Tagi: wnętrza

Współczesna cywilizacja głosi pochwałę porządku. Od ludzi oczekuje się, że będą dobrze zorganizowani, zdyscyplinowani i schludni. Takich cech wymagają od pracowników firmy i korporacje. Pedanteria jest w dobrym tonie. Liczne książki i programy poradnikowe pokazują bałaganiarzom, jak mają uporządkować swoje otoczenie i życie. Bo chaos zewnętrzny utożsamiany jest z wewnętrznym. Ktoś, kto ma bałagan na biurku, musi być źle zorganizowanym człowiekiem, na którym nie można polegać. Czy tak jest naprawdę? Na antenie Domo pokazujemy film dokumentalny pt. Bałagan, czyli wszystko w porządku, którego bohaterowie uważają, że porządek jest mocno przereklamowany.
Josh Freed z Montrealu jest cenionym felietonistą i filmowcem, a także zdeklarowanym bałaganiarzem. Twierdzi, że jego najlepsze pomysły rodzą się z chaosu. Nigdy nie wie, co znajdzie na biurku i to jest piękne. Zamiast segregować papiery woli je rozrzucać. Konsekwentnie przeciwstawia się presji otoczenia. Uważa, ze idealnie uporządkowane biurko to oznaka słabości i miałkości umysłu. Bałagan nie jest problemem dla kogoś, kto jest mistrzem bałaganu. Freed często czuje się jak ostatni dinozaur w nowej, posegregowanej rzeczywistości. Wcale jednak ostatni nie jest. Bałagan może być kluczem do sukcesu - i to w bardzo różnych dziedzinach.
Irwin Cotler to były minister sprawiedliwości Kanady, członek parlamentu, aktywnie działający na rzecz obrony praw człowieka. Jego biurko jest zawalone papierami, które dobitnie świadczą, jak wiele jest do zrobienia. Widok sterty teczek działa na Cotlera mobilizująco. Nikomu nie pozwala tknąć swojego bałaganu. Gdyby ktoś ruszył cokolwiek, Irwin musiałby spędzić mnóstwo czasu, zanim by się w tym odnalazł. Teraz ma wszystko pod ręką. Wystarczy, że spojrzy na biurko by wiedzieć, gdzie co jest. Postronny obserwator mógłby powiedzieć, że w takich warunkach nie da się pracować, ale Irwin Cotler jest skuteczny. Podobnie jak Esther Dyson, według magazynu Forbes jedna z najbardziej wpływowych kobiet Ameryki. Ta królowa chaosu urzęduje na nowojorskiej Piątej Alei. Esther Dyson jest wybitnym informatykiem. Pisze o Internecie i prowadzi seminaria w siedzibach wielkich korporacji. Dużo pracuje, często podróżuje po świecie. Według niej czas spędzany na porządkowaniu jest czasem straconym. Za każdym razem, kiedy wraca do swojego biura myśli: „ale tu bałagan”. Nie rzuca się jednak, by sprzątać. Dla niej rachunek jest prosty: albo straci mnóstwo czasu na próbach zaprowadzenia porządku, albo zrobi w tym czasie coś konstruktywnego. Z takiego samego założenia wychodzi inny nowojorczyk, znany radiowiec John Shaefer. Schaeffer słynie z awangardowych audycji muzycznych. Twierdzi, że najlepsze dzieła rodzą się z chaosu. Jego biurko pełne jest ciekawych płyt demo i projektów, które czekają na właściwy moment. Dla Shaefera kreatywność to efekt przypadku - nagłe odkrycie czegoś, co leży tuż pod naszym nosem. Zaletą bałaganu jest to, że wszystko widać jak na dłoni. Zamiast szukać, od razu wpada się na coś fajnego, i jeszcze coś, co leży tuż obok. Porządek niszczy związki miedzy rzeczami, oddziela pomysły jeden od drugiego, zmniejszając szansę na doznanie olśnienia. A szanujący się twórca nie może do tego dopuścić.