
W południowych Indiach, nad brzegiem oceanu, leży niewielka wioska. 20 lat temu trafił do niej szwedzki turysta i filmowiec. Zafascynowany tym miejscem i jego mieszkańcami odwiedził je jeszcze kilkakrotnie. Za każdym razem dokumentował przemiany cywilizacyjne, które się tu dokonywały. Tak powstał film pt. Złota plaża, który pokazujemy na antenie Domo.
W latach 80. ubiegłego wieku młody szwedzki filmowiec Hasse Wester wybrał się w podróż dookoła świata. Dotarł do południowych Indii, do niewielkiego miasteczka na wybrzeżu. Spacerując po okolicy doszedł do pustej, piaszczystej plaży. Tuż obok znalazł niewielką wioskę. Jej mieszkańcy żyli tak jak ich przodkowie przed wiekami - w glinianych chatach krytych strzechą. Nie umieli czytać ani pisać. Nigdy nie słyszeli ani słowa po angielsku. Nie znali elektryczności ani telefonu. Nie zetknęli się z białymi turystami, którzy już wówczas licznie odwiedzali Indie. Zajmowali się tradycyjnym rolnictwem, uprawiali ryż, palmę kokosową i warzywa. Tworzyli wielopokoleniowe, liczne rodziny, żyjące pod jednym dachem. Obcego przybysza powitali otwarcie i serdecznie. Szczególną gościnność okazał mu Maneshwara, od którego Szwed zaczął się uczyć miejscowego języka. Gdy już w końcu mogli się porozumieć, Maneshwara spytał Hassego czy to prawda, że ziemia jest okrągła i czy w jego kraju też są gwiazdy. Hasse przerwał swoją podróż i został w indyjskiej wiosce przez rok. Zamieszkał w tradycyjnej chacie i zaprzyjaźnił się z mieszkańcami. Dziwił się, że tubylcy nie kąpią się w morzu ani nie odpoczywają na plaży. Oni dziwili się, jak można czerpać z tego przyjemność.
Hasse wrócił do rodzinnej Szwecji, ale postanowił odwiedzać swoich przyjaciół w Indiach co jakiś czas. Już po kilku latach zaobserwował pierwsze znaczące zmiany. Do wioski dotarli biali turyści. Z każdym rokiem przyjeżdżało ich coraz więcej. Wieść o złotej, piaszczystej plaży przekazywali sobie kolejni znajomi. Wiele osób chciało pomieszkać w bambusowej chacie, rozkoszować się spokojem i słońcem. Tubylcy spostrzegli, że na turystach można nieźle zarobić. Na plaży pojawiły się stragany z napojami, owocami i ciastkami. Wieśniacy pobudowali nowe chaty specjalnie dla zagranicznych gości. Niektórzy szybko zrozumieli, że turystyka to nie jest łatwy kawałek chleba. Wraz z białymi pojawiły się śmiecie – plastikowe butelki, puszki i inne wytwory współczesnej cywilizacji. A także zawiść i rywalizacja pomiędzy tubylcami o to, kto więcej zarobi. "20 lat temu Bóg przechadzał się wzdłuż plaży. Dzisiaj już nie" - mówi Sukuru, najstarszy mężczyzna w społeczności. W wiosce jest już elektryczność. Dzieci nie pracują od rana w polu - chodzą do szkoły. Codziennie przyjeżdża do nich nauczyciel z miasta, należący do wysokiej kasty - braminów. Nie tylko uczy czytać i pisać – w swoim mniemaniu wypełnia też misję cywilizacyjną. Chce, aby dzieci nabrały ogłady i przystosowały się do wymogów nowoczesności. Trudno powiedzieć, czy wyjdzie im to na dobre.