Artukuły

Zamek Demetriego

Tagi: luksus, nieruchomości, wnętrza

Od blisko stu lat posiadłość Glynt jest perłą nadmorskiego miasteczka Mount Martha na południowym wybrzeżu Australii. W 2008 roku została wystawiona na sprzedaż. Nowi właściciele - Lila i Demetri Sideropoulos - kupili ją za blisko 4,5 miliona dolarów, których nie mieli. Zadłużyli się w bankach po uszy i postawili wszystko na jedną kartę. Poczuli bowiem, że Glynt Manor to idealne miejsce na luksusowy, kameralny hotel, który zawsze chcieli mieć. Czy zderzenie marzeń z rzeczywistością okaże się bolesne? Jak małżonkowie poradzą sobie w nowej dla nich roli? O tym opowiada pokazywana na antenie Domo seria Zamek Demetriego.

Lila i Demetri Sideropoulos zostali właścicielami Glynt Manor niejako przez przypadek. Pewnego pięknego dnia przejeżdżali przez miasteczko Mount Martha. Ujrzeli stylową, starą budowlę otoczoną rozległym ogrodem i napis „aukcja”. Weszli do środka i po prostu zaczęli licytować. Byli jak zaczarowani. Nie wiedzieli, w jakim stanie jest budynek ani ile jest wart. Czuli, że po prostu muszą go mieć. Kiedy cena przekroczyła 4 mln dolarów, Lila zrozumiała, że zabrnęli za daleko. Jednak Demetri nie chciał się wycofać. I tak zostali właścicielami wzniesionego w 1917 roku zamku do remontu. Remontu, na który również nie mieli pieniędzy.

A przecież dotąd wiedli szczęśliwe i dostatnie życie. Spędzili ze sobą 20 lat, razem pracowali - Demetri jako fryzjer, Lila jako makijażystka. Ich klientami byli ludzie z pierwszych stron gazet - Matt Damon, Guy Pearce i dziewczyny z zespołu Pussycat Dolls. Mieszkali i prowadzili salon w Melbourne przy Chapel Street, w samym sercu miasta, z którym byli silnie związani. Kiedy się poznali on był po 40., ona miała 19 lat. Duża różnica wieku nie przeszkodziła im w stworzeniu harmonijnego, partnerskiego związku, w którym obie strony mogą się realizować. Klienci Demetriego są mu wierni, niektórzy strzygą się u niego od ponad 30 lat. Lili maluje i czesze gwiazdy australijskiej telewizji. Państwo Sideropoulos nie narzekają na brak pieniędzy, żyją wygodnie, stać ich na przyjemności. Jednak od lat myślą o otwarciu luksusowego ośrodka wypoczynkowego ze spa i autorską kuchnią. Rozważają przeprowadzkę do Europy i zakup starego, stylowego domu, w którym zrealizują swoje marzenie. I nagle znajdują Glynt Manor, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od centrum Melbourne, w malowniczym miasteczku Mount Martha.

Spontanicznie zadłużają się na blisko 5 milionów dolarów. Oznacza to, że muszą spłacać przeszło 40 tysięcy dolarów miesięcznie. Aby zapanować nad gigantycznym długiem i szybko zacząć zarabiać pieniądze, chcą doprowadzić posiadłość do porządku w zaledwie 6 tygodni. Zważywszy na jej wielkość, to bardzo mało czasu. Co gorsza, zostało im zaledwie 90 tysięcy dolarów na wyremontowanie budynku i przekształcenie go w ekskluzywny hotel ze spa. Muszą zaprojektować wystrój wnętrz, kupić wszelkie potrzebne materiały, meble i dodatki, wyposażyć kilka łazienek i kuchnię oraz znaleźć robotników, którzy to wszystko zrobią. W tej sytuacji nieoceniona jest pomoc rodziny. Ojciec i kuzyni Lili zajmą się malowaniem ścian i sufitów, a jej mama pomoże w uporządkowaniu ogrodu.

Czy zaangażowanie rodziny i kilku fachowców wystarczy, by zdążyć na czas z otwarciem hotelu? To problematyczne, zwłaszcza, że założenia są bardzo ambitne. Hotel ma być niepowtarzalny. Lila i Demetri chcą urządzić 6 luksusowych apartamentów, każdy w innym stylu, m.in. francuskim, włoskim, orientalnym. Ich wspólnym mianownikiem będzie luksus i komfort. Goście mają tu zapomnieć o codziennych troskach i przeżyć niezapomniane chwile. Wszystko ma być w najlepszym gatunku. Czy będzie w najlepszym guście – tu można mieć wątpliwości, bo gospodarze kochają się w kryształowych żyrandolach, ogromnych lustrach, złoceniach i obiciach w cętki. Na pewno jednak urok starej budowli, bliskość oceanu, bajeczny widok na ogród i zatokę Port Phillip będą sprzyjać relaksowi. Lila i Demetri mają wiele pomysłów, jak uprzyjemnić pobyt swoim gościom: będą wystawne kolacje, spa oraz usługi takie jak makijaż i strzyżenie, wycieczki na pole golfowe, nad ocean, do winnicy i restauracji. Byle tylko nie zbankrutować przed otwarciem...

Edycja wpisu

zawijanie tekstu