
W naszej strefie klimatycznej gwałtowne zjawiska atmosferyczne nadal należą do rzadkości, choć w ostatnich latach częstotliwość ich występowania niepokojąco się zwiększa. W ciągu roku w Polsce notuje się kilka trąb powietrznych (tak w naszej terminologii określa się tornada), które pozostawiają po sobie wąski pas zniszczeń, nie przekraczający na ogół 250 metrów. Dlatego trudno nam sobie wyobrazić, co przeżywają mieszkańcy terenów regularnie nawiedzanych przez cyklony i huragany, i jak ogromna może być skala zniszczeń. Huragan Katrina przeszedł nad południowo-wschodnim wybrzeżem Stanów Zjednoczonych w sierpniu 2005 roku. Nowy Orlean do dziś nie podniósł się z gruzów. Znaczna część miasta nadal nie nadaje się do zamieszkania i pozostaje opuszczona. Niewykluczone, że na zawsze.
W lecie 2008 roku polskie media informowały o najsilniejszej od kilku dziesięcioleci trąbie powietrznej, która przeszła nad Opolszczyzną. 15 sierpnia w godzinach popołudniowych nad południową częścią województwa rozpętało się tornado, które w kulminacyjnym momencie osiągnęło trzecią kategorię w sześciostopniowej skali Fujity, opracowanej z myślą o Stanach Zjednoczonych. Tornado o takiej sile powoduje wielkie zniszczenia: zrywa dachy z budynków, wywraca samochody i pociągi, wyrywa drzewa z korzeniami. Nawet budynki o mocnej konstrukcji zostają poważnie uszkodzone. Bo tornado to gwałtownie wirująca kolumna powietrza. Najczęściej przybiera postać ogromnego leja dotykającego ziemi węższym końcem i zasysającego do środka wszystko, co stanie mu na drodze. Polacy znają ten przerażający widok głównie z amerykańskich filmów. Tym razem zobaczyli go na własne oczy. Trąba powietrzna, która przeszła na Opolszczyzną, łamała dorodne drzewa, przewracała kilkutonowe ciężarówki, zrywała dachy z domów i burzyła ściany. Kilkanaście osób zostało rannych. Następnie gwałtowna burza, z której powstało tornado, przesunęła się w kierunku Częstochowy. W województwie śląskim zbiła dwie osoby. Na drodze krajowej nr 1 tornado uderzyło w autokar, przewróciło go i zepchnęło na pobocze drogi. 30 pasażerów, członków Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk, zostało rannych. Późnym popołudniem burza przesunęła się nad południową część województwa łódzkiego, gdzie wywołała poważne szkody materialne. Ogólny bilans sierpniowej trąby powietrznej to 770 uszkodzonych lub zniszczonych budynków w kilku województwach. Stacje telewizyjne przez wiele dni po kataklizmie nadawały relacje ze zniszczonych miejscowości. Ludzie, którzy na własnej skórze doświadczyli niszczycielskiej siły tornada, długo nie mogli otrząsnąć się z szoku. W ciągu zaledwie kilku minut stracili dorobek życia i poczucie bezpieczeństwa. Natura, jak dotąd w Polsce raczej łagodna, pokazała swe groźne oblicze. Niektórzy poszkodowani do dziś, mimo pomocy ze strony władz, nie zdołali w pełni odbudować swoich domów i w każdy burzowy dzień z niepokojem patrzą w niebo.
Mieszkańcom Stanów Zjednoczonych, najczęściej nawiedzanego przez tornada kraju, uczucie lęku towarzyszy przez kilka miesięcy każdego roku. W sezonie występowania tornad, cyklonów i huraganów spodziewają się najgorszego, choć liczą na to, że zgodnie z prawami statystyki huragan tak silny jak Katrina zdarzy się nieprędko. Katrina przeszła nad Stanami Zjednoczonymi 29 sierpnia 2005 roku. Uderzyła w wybrzeża Luizjany, Missisipi i Alabamy. W kulminacyjnym momencie osiągnęła najwyższą kategorię w skali Saffira-Simpsona. Wywołała katastrofalną powódź w Nowym Orleanie. Ściana wody o wysokości dochodzącej do kilku metrów zalała 80% powierzchni tego miasta. Wały przeciwpowodziowe nie wytrzymały naporu wielkich mas wody. Po przejściu kataklizmu, który pochłonął blisko dwa tysiące ofiar śmiertelnych, świat obiegły zdjęcia, które na długo zapadły w pamięć widzów. Podobnie jak relacje dziennikarzy dobitnie świadczące o tym, że akcja ratunkowa zarówno przed, jak i po przejściu huraganu była prowadzona niefrasobliwie i nieudolnie. Gdy woda opadła, rozpoczęto szacowanie strat. W samym tylko Nowym Orleanie oceniono je na ponad 80 miliardów dolarów. Odbudowa miasta trwa do dziś. Wielu jego mieszkańców, szczególnie tych najdotkliwiej poszkodowanych, którzy stracili nie tylko dorobek całego życia, ale i swoich bliskich, postanowiło opuścić je na zawsze. Dwa lata po Katrinie w Nowym Orleanie mieszkało niespełna 280 tysięcy ludzi. Przed kataklizmem było ich blisko pół miliona. Najbardziej zniszczona dzielnica - Lower Ninth Ward - do dziś nie została oficjalnie otwarta dla mieszkańców.
Jak wygląda odbudowa zrównanego z ziemią miasta? Co skłania ludzi do powrotu do miejsca, w którym stracili wszystko? Skąd czerpią nadzieję, że to się nie powtórzy? Na antenie Domo prezentujemy znakomity film dokumentalny pt. Życie po Katrinie. Jego twórcy pojechali do Nowego Orleanu kilka miesięcy po kataklizmie. Przez rok obserwowali życie sześciu rodzin, które zdecydowały się zostać w mieście i odbudować swoje domy. Niektórzy z bohaterów filmu nie ubezpieczyli zawczasu swoich siedzib i zostali z niczym. Ich dobytek zamienił się w pokrytą grubą warstwą błota i mułu stertę śmieci. Przez wiele miesięcy gnieździli się w przyczepach albo mieszkali kątem u krewnych. Przeżywali chwile załamania i momenty radości. Potrafili się cieszyć z kilku pomidorów, które udało im się wyhodować w doniczce. Czy wystarczyło im siły i optymizmu, aby odbudować swoje dawne życie? O tym przekonają się widzowie filmu.