszkańcy stolicy, poza nieliczną grupą uprzywilejowanych, żyli w maleńkich mieszkankach, na betonowych blokowiskach. Większe lokale, znajdujące się w starych kamienicach, dzielono i osiedlano w nich po kilka rodzin. Obcy ludzie latami żyli pod jednym dachem, korzystając ze wspólnej kuchni i łazienki. Nikt nie posiadał mieszkania na własność. Po upadku komunizmu sytuacja uległa zmianie. Teoretycznie każdy może być właścicielem nieruchomości, choć niewielu na to stać, zwłaszcza w Moskwie i Petersburgu. Z drugiej strony prężnie rozwija się rynek nieruchomości luksusowych. Rozwarstwienie dochodów z roku na rok się pogłębia. Na przestrzeni zaledwie dwóch dekad powstała prężna klasa biznesmenów, którzy w szybkim tempie dorobili się gigantycznych pieniędzy, korzystając z chaosu panującego w pierwszych latach ustrojowej i gospodarczej transformacji. Większość rosyjskich krezusów chce mieć apartament w Moskwie, bo to buduje prestiż i pozwala być blisko centrum wydarzeń. Dlatego już w późnych latach 90. XX wieku wybudowano tu pierwsze apartamentowce i wciąż buduje się następne. Najbardziej prestiżowa lokalizacja to okolice Kremla. Apartamenty z widokiem na połyskującą złotem cerkiew Chrystusa Zbawiciela osiągają ceny kilku, a nawet kilkunastu milionów dolarów. Co ciekawe, większość nabywców płaci gotówką, aby uniknąć oficjalnego potwierdzenia swojej zamożności i płacenia podatków. Naprawdę bogaty Rosjanin oprócz apartamentu w Moskwie chce także mieć podmiejską rezydencję. Najlepiej przy Rublowce, czyli Szosie Rublowskiej, biegnącej przez zachodnie przedmieścia Moskwy. Niegdyś mieli tu swoje dacze Józef Stalin, Leonid Breżniew i Borys Jelcyn. Dziś, za bardzo wysokimi ogrodzeniami, kryją się pałace miliarderów i celebrytów, takich jak szef Gazpromu Aleksiej Miller i reżyser Nikita Michałkow. Mieszkają tu także politycy i wysocy urzędnicy państwowi. Rublowka stała się swoistą enklawą odgrodzoną od świata murem, mającą własną ochronę i luksusowe sklepy. Ceny domów oscylują wokół kilku milionów dolarów. Najmodniejsze miejscowości - Żukowka i Barwicha - są już ciasno zabudowane. Niełatwo kupić tu nieruchomość, a chętnych nie brakuje.
Dla najbogatszych Rosjan pracuje Filip Bogdanow, agent nieruchomości z najwyższej półki. Jego firma działa pod szyldem międzynarodowej agencji Sotheby’s. Bogdanow jako jeden z pierwszych dostrzegł potencjał drzemiący w tej branży. Technik sprzedaży uczył się w Stanach Zjednoczonych, stamtąd też przywiózł żonę, z którą wspólnie prowadzi interesy w Moskwie. Amerykanka określa rosyjski kapitalizm mianem kowbojskiego i ma wiele racji. Tak jak w pionierskich czasach na Dzikim Zachodzie, tak we współczesnej Rosji największą szansę na finansowy sukces mają ludzie twardzi i niebojaźliwi, często działający na granicach prawa, albo i poza nimi. Ludzie ci otaczają się ochroniarzami uzbrojonymi w kałasznikowy, ich samochody mają kuloodporne szyby i pancerne wzmocnienia. Szukają apartamentów z profesjonalną, całodobową ochroną i domów z nowoczesnym systemem monitoringu i wysokim murem. Bezpieczeństwo to dla nich kluczowa kwestia, bo zagrożenie zamachami i kidnapingiem w tej grupie społecznej jest wysokie. Nazywani są nowymi Rosjanami, inaczej nuworyszami. To raczej nie komplement, bo kojarzy się z nieokrzesaniem i brakiem gustu. I faktycznie, upodobania tych wybrańców fortuny często są więcej niż dyskusyjne.
Kluczowym elementem wystroju wnętrz jest złoto - im go więcej, tym lepiej. Złocone są meble i tkaniny obiciowe, żyrandole i kinkiety, sztukaterie i malowidła ścienne, lustra i krany. Tak jest w pałacu Władimira Bryncałowa, miliardera, potentata branży farmaceutycznej i producenta wódki, swego czasu kandydata na prezydenta Rosji. Zamiłowanie oligarchy do złotego kruszcu podziela jego małżonka, Natalia, z wykształcenia księgowa - to jej pomysłem były złote klamki. W pałacu Bryncałowów jest 5000 metrów kwadratowych złoceń, 30 różnych rodzajów marmuru i 100 ręcznie tkanych perskich dywanów. Dominują meble w stylu Ludwika XIV. Bryncałow uważa się za nowego arystokratę i mecenasa sztuki. Jest dumny, że ma co pokazać światu. Zlecił kilku malarzom wykonanie kopii najbardziej znanych obrazów oraz pokrycie ścian i sufitów pałacu malowidłami w stylu barokowym. Twarze postaci pierwszoplanowych mają rysy państwa Bryncałowów. Gospodarze są też uwiecznieni na barwnych witrażach. Dla młodszego pokolenia nowych Rosjan barokowo-jarmarczny przepych a la Bryncałow jest żenujący. W Moskwie stopniowo rozwija się moda na nowoczesność i minimalizm. Rzecz jasna - za wielkie pieniądze.
Zamiłowanie do luksusu, zbytku i ostentacji nie jest bynajmniej wyłączną domeną nowych Rosjan. O tym, jak mieszkają najbogatsi mieszkańcy Moskwy, Londynu, Los Angeles, Nowego Jorku oraz amerykańskiego stanu Wyoming i karaibskiej wyspy Barbados opowiada serial dokumentalny pt. Superdomy, który prezentujemy na naszej antenie.