Artukuły

Antoni Gaudi

Tagi: Antoni Gaudi, architekt, architektura, Barcelona, miasta

Jego prace są ozdobą i znakiem rozpoznawczym Barcelony. Współtworzą niezwykły klimat tego miasta. Projektował wszystko - od ulicznych lamp i ławek po kaplice, kamienice i pałace. Antoni Gaudi był wyprzedzającym swą epokę wizjonerem. Miał trudny charakter i niezłomną wolę. Jego budowle przeniosły architekturę do krainy baśni. Niektórzy uznają go za najbardziej nowatorskiego architekta epoki. Dla innych był maniakiem religijnym i piewcą złego gustu. Uważają, że Sagrada Familia najlepiej pasowałby do parku rozrywki. Picasso ją wyśmiał. George Orwell nazwał „najszkaradniejszą budowlą świata”. Dziś podziwiają ją miliony turystów. Ten kościół stał się symbolem miasta. A Gaudi jego najsławniejszym obywatelem. Na antenie Domo pokazujemy film Barcelona Gaudiego - o mistrzu i jego mieście.

Większość źródeł podaje, że Antoni Gaudi przyszedł na świat 25 czerwca 1852 roku w mieście Reus, w Katalonii. Jednak mieszkańcy oddalonego o kilka kilometrów niewielkiego Riudoms uparcie twierdzą, że mistrz urodził się u nich. Katalończycy to dumni ludzie. Reus i Riudoms do dziś spierają się o Gaudiego. To sprawa honoru i gorącego temperamentu. Pewna mieszkanka Riudoms twierdzi, że jej prababcia była akuszerką i pomogła Gaudiemu przyjść na świat w domu, który nazywa się Mas de la Calderera i leży na obrzeżach Riudoms. Pewne jest, że Gaudi został ochrzczony w Reus, zachowały się dokumenty, które to potwierdzają. Jego ojciec był kotlarzem, miał własny warsztat. Syn od najmłodszych lat obserwował go i mu pomagał. Kształtując płachty miedzi wiele się nauczył o projektowaniu przestrzennym. Mały Gaudi potrzebował spokoju panującego w wiejskim domu Mas de la Calderera. Jako dziecko zapadł na gorączkę reumatyczną. Miał poważne kłopoty z chodzeniem, nie mógł biegać, rzadko bawił się z rówieśnikami. Najpewniej już jako dziecko stał się samotnikiem. Pasjonował się obserwowaniem przyrody, spędzał długie godziny nad mikroskopem. Jego wczesne rysunki przedstawiają rośliny i zwierzęta. Gdy wyzdrowiał na tyle, że mógł zacząć uczęszczać do szkoły w Reus, ku zaskoczeniu wszystkich dostał złą ocenę na egzaminie właśnie z rysunku. Najważniejszymi przedmiotami dla chłopca stały się religia i matematyka. Jako nastolatek wraz z dwoma kolegami odbył podróż do zrujnowanego cysterskiego klasztoru w Poblet. W romantycznym porywie ślubowali, że odbudują go własnymi rękami. Pomysł wydawał się nierealny i świadczył o tym, że już za młodu ambicje Gaudiego przekraczały granice możliwości. Jednak klasztor w końcu został odbudowany. Jeden z przyjaciół Gaudiego odegrał ważną rolę przy zbieraniu pieniędzy na ten cel. Rówieśnikom ze szkoły Gaudi wydawał się nieco dziwny. Zbyt dojrzały jak na swoje lata. Ale gdy przybył na studia do Barcelony, wiedział już, czego chce od życia. Pragnął całkowicie poświęcić się architekturze. Starannie wybierał przedmioty i wykłady. Dużo czytał, interesował się filozofią. W roku 1878 ukończył studia i dostał pierwsze zamówienie - na projekt ozdobnych lamp na Placa Reial.

W tym czasie Gaudi zawarł znajomość, która miała ogromny wpływ na jego karierę i życie. Wyjątkowo bogaty przemysłowiec Eusebi Guell okazał się być niewyczerpanym źródłem funduszy, które przez długie lata pozwoliły Gaudiemu realizować śmiałe fantazje architektoniczne. Był otwarty na najbardziej nawet ekscentryczne pomysły i hojny niczym Medyceusze. Relacja klient-architekt szybko przerodziła się w przyjaźń. Gaudi i Guell byli sobie duchowo bliscy i wiele spraw postrzegali identycznie. Ich pierwszy wspólny projekt powstał w posiadłości Guella w Pedralbes, na obrzeżach Barcelony. Gaudiemu zlecono zaprojektowanie eleganckiego wejścia, godnego siedziby bogacza. W rezultacie powstał pawilon, kompleks stajni oraz portiernia, wszystko w stylu mauretańskim. Następnym przedsięwzięciem była nowa siedziba Guella, budowana wedle zasady „nie oszczędzać”. Tą zasadą Gaudi kierował się do końca swojej kariery. Gdy osobisty sekretarz Guella z oburzeniem pokazał pryncypałowi, ile Gaudi wydał na Palau Guell, ten zapytał: „wydał tylko tyle?”. Przemysłowiec dostał to, za co zapłacił - pałac jak z bajki, pełen ekstrawaganckich zdobień i misternych detali.

/Budując Palau Guell Gaudi przekroczył trzydziestkę. Niegdysiejszy dandys powoli zmieniał się w zgryźliwego samotnika. Jego skłonność do wyobcowania pogłębiła się, gdy przeżył zawód miłosny. Znalazł pociechę w religijności i przestał interesować się kobietami. Miał bardzo bogate życie wewnętrzne i nie potrzebował towarzystwa. Swój następny projekt wykonał dla klasztoru św. Teresy. Ascetyczny w formie budynek ozdobił skromnymi, ale charakterystycznymi motywami. Duchownym brakowało pieniędzy i jako zleceniodawcy za bardzo się wtrącali. Jednemu z księży Gaudi powiedział: „zajmijcie się mszami, a ja będę budował”. Wyprzedzający swą epokę twórca najlepiej czuł się pracując dla Guella. Ich następny wspólny projekt powstał nieco na południe od Barcelony. W Santa Coloma de Cervello Guell zaplanował wybudowanie modelowego miasteczka dla swoich robotników. Chciał, aby w centrum stanął kościół. Z czasem kościół w Kolonii Guella stał się ulubioną budową Gaudiego. Piwnice budynku architekt traktował jak laboratorium, w którym testował swoje pomysły konstrukcyjne. Zachowało się tylko kilka rysunków przedstawiających ambitne założenia Gaudiego. Zaplanował wielki kościół, górujący nad okolicą. Zaczął od fundamentów i w efekcie na nich poprzestał. Budowa krypty trwała 15 lat, Guell zmarł przed jej ukończeniem. Współczesnemu obserwatorowi konstrukcja nie wydaje się mocna. Wygląda, jakby mogła się w każdej chwili zawalić. A jednak stoi od blisko stu lat. Jeśli chodzi o architekturę, Gaudi był zjawiskowo arogancki i ambitny. Twierdził, że wszyscy wcześniejsi architekci popełniali błędy. Od zasad, których nauczono go na studiach, wolał własne, zaczerpnięte z obserwacji przyrody. Odkrył, że natura wspaniale wykorzystuje formy geometryczne. Wielu artystów czerpało z natury, ale głównie motywy ozdobne. Gaudi dostrzegał w przyrodzie wielkie bogactwo form konstrukcyjnych. Miał obsesję na punkcie kolumn i uważał, że najlepszą kolumną jest drzewo, które opiera się sile wiatru, ciężarowi śniegu i na dodatek rośnie. Doskonałymi kolumnami są również kości człowieka, a najlepszą kopułą jest ludzka czaszka. Architektura Gaudiego pełna jest rozwiązań konstrukcyjnych i motywów zaczerpniętych z przyrody.

Większość obserwatorów jest zgodna, że najlepszym wspólnym dziełem Gaudiego i Guella jest Park Guell - nieco szalony projekt, imponujący rozmachem i oryginalnością wizji. Przemysłowiec chciał wybudować sześćdziesiąt domów w parku, położonym na zboczu wzgórza. Rozpoczęty w 1900 roku projekt nie został ukończony. Większości działek nie udało się wykupić, domów nie pobudowano. Jednak to, co powstało już od stulecia budzi zachwyt zwiedzających, wywołuje zdumienie i uśmiech. Gaudi i Guell poddali się fantastycznym marzeniom, tworząc utrzymany w greckiej stylistyce rynek. Było to jedno z wielu nawiązań do kultury antycznej, mocno krytykowane za brak oryginalności, za to bardzo podobające się dzieciom. Obramowującą rynek ławka wije się jak serpentyna - można z niej oglądać panoramę miasta. Płytki na mozaikę zostały rozbite drewnianym młotkiem, a potem ułożone przez Gaudiego i jego współpracownika Josefa Marię Juyola. Twórcy wykorzystali także serwis obiadowy i porcelanę dostarczoną przez znanego obywatela miasta. Niektórzy twierdzą, że mozaiki Gaudiego zawierają ukryte symbole masońskie. A widząc przedziwne kształty wysnuwają wniosek, że artysta zażywał substancje halucynogenne. Jednak - może poza grzybami na bajkowych domkach - nic na to nie wskazuje. Inni kontrargumentują, że budowle Gaudiego zawdzięczają swój wygląd nie temu, że twórca był na haju, ale temu, że naśladował przyrodę. A ona nie lubi linii prostych. Stosunek Gaudiego do przyrody znalazł odbicie w jego diecie. Był wegetarianinem. Nawet w pożywieniu dostrzegał formy architektoniczne. Lubił maczać liście sałaty w mleku, bo twierdził, że skoro są pofałdowane, to lepiej nadają się do przenoszenia płynów niż inne warzywa. W 1905 roku postanowił zamieszkać w Parku Guell. Wraz z ojcem inwalidą i siostrzenicą wprowadził się do domku zaprojektowanego przez Francesca Berenguera. Teraz mieści się tu muzeum.

Kwintesencja architektury Gaudiego stoi przy eleganckiej Passeig de Gracia w Barcelonie. To Casa Batllo. Nazywana jest „domkiem z piernika” lub „domem z kości”, bo jej niesamowita fasada wygląda tak, jakby została zbudowana z czaszek i kości. Budynek ma kolczaste balkony i dach przypominający grzbiet smoka. Jest niczym z baśni. Casa Batllo kryje w sobie wiele niespodzianek. Pełno tu niewielkich, wysmakowanych detali. Fantazyjne okna, ramy, armatura i klamki są świadectwem, jak zgrabnie Gaudi łączył niezwykły wygląd ze względami natury praktycznej. Wydał wojnę liniom prostym - w tym budynku jest ich niewiele. Zmagał się z lokalnymi władzami i przepisami. Zmieniał projekt w trakcie realizacji. Wznosił nietypowy, okazały dom na bardzo małej działce. Ignorował urzędników i robił swoje. Wdał się w konflikt z żoną zleceniodawcy, panią Batllo. Skończyło się to rozstaniem z klientem przed ukończeniem inwestycji. Tylko Eusebi Guell pozwalał Gaudiemu na wszystko, inni zleceniodawcy nie byli tak otwarci. Po Casa Batllo architekt miał kłopoty z rodziną Mila, która zamówiła u niego kamienicę narożną. Mieszkańcy Barcelony szybko ochrzcili nowy budynek „La Pedrera” - kamieniołom. Jednak dom przypomina raczej kadłub porośniętego pąklami statku, a żelazne balustrady balkonów wyglądają jak wodorosty. Tym razem klasa średnia na serio obraziła się na Gaudiego. Pani Mila była tak rozczarowana projektem, że odmówiła wyjścia na balkon i nie obejrzała jednego z najciekawszych, metalowych elementów. Dziś Casa Mila i apartament fundatorów jest turystyczną atrakcją. Gaudi zaprojektował całe umeblowanie i wyposażenie tego mieszkania, łącznie z serwisem do kawy i kolczastą ościeżnicą. Ale najmocniejszy punkt La Pedrery znajduje się wyżej. To dach, a na nim zwariowane kominy, przywodzące na myśl inwazję kosmitów.

Po zmaganiach z państwem Mila Gaudi miał serdecznie dość bogatych kupców. Poświęcił resztę życia swemu najważniejszemu klientowi - Bogu. Od najmłodszych lat był bardzo religijny. Gdy zamieszkał w Parku Guell, ta tendencja się pogłębiała. Podporządkował się jej całkowicie. W 1883 roku przejął kierownictwo prac nad rozpoczętą rok wcześniej budową kościoła Sagrada Familia, który w założeniu miał być „katedrą biedaków”. Gaudi musiał szybko wydać pierwszą hojną dotację, by nowy biskup Barcelony nie zdążył przekazać tych pieniędzy na inny cel. Nie miał z tym problemu. Brakowało jednak kolejnych zasobnych sponsorów. Gaudiego coraz bardziej pochłaniały niekończące się zabiegi o fundusze. Oprowadzał po budowie kolejne grupy, monitując o pieniądze, których wciąż było mało. Architekt chodził więc od drzwi do drzwi. Niewielkie datki od biednych były dla niego największym skarbem. Około 1920 roku postanowił nie wracać do swojego domu w Parku Guell. Sypiał na placu budowy. Tracił kontakt ze światem poza murami Sagrada Familia. Jego stan zdrowia bardzo się pogorszył. Regularnie chodził jednak do odległego o 15 kilometrów kościoła Santo Felipe Neri. Uchylał kapelusza przed figurą świętego i ucinał sobie pogawędkę z księdzem. Ta codzienna pielgrzymka wymagała przejścia przez ruchliwą Grane Via. Gaudi wściekle wymachiwał laską na widok tramwajów, które go ogromnie go denerwowały. Kiedy 17 czerwca 1926 roku przechodził przez Grane Via, został potrącony przez tramwaj. Zabrano go do szpitala. Nikt nie rozpoznał sławnego architekta w kruchym, niechlujnym staruszku. Został wzięty za włóczęgę, bo miał na sobie kapcie i ubranie związane sznurkiem, z kieszeniami pełnymi orzechów. Zmarł po trzech dniach. Jego śmierć bardzo poruszyła mieszkańców Barcelony. Na ulicach zgromadziły się tysiące żałobników. Na pogrzeb przyszły tłumy. Nie wszyscy byli wielbicielami architektury Gaudiego, ale podziwiali go jako człowieka i lokalnego patriotę, który gorąco kochał Katalonię i rzadko ją opuszczał. Jego artystyczny geniusz jest tu nadal obecny. A prace nad Sagrada Familia, w oparciu o modele i rysunki Gaudiego, trwają do dziś i zakończą się nie wcześniej niż w 2026 roku.

Sylwetkę niezwykłego artysty i jego ekscentryczne dzieła prezentujemy na antenie Domo w znakomitym filmie dokumentalnym BARCELONA GAUDIEGO.

warto zajrzeć:

www.palauguell.cat
www.casabatllo.cat
www.kubic.cat/kc/tours/tour_01.html
www.sagradafamilia.cat

Ostatnie komentarze

miranda / postów: 64

31.08.2010 16:15

uwielbiam Gaudiego, jest niesamowity!

Edycja wpisu

zawijanie tekstu