Artukuły

Bezdomni

Tagi: bezdomność, miasta

Są we wszystkich krajach świata. Ofiary nędzy, chronicznego bezrobocia, nałogów, chorób i przemocy w rodzinie, byli więźniowie, osoby nieprzystosowane społecznie lub cierpiące na zaburzenia psychiczne. Skala występowania zjawiska bezdomności w poszczególnych państwach jest różna, ale jego przyczyny - wszędzie niemal takie same. Wśród bezdomnych są zarówno osoby, które nie potrafią czytać ani pisać, jak i absolwenci wyższych uczelni. Mężczyźni i kobiety, dorośli i dzieci.

W Polsce bezdomność oficjalnie uznano za problem społeczny w latach 20. ubiegłego wieku. W okresie PRL władze utrzymywały, że w kraju bezdomnych nie ma. Osoby pozbawione dachu nad głową umieszczano w hotelach robotniczych. Po 1989 roku, w następstwie przemian ustrojowych i gospodarczych, wiele zakładów pracy upadło, a wraz z nimi likwidowano hotele robotnicze. Stopniowo problem bezdomności stawał się coraz bardziej widoczny. Na ulicach dużych aglomeracji pojawili się kloszardzi, którzy wkrótce stali się nieodłącznym elementem miejskiego krajobrazu. Nie ma precyzyjnych danych na temat liczby bezdomnych w Polsce. Według różnych szacunków jest ich od 30 do nawet 300 tysięcy. Można policzyć tylko tych, którzy zgłaszają się do ośrodków pomocy społecznej prowadzonych przez gminy oraz do organizacji pozarządowych, takich jak Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta i założony przez Marka Kotańskiego Markot. Najtrudniejszym dla bezdomnych okresem jest zima. Co roku w Polsce zamarza ok. kilkudziesięciu osób. W tym czasie noclegownie i schroniska przeżywają prawdziwe oblężenie. Nie wszyscy chcą i potrafią dostosować się do zasad obowiązujących w tego typu placówkach (m.in. zakazu picia alkoholu). Na wiosnę i w lecie wielu lokatorów opuszcza schroniska i rusza w Polskę. W czasie wakacji do rzeszy bezdomnych dołączają nieletni uciekinierzy z domu i placówek opiekuńczych. Przyjeżdżają do dużych miast, żeby przeżyć przygodę i oderwać się od smutnej codzienności. Chcą uciec od rodzinnych problemów, na ogół jednak popadają w jeszcze większe kłopoty. Żeby przeżyć kradną, prostytuują się, handlują narkotykami i sami popadają w uzależnienie. Pozbawieni wparcia dorosłych i poczucia własnej wartości, stają się łatwym łupem dla przestępców seksualnych.

Krajem, w którym mimo wysokiego poziomu rozwoju gospodarczego problem bezdomnych dzieci jest szczególnie widoczny, jest Rosja. Tak zwani bezprizorni (tym mianem określa się w Rosji małoletnich bezdomnych) koczują na ulicach dużych rosyjskich miast, takich jak Moskwa i Petersburg. Wedle szacunkowych danych jest ich nawet kilka milionów. Zaledwie kilka procent bezprizornych nie ma żadnego z rodziców. Większość z nich to zaniedbane lub porzucone przez rodziców tzw. sieroty społeczne oraz uciekinierzy z domu, ofiary przemocy i alkoholizmu dorosłych. Rosyjskie władze traktują problem bezdomnych dzieci jako wstydliwy i nie podejmują dostatecznych środków, aby mu przeciwdziałać. Dlatego w Moskwie, mieście słynącym z ogromnych kontrastów majątkowych, wśród ubranych zgodnie z najnowszą modą przechodniów krążą grupki umorusanych i obdartych dzieci. Milicja przegania je z centralnych dzielnic, żeby nie psuły wizerunku stolicy. Bezprizorni żebrzą w przejściach podziemnych i w metrze, zbierają złom i butelki, kradną w zatłoczonych punktach miasta, prostytuują się, przyłączają do gangów. Mieszkają na dworcach, w kanałach, na klatkach schodowych i w zrujnowanych pustostanach. Wedle opinii pracowników opieki społecznej i organizacji pozarządowych, bezdomne dzieci są podatne na negatywne wpływy i w bardzo krótkim czasie ulegają degeneracji. Żeby je wyrwać z patologicznego otoczenia i dać im szansę na normalne życie, trzeba działać szybko.

Problem bezdomności od kilku dziesięcioleci jest tematem publicznych debat i badań socjologów, obiektem zainteresowania dziennikarzy i filmowców. Na antenie Domo obejrzeć można serię dokumentalną pt. "OBRZYDLIWIE BOGACI BEZDOMNI", zrealizowaną dla brytyjskiej BBC. Pomysłodawcami serii jest dwoje doświadczonych pracowników socjalnych i streetworkerów: Rebecca Pettit i Craig Last. Przeprowadzili oni niezwykle interesujący eksperyment społeczny, który może pomóc w zrozumieniu różnych aspektów zjawiska, jakim jest bezdomność. Namówili pięcioro bardzo zamożnych Brytyjczyków, aby przez 10 dni wiedli życie bezdomnych na ulicach Londynu. Jedna kobieta i czterej mężczyźni w wieku od 19 do 39 lat bez większych oporów zgodzili się na udział w programie. Potraktowali go jako kolejne wyzwanie, przygodę i okazję, aby sprawdzić się w trudnych warunkach. Przyzwyczajeni do wysokiego poziomu życia, przynależności do klasy uprzywilejowanej i wszystkich wynikających z tego udogodnień nie zdawali sobie sprawy z tego, na co się decydują. Na początku musieli oddać do depozytu cały swój bagaż osobisty, markowe ubrania, torby, biżuterię, pieniądze, karty kredytowe i, co bardzo istotne - telefony komórkowe. Musieli się zobowiązać, że w ciągu 10 dni trwania eksperymentu nie będą się kontaktować z rodziną i znajomymi, aby prosić ich o pomoc i pieniądze. Już te wstępne warunki okazały się bardzo trudne do spełnienia, ale, jak podkreślali pomysłodawcy eksperymentu - absolutnie niezbędne.

Utrata kontaktu ze światem, w którym kiedyś można było znaleźć wsparcie oraz niemożność uzyskania pomocy od rodziny i innych osób, na które się liczyło, należą do nieodłącznych aspektów bezdomności. Borykają się z nim m.in. byli więźniowie, wychowankowie domów dziecka i zakładów poprawczych oraz byli pacjenci szpitali psychiatrycznych, którzy po opuszczeniu tych placówek nie mają dokąd pójść. Ich rodzice nie chcą lub nie mogą się nimi zająć, dawni współmałżonkowie mają już nowe rodziny, a dzieci się ich wstydzą. Pozbawieni stałego adresu zamieszkania, napiętnowani przez wyrok lub chorobę, nie mogą znaleźć pracy, popadają w depresję i nałogi, staczają się po równi pochyłej. Wyjść z bezdomności jest niezwykle trudno, a popaść w nią - niejednokrotnie bardzo łatwo. Taki los może spotkać osoby, które: z powodu długotrwałego bezrobocia nie były w stanie płacić czynszu i zostały eksmitowane na bruk, musiały uciekać przed przemocą w rodzinie, zadłużyły się nadmiernie w bankach i zostały zlicytowane, prowadziły własny biznes, zbankrutowały i straciły źródło utrzymania, bądź padły ofiarą nieuczciwych wspólników lub współmałżonków. W wielu przypadkach droga na dno bywa krótka, a szok, wywołany gwałtownym pogorszeniem się warunków życia i utratą zaufania do najbliższych, może być niezwykle silny. Zdarza się, że ludzie, którzy zostali w cyniczny sposób oszukani i wykorzystani przez swoje otoczenie, w następstwie czego wylądowali na ulicy, nie chcą wracać do tzw. "normalnego życia" i świadomie wybierają los kloszardów. Jednak prezentowany w wielu filmach romantyczny wizerunek bezdomnego, który, wolny jak ptak, przemierza kraj ze swoim tobołkiem, marzycielskim wzrokiem spoglądając w niebo, daleki jest od ponurej rzeczywistości. Brak domu i związanego z nim szeroko pojętego bezpieczeństwa rujnuje zdrowie fizyczne i psychiczne człowieka, uniemożliwia zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych i spycha na społeczny margines, z którego powrót jest niezwykle trudny.

Ostatnie komentarze

poeta81 / postów: 2

24.12.2010 09:39

bezdomny a Anglii ma nawet "lepiej" niż pracujący w POLSCE... oczywiście wykreślając brak miejsca do spania (choć noclegownie istnieją). pisali w prasie, że POLACY, którzy utracili pracę na Wyspach nie chcą wracać do "miodem i mlekiem płynącej" POLSKI. ciekawe dlaczego? ;))))))))))

Edycja wpisu

zawijanie tekstu