Artukuły

Z popiołów Haiti

12 stycznia 2010 roku Haiti zostało dotknięte jednym z największych trzęsień ziemi w historii regionu. W wyniku katastrofy zginęły setki tysięcy ludzi, wielu odniosło ciężkie obrażenia. Tysiące budynków zostało doszczętnie zniszczonych. Stolica kraju, Port-au-Prince, praktycznie przestała istnieć. Na gruzach swoje żniwo do dziś zbierają choroby i głód. Jeden z najbiedniejszych krajów świata stanął w obliczu przytłaczającej katastrofy. Wśród tych, którzy przyszli mu z pomocą, był Denis O'Brien. O jego działaniach opowiada pokazywany na antenie DOMO+ dokument Z popiołów Haiti.

Trzy tygodnie po tragedii na wyspie pojawił się Denis O'Brien, irlandzki miliarder. Zabrał na pokład swojego prywatnego samolotu kilka zakonnic, paru budowniczych oraz brytyjskiego architekta Johna McAslana, aby pomóc doświadczonym przez żywioł ludziom. Haiti potrzebowało przede wszystkim dwóch rzeczy: domów dla ludzi, którzy stracili dach nad głową i dobytek całego życia oraz symbolu, który pomoże im się zjednoczyć. Przed tragedią takim symbolem był stojący w samym sercu stolicy budynek XIX-wiecznego bazaru, zwany Żelaznym Targiem. Dla Port-au-Prince był tak ważny jak wieża Eiffla dla Paryża. O'Brien wyznaczył sobie bardzo ambitny cel i obiecał Haitańczykom, że w ciągu niespełna roku ich ukochany budynek ponownie będzie górował nad miastem.

Denis O’Brien jest potentatem telefonii komórkowej. Od licznych konkurentów odróżnia go to, że skutecznie działa na terenie najbiedniejszych i najmniej stabilnych politycznie krajów świata. W państwie Haiti od lat jest największym, zagranicznym inwestorem. Ma opinię bardzo trudnego przeciwnika w biznesie, a jego metody działania wzbudzają sporo kontrowersji. W ciągu zaledwie czterech lat opanował rynek telefonii komórkowej w Haiti. Po trzęsieniu ziemi o pomoc zniszczonemu krajowi zwrócił się do niego specjalny wysłannik ONZ - Bill Clinton. O’Brien przeznaczył na odbudowę Żelaznego Targu swoje prywatne środki. W filmie mówi: „Od początku czułem, że muszę im pomóc. Nie mam zamiaru być na Haiti konkwistadorem, choć zarabiam tu duże pieniądze. Tu są moi klienci. Chciałbym ulepszyć ten kraj. Konkwistadorzy byli rabusiami. Mam nadzieję, że nikt nie powie tego o mnie. Czasem czuję się winny, że zarabiam krocie w biednych krajach. To poczucie trzeba przekuć na coś dobrego, pożytecznego. Wydać spore pieniądze w tym kraju na coś potrzebnego społeczeństwu.”

Po trzęsieniu ziemi, które miało siłę 7 stopni w skali Richtera, chęć wsparcia Haiti zadeklarował niemal cały świat. Choć w wielu przypadkach na deklaracjach się skończyło, to i tak do zniszczonego kraju popłynęły duże pieniądze i liczne dary rzeczowe. Szybko jednak okazało się, że tylko niewielka część z tych środków dociera do potrzebujących, bo w pogrążonym w chaosie kraju szaleje korupcja i przestępczość. Wegetującym w prowizorycznych obozowiskach ludziom brakuje dosłownie wszystkiego. Również czystej wody pitnej, co spowodowało wybuch epidemii cholery i pochłonęło kolejne kilka tysięcy ofiar. Do dziś jeden z niewielu widocznych efektów światowej pomocy to projekt O'Briena, realizowany mimo niezliczonych przeciwności. 11 stycznia 2011 roku, w przeddzień rocznicy tragicznego wydarzenia, oczy świata ponownie zwróciły się na Haiti. Czy irlandzkiemu przedsiębiorcy udało się dotrzymać obietnicy? Czy świat ponownie będzie mógł podziwiać Żelazny Targ?

Edycja wpisu

zawijanie tekstu